Czyja jest Ziemia, czyli tragedia wspólnych pastwisk

Ilustr. www.freedigitalphotos.net

W nowym cyklu „Niebywałych Suwałk”, zatytułowanym „Od zrównoważonego rozwoju do społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR)”, Iwona Sak pyta: czyja jest Ziemia? To wstęp do dalszych rozważań na temat ekologii, ekonomii i filozofii.

 Autor: Iwona Sak, www.sztukarozwoju.pl

Ziemia  (łac. Terra) − trzecia, licząc od  Słońca, a piąta co do wielkości planeta Układu Słonecznego. Pod względem średnicy, masy i gęstości to największa planeta skalista Układu Słonecznego. Ziemia zamieszkana przez miliony gatunków, wliczając w to człowieka, jest jedynym znanym miejscem we Wszechświecie, w którym występuje życie. (źródło: Internet, Wikipedia)

Innymi słowy, Ziemia jest stworzona z wielu połączonych ze sobą systemów. Systemy te, tak różnorodne jak lądy, wody, lasy, powietrze oraz elementy tych systemów: zwierzęta, ryby, ptaki, rośliny etc. ulegają zmianom wskutek działalności człowieka. Poprzez nadmierną eksploatację zasobów naturalnych, degradację środowiska naturalnego – w tym zanieczyszczanie powietrza, przyczyniają się do pogorszenia jakości życia na Ziemi i zmniejszają szansę następnych pokoleń na podobny do naszego poziom rozwoju.

Dlaczego tak się dzieje?

Na zrozumienie tego zjawiska pozwala nam odwołanie się do jednego wspólnego pojęcia, jednej wspólnej idei, tzw. tragedy of the commons, co można przetłumaczyć jako „tragedię wspólnych pastwisk”.

Wyobraźmy sobie, że wraz z grupą 30 innych hodowców bydła użytkujemy wspólnie duże pastwisko. Nikt z nas nie jest jego właścicielem. To jest taki wspólny teren, od pokoleń. Każdy z nas – hodowców trzyma tam po 5 sztuk bydła. Łącznie na pastwisku pasie się 150 zwierząt. To jest optymalna liczba z uwagi na konieczność regeneracji roślinności. Ale, wpadamy na pomysł, że przecież jedna sztuka czy dwie więcej na pastwisku przy tej liczbie nie zrobi żadnej różnicy, a pieniądze ze sprzedaży dodatkowej ilości mleka przydadzą się nam bardzo. Jednak, inni też tak myślą. I stado powiększa się co najmniej 2,5-krotnie. Zaczyna brakować paszy. Głodne zwierzęta wyjadają każde najmniejsze źdźbło, nie dając roślinności szans na odnowienie.

Wariant optymistyczny przewiduje, że takie pastwisko będzie wyłączone z użytkowania na wiele, wiele lat. Czarny scenariusz dla tej sytuacji mówi o całkowitym, nieodwracalnym wyjałowieniu gleby. I, niestety, zdarza się to na świecie zbyt często.

Po raz pierwszy sformułowanie tragedy of the commons zostało użyte w 1968 roku przez Garretta Hardinaga w odniesieniu do terenów wspólnie użytkowanych przez grupę ludzi, z których żaden nie był właścicielem. Współcześnie to określenie jest stosowane szerzej do wszystkiego, co jest dla nas ludzi wspólne: wód, lasów, powietrza. Pojawia się tam, gdzie jest ta sama kwestia: wspólne użytkowanie i brak właściciela. Pojęcie tragedy of the commons, czyli tragedia wspólnego pastwiska, wyjaśnia więc bardzo ważne zjawisko: odpowiedzialnego korzystania z czegoś, co jest wspólne.

A gdzie tu jest tragedia?

Słowo tragedia oznacza coś dramatycznego, nieodwracalnego. Jeżeli więc spojrzymy na sposób korzystania ze wspólnych dóbr (wód, powietrza, lasów i elementów tych dóbr, jakimi są: zwierzęta, ryby, ptaki, roślinność), to czym będzie:

  • emisja do atmosfery takiej ilości zanieczyszczeń, że na stałe towarzyszyć nam będzie smog, coraz wyższa zachorowalność na choroby cywilizacyjne, umieralność ludzi?
  • korzystanie z pracy ludzi za niewielką zapłatą, bądź też w ogóle bez wynagrodzenia, bez zapewnienia odpowiednich warunków pracy?
  • coraz wyraźniejsza zmiana klimatu, prowadząca do występowania zjawisk tragicznych w konsekwencjach dla ludzkości, jak np. huragany, tsunami, powodzie, cyklony, susze?
  • intensywny połów ryb, powyżej poziomu ich reprodukcji?
  • wypasanie większej liczby zwierząt niż pastwisko jest w stanie przyjąć, by móc się odnowić?
  • wycinanie ogromnych połaci lasów (więcej, niż wyrośnie w to miejsce nowych)?

Brak możliwości regeneracji, odtworzenia jest działaniem destrukcyjnym, przeciwnym do reprodukcyjnego i zrównoważonego. Prowadzi do zaniku tak różnorodnych i potrzebnych człowiekowi bogactw Ziemi. I tu jest właśnie tragedia. Tragedia naszych wspólnych dóbr, które nie mają właściciela, a właściwie mają ich tylu, ilu jest ludzi na Ziemi. Tragedia wspólnych bogactw Ziemi poddanych destrukcyjnemu działaniu człowieka, który nie poczuwa się do odpowiedzialnego korzystania z nich.

Wniosek: nieograniczony dostęp do ograniczonych dóbr publicznych prowadzi do ich wyeksploatowania. Rozwiązaniem jest uregulowanie dostępu na jasnych i akceptowalnych przez uczestników zasadach.

Obejrzyj film HOME:

HOME

 

1 KOMENTARZ

  1. Smutny film, zakończenie natomiast bardzo optymistyczne cyt:
    " nie ważne to co minęło, ważne to co zostaje",
    "czas aby się do siebie zbliżyć",
    i "wszystko wciąż w naszych rękach" 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ