„Szyfr, muzeum i sykomora”: recenzja książki suwalczanina Roberta Rynkowskiego

Wakacje bez wyjazdu za granicę czy choćby nad morze? Po początkowych obawach, czy nie grozi jej śmierć z nudów, Aneta przekonuje się, że dom prapradziadka jej przyjaciółki Karoliny może kryć skarb równie fascynujący jak grobowce faraonów, a odnalezienie go wymaga wiedzy, sprytu i odwagi Indiany Jonesa. I narażenia się na podobne niebezpieczeństwa jak słynny archeolog, zwłaszcza gdy spokojne jezioro zamienia się w straszliwy żywioł, a na drodze poszukiwaczy skarbów stają Gruby i Kastet. Kto okaże się przyjacielem, a kto wrogiem? Co będzie prawdziwym skarbem prapradziadka? I dlaczego warto znać stare wyliczanki i język hebrajski? Młodych czytelników zapraszam do poznania wakacyjnych przygód czworga ich rówieśników: Karoliny i Anety oraz Karola i Kamila. A starszych – do powrotu do niezwykłego świata dziecięcych marzeń o skarbach i przygodach (opis wydawcy). Więcej o książce.

Autor: Andrzej Lauryn

Najlepsze wakacje w życiu?

Ktoś kiedyś powiedział, że większość dni w ludzkim życiu po prostu przemija; nie jest warta pamiętania. Człowiek spędza je według „schematu” – w pracy, w domu, na uczelni czy w szkole.

„Co robiłem tamtego dnia owego roku? Nie… pamiętam. Czyli pewnie nic ważnego.”

Co zapada nam w pamięć na całe życie? Niezwykłe historie, w których braliśmy udział. Niezapomniane wydarzenia i ludzie – oto, do czego każdy człowiek lubi powracać.

Bo któż z nas nie chciałby przeżyć przygody rodem z kart książek albo ze srebrnego ekranu? Któż nie chciałby choć raz w życiu być niczym Indiana Jones, Ben Gates („Skarb narodów”) czy Robert Langdon („Kod Leonarda da Vinci”)?

Kiedy Aneta i Karolina (lat około dwunastu) jechały na Suwalszczyznę, miały nadzieję na naprawdę udane wakacje. Stary rodzinny dom z ogrodem, malownicze okolice z jeziorem – całkiem niezły potencjał. Dla niezwykłego, cudownego wręcz umysłu dziecka to aż nadto, by wymyślić mnóstwo zabaw.

Kto mógł przypuszczać, że stara posiadłość skrywa wielką tajemnicę? A jednak. Okazało się, że prapradziadek Karoliny ukrył najprawdziwszy skarb. Tylko gdzie? Był z niego „niezły numer”. I wcale nie dlatego, że najwyraźniej cenił sobie magię liczb. Powiedzmy, że pod wieloma względami był wyjątkowy.

Czy da się rozwikłać zagadki stworzone przez tego człowieka, skoro jego umysł funkcjonował niestandardowo? Prawdopodobnie większość z nas nie dałaby rady. Ale umysł dziecka to naprawdę cudowna rzecz. A już na pewno w połączeniu z młodzieńczym zapałem i naturalną dla dziecka żyłką odkrywcy.

Brzmi jak przepis na najlepsze wakacje w życiu, nieprawdaż?

„Szyfr, muzeum i sykomora – czyli gdzie jest skarb prapradziadka”

Tytułowy skarb prapradziadka to wystarczająca zachęta, by sięgnąć po tę książkę. Ale zapewniam, że nie jedyna. Czeka na Ciebie całkiem sporo niespodzianek. Nie chciałbym zdradzać szczegółów, by nie psuć Ci lektury, ale uchylę rąbka tajemnicy.

Aneta i Karolina na swoje drodze spotkają wiele ciekawych postaci, w tym „Flasha” (prawie jak z komiksu;) oraz – uwaga! – „Cristiano Ronaldo”. Pojawi się nawet Alicja z Krainy Czarów. Choć możliwe, że to tylko wymysły czyjejś wyobraźni, wszak – jak powiedziałby Kot z Cheshire – („Alicja w Krainie Czarów”) wszyscy tutaj mamy bzika ;).

Skarb został ukryty na Suwalszczyźnie, ale droga do niego wiedzie przez parę innych miejsc. Wiadomo – żeby odnaleźć skarb, trzeba rozwiązać wiele zagadek, także tych ukrytych w niezwykłym muzeum. Nie, nie zamierzam zdradzać Ci szczegółów. Powiem jednak, że Aneta i Karolina wybiorą się w podróż do obecnej i poprzedniej stolicy Polski.

Jeśli się nie mylę, intryguje Cię tytułowa sykomora. Ja też tak miałem. Jeśli przychodzi Ci na myśl trop biblijny, to wiedz, że jak najbardziej słusznie.

Prapradziadek Karoliny za młodu parał się wieloma dziedzinami. Ucząc się sztuki zegarmistrzostwa czy ogrodnictwa, zetknął się w żydowskimi fachowcami (w owym czasie wybitnymi rzemieślnikami i nie tylko). Jeden z jego najbliższych przyjaciół był polskim Żydem. Ale czy to wyjaśnia, dlaczego właśnie biblijna sykomora?

Ale żeby się tego dowiedzieć, musisz osobiście sięgnąć po tę książkę. W teorii to lektura dla młodszego czytelnika (w wieku głównych bohaterek), ale także starsi czytelnicy, w tym ci dorośli, na pewno nie będą się przy tej książce nudzić. Jak pisał Adam Mickiewicz („Epilog”):

„Kraj lat dziecinnych, on zawsze zostanie
Święty i czysty jak pierwsze kochanie.”

Człowiek nigdy nie jest za stary na to, by powrócić pamięcią do tych niezwykłych chwil, do tych przygód, które go spotkały za młodu. Prawdopodobnie to właśnie wtedy przeżył najlepsze wakacje w swoim życiu.

Opowieść z morałem

Podobno umysł rzetelny ocenia książkę nie na podstawie myśli, jakie zawiera, ale na podstawie myśli, jakie budzi. Coś w tym jest. Prawdziwe dzieło żyje własnym życiem. Jest tym, czym jest dla nas, niezależnie od intencji autora.

Nie wiem, czy ta konkretna kwestia będzie ważna również dla Ciebie. Być może Tobie wystarczy wartka akcja, zwroty wydarzeń i ciekawe opowieści, składające się na rozwiązanie tajemnicy skarbu prapradziadka? Jednak dla mnie ta kwestia jest naprawdę istotna. Rzekłbym nawet, że „Szyfr muzeum i sykomora” to historia z morałem. „Kto ma uszy, niechaj słucha.”

Historia prapradziadka sięga naprawdę dawnych czasów. Wojna? Jaka wojna? My znamy je głównie z telewizji (bo te z lekcji historii zwykle przedstawiane są tak nudno, że nie słucha nawet ten, kto ma uszy). Tragedia ludów z innej części świata niby nas porusza, ale to nie to samo, co być w centrum wydarzeń (nawet Ukraina, choć sąsiaduje z Polską, kiedy tylko problem wojny domowej zniknął z ekranów telewizora, przestała nas interesować).

Kto wie, być może „morał” płynący z książki i Ciebie skłoni do refleksji? Dziś wygląda na to, że konflikt koreański nie doprowadzi do wojny (nowy prezydent Korei Południowej jest zwolennikiem dialogu z Koreańczykami z Północy). Ale jeszcze „parę dni” temu było naprawdę poważnie, czyż nie? Świat wstrzymał oddech.

Jeszcze ważniejsza jest druga strona tego samego medalu. Nazwijmy ją właściwym morałem książki. Analogia może nie być czytelna, bo wiele znika z pola widzenia, gdy człowiek znajduje się w centrum wydarzeń, ale myślę, że uważny czytelnik nie będzie miał z tym problemu.

Historia przyjaźni prapradziadka Karoliny pokazuje, że jeśli człowiek naprawdę szczerze pragnie zrozumieć drugiego człowieka, jest w stanie pokonać nawet dzielące ich różnice. Współczesna Polska, choć „podzielona”, przy tamtych czasach, tamtych różnicach i tamtych problemach, to istny śmiech na sali. A jednak podział istnieje i zdaje się pogłębiać coraz bardziej.

Kto dziś zadałby sobie tyle trudu, co prapradziadek i jego przyjaciele? Jak wielkim szacunkiem trzeba darzyć drugiego człowieka, by starać się zgłębić jego poglądy, choć w teorii są nieprzystawalne do naszych?

Po raz kolejny potwierdza się, że każdy prawdziwy dialog rozpoczyna się od uważnego słuchania. Bo inaczej mamy co najwyżej dwa monologi. A problem z dwoma monologami naraz jest taki, że każdy chce zabrać jak największą część ograniczonego czasu. Konflikt murowany.

Nie wiem, czy autor książki „Szyfr, muzeum i sykomora”, Robert Rynkowski (który urodził się i wychował w Suwałkach; tutaj więcej informacji na jego temat: http://rynkowski.blog.deon.pl/przykladowa-strona-2/), chciał przekazać takie właśnie przesłanie, ale tak czy inaczej stworzył bardzo wartościowe dzieło.

Ktoś powie, że młody czytelnik jest zbyt młody, by zrozumieć tak poważne sprawy. A ja uważam, że cudowny umysł dziecka jest w stanie dokonywać rzeczy wielkich. Po prostu nadaje na innych falach. Kłania się „słoń w brzuchu boa” z „Małego księcia”. Fakt – młody człowiek widzi i pojmuje sprawy na swój własny sposób. Ale kto powiedział, że jest to sposób mniej wartościowy?

Do dzieła zatem. Bierz tę książkę do ręki i przekonaj się na własnej skórze, że naprawdę warto. Suwalszczyzna, wakacje, skarb, wielopokoleniowa tradycyjna rodzina, zagadka na styku różnych kultur – czyż nie brzmi naprawdę kusząco?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ