W niedzielę, 28 maja o godz. 19.00 w Suwalskim Ośrodku Kultury wystąpi David Krakauer, jeden z najwybitniejszych klezmerów świata, wirtuoz klarnetu i ikona krakowskiego Festiwalu Kultury Żydowskiej. W Suwałkach będzie mu towarzyszyć Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego, nagrodzona niedawno wraz Mikołajem Trzaską „Orłem 2017” za muzykę do filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego.

David Krakauer obecny jest w pracy sejneńskiego „Pogranicza” od dwóch dekad. Inspiruje kolejne pokolenia. Spotykam się z Davidem Krakauerem w Sejnach, podczas warsztatów z udziałem dzieci i młodzieży. Pytam o wrażenia związane z doświadczaniem przez nich muzyki. Tomek Stawiecki przyznaje, że porzucił instrumenty dęte blaszane i zaczął grać na klarnecie, gdy po raz pierwszy usłyszał Davida Krakauera. To poziom, do którego cały czas dąży. Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja, by przyjść na koncert?

Z Davidem Krakauerem rozmawiała Iwona Danilewicz.

Pamiętasz okoliczności, w których pierwszy raz usłyszałeś muzykę klezmerską?

Moja rodzina pochodzi z Europy Środkowej. Pod koniec XIX wieku przeniosła się do Ameryki, szukając lepszego życia, uciekając od przejawów antysemityzmu i innych problemów tamtego czasu. W Ameryce moi dziadkowie porzucili swoje dziedzictwo – rozmawiali co prawda między sobą w jidysz, ale tylko wtedy, gdy nie chcieli, by dzieci – czyli moi rodzice – wiedziały, czego dotyczy rozmowa. Rodzice oczywiście doskonale wszystko rozumieli, ale nigdy nie nauczyli się mówić w tym języku.

Ja wychowałem się w Nowym Jorku już jako zasymilowany potomek migrantów. Pobierałem lekcje muzyki klasycznej i jazzu. W pewnym momencie mojego życia, gdy byłem jeszcze nastolatkiem, usłyszałem płytę z komediowym nagraniem „Joe and Paul” w wykonaniu Barton Brothers. Było to nagranie z elementami muzyki klezmerskiej, piosenkami wykonywanymi w łamanym jidysz i angielskim. Wtedy ten miks uznałem za zabawny, chociaż nie rozumiałem wszystkiego.

Później miałem okazję, by usłyszeć na żywo jednego z największych mistrzów muzyki klezmerskiej ze Wschodniej Europy – Dave’a Tarrasa. Zagrał wspaniały koncert w Nowym Jorku. Pamiętam, że byłem pod ogromnym wrażeniem. Wtedy też zacząłem słuchać starych nagrań europejskich artystów grających muzykę klezmerską.

A kiedy sam zacząłeś grać muzykę klezmerską? Jak powstał gatunek klezmer jazz?

Zacząłem grać muzykę klezmerską, gdy miałem trzydzieści parę lat. Poszukiwałem czegoś nowego. Jako młody chłopak zajmowałem się jazzem, ale zrobiłem sobie przerwę. Chyba obawiałem się trochę tego, że nie osiągnę w tym gatunku nic na tyle wielkiego, aby zdobyć miejsce pośród panteonu gigantów gatunku – wielkich muzyków jazzowych. Po trzydziestce wróciłem jednak do improwizacji. Właśnie wtedy zacząłem poznawać lepiej muzykę klezmerską – muzykę moich korzeni. Robiłem to początkowo dla siebie i własnej satysfakcji. A potem nadszedł czas nawiązania współpracy z zespołem „The Klezmatics”. W tamtym momencie wykorzystywałem już świadomie w muzyce klezmerskiej elementy jazzu, bluesa, funka, ale włączałem te gatunki w sposób naturalny. Chciałem, aby muzyka brzmiała prawdziwie.

Nadszedł wreszcie czas, gdy przykułem uwagę koncertującego w Nowym Jorku saksofonisty Johna Zorna, który zaproponował mi nagranie płyt w jego wydawnictwe płytowym Tzadik. To był czas „odrodzenia” muzyki klezmerskiej.

Historię trwającej od dwóch dekad współpracy między Tobą a Orkiestrą Klezmerską Teatru Sejneńskiego opowiedział mi Michał Moniuszko. Co daje Ci wspólne koncertowanie z tym zespołem?

Ta współpraca to dla mnie zawsze wielka przyjemność. Lubię przebywać z nimi, lubię wymieniać się z nimi pomysłami, dzielić się swoimi odczuciami. Czuję, że łączą nas wspólne doświadczenia utraty czegoś konkretnego. II wojna światowa była ogromną traumą dla całej cywilizacji. Każdy z nas coś lub kogoś stracił. Nawet dziś staramy się zrozumieć, co się dokładnie wtedy stało i dlaczego tak się stało. Praca z młodymi ludźmi mnie uspokaja. Doceniam to, że wspólnie staramy się znaleźć coś pozytywnego, gdy dookoła tyle negatywnych emocji. Mamy wspólny cel – nie wracamy do przeszłości, do złych wspomnień, ale staramy się czerpać z wartości, dorobku kultury, szukamy interesujących wzorców. Cieszymy się przebywaniem ze sobą.

Między Sejnami a Nowym Jorkiem. David Krakauer, muzyczny rewolucjonista zagra w Suwałkach z Orkiestrą Klezmerską Teatru Sejneńskiego

Co jest w muzyce klezmerskiej najważniejsze? Na co powinna przygotować się suwalska publiczność? W Suwałkach rzadko można usłyszeć ten gatunek muzyki. Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego wystąpi na scenie Suwalskiego Ośrodka Kultury po raz pierwszy.

Naprawdę? Jestem zaskoczony. Muzyka klezmerska jest inspirująca, jest też bardzo bezpośrednia – łatwo trafia do słuchacza. Najważniejsze są w niej prawdziwe emocje. Współczesna kultura odciąga nas od odczuwania. Zbyt wiele czasu zabiera nam technologia, telefony. Podczas koncertu będziemy mieli okazję, aby trochę zwolnić i skupić się na doświadczeniu przebywania ze sobą, odczuwaniu emocji. Im dłużej występuję, tym bardziej zyskuję pewność, że podczas koncertu najistotniejsze jest wywołanie u ludzi odczuć i refleksji. Można grać szybko, popisując się umiejętnościami, ale nie o to w tym wszystkim chodzi.

Co usłyszymy podczas koncertu?

To oczywiste, zagramy muzykę z mojego repertuaru i repertuaru Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego.

Dziękuję za rozmowę.

W naszym konkursie można wygrać pojedynczy bilet na koncert Davida Krakauera w Suwałkach. Wystarczy odpowiedzieć prawidłowo na pytanie: Jakie płyty David Krakauer nagrał współpracując z Johnem Zornem? Odpowiedzi (wraz ze swoim imieniem  nazwiskiem – do rezerwacji) prosimy przesyłać do nas mailem: redakcja@niebywalesuwalki.pl

KONKURS ZAKOŃCZONY.

Konkurs trwa do północy 25 maja. Zwycięzcę wylosujemy. Bilet wygrała p. Cecylia Jurkowska.

Dodaj komentarz