Artur Andrus rozbawił publiczność do łez

07.08.2016, Suwalki - SOK, Sala im. A. Wajdy, Jarmark Kamedulski - Artur Andrus. © 2016 Wojciech OTLOWSKI

Jarmark Kamedulski w tym roku mocnym akcentem zakończył Artur Andrus. Niedzielny (07.08) recital kabaretowy w Suwalskim Ośrodku Kultury był zaskakującą podróżą przez absurdy dnia codziennego i historie nie tylko z palca wyssane.

Nie wiadomo kiedy minęły dwie godziny. Artur Andrus z zespołem na scenie wykonywali piosenki o wakacyjnym podrywaczu, którego dziadek był księciem, a zęby miał po matce, o „Babie na psy”, „Cynicznych córach Zurychu”. W programie znalazły się też: „Diridonda”, „Mona Lisa”, „Petersburg”, czy piosenka z „autorskim tłumaczeniem” z repertuaru „Boney M” i… szanta, w dodatku skierowana do narciarzy.

Najżywszą reakcję wywołała jednak warszawska ballada dziadowska – w treści swojej związana – a jakże – z Suwałkami. Artur Andrus nawiązań do miasta nad Czarną Hańczą w swoim repertuarze miał sporo (sam przyznał, że uprawia wazeliniarstwo), jednak czegoś takiego publiczność jeszcze nie słyszała. Piosenki o wydarzeniach w mieście nikt dotąd nie napisał – i to specjalnie z okazji jednego show. Andrus jest pierwszy. To mu trzeba oddać, podobnie jak to, że połączenie newsów opublikowanych w ostatnim numerze „DwuTygodnika Suwalskiego” w najbardziej zaskakujące zwrotki wyszło mu przednio. Słowa piosenki publikujemy poniżej.

Andrus ujął publiczność humorem, dworował z siebie samego, swojej kondycji fizycznej i przygotowanej choreografii. Dziennikarz nawiązywał również do współpracy z Andrzejem Poniedzielskim, od którego zaczerpnął wyjątkową umiejętność tłumaczenia piosenek z nieznanych języków („przecież tłumaczę na polski” – miał na zarzut nieznajomości języka francuskiego odpowiedzieć pewnego razu Andrzej Poniedzielski), tłumaczył, czym jest liryka orzechowa o korzeniach tradycyjnych, opowiadał o zespołach stworzonych na potrzeby określonych piosenek o wdzięcznych nazwach “Wrak człowieka”, “Westchnienie haremu”, “Demony sanatorium” lub – jak kto woli – “Bogowie rehabilitacji”.

Kilka lat temu – zasłużenie – Artur Andrus otrzymał tytuł Mistrza Mowy Polskiej. Suwalska publiczność przekonała się, że wraz z tym tytułem z całym przekonaniem można mu nadać jeszcze inny – mistrza bon motu.

Suwalska ballada dziadowska

Sierpniowe niebo grom czasem przetnie

Chmury od rana wiszą dziś

Janusz ma Daewoo czternastoletnie,

Bierze nim udział w akcji “Krzyś”.

Janusz na księdza spojrzał w popłochu

I swoją żonę przyzywa

Ksiądz ją poświęci tak jak samochód

Żona jest równie leciwa.

Ledwo co Janusz wspomniał o żonie,

Dostał od żony po pysku.

Tymczasem ksiądz na akordeonie

Przygrywa coś przy ognisku.

Z akordeonu dźwięki muzyki,

Zaczyna się potańcówka

Mówią, że bardzo gościom z Afryki

Smakuje polska grochówka.

Szwagier Janusza w sadzie ma gruszki

I przeżył traumę okropną

Bo gdy przejeżdżał kiedyś Kościuszki

Ktoś nagle w Audi go kopnął.

Szwagier miał w sierpniu lecieć na Bali

Ale namówił żonę swą

Na all inclusive do dwóch szpitali

Na neurologii miejsca są.

Wczoraj się Janusz dowiedział z radia,

Że koleżanki jego żony

W sobotę nad Zalewem Arkadia

Napadły dwa Pokemony.

Poszkodowane zdanie zmieniły

Po przesłuchaniu we wtorek

To jednak nie Pokemony były

Lecz Żwirek i Muchomorek.

Fot. Niebywałe Suwałki – Marcin Tylenda oraz Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl

Dodaj komentarz