Tajemnice „Papuszy” – Jacek Milewski o pracy przy filmie

Od lewej: dziennikarz Artur Cichmiński i Jacek Milewski.

Nagradzana w Polsce i za granicą „Papusza” Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze jest już na ekranach polskich kin. Pokaz specjalny z udziałem Jacka Milewskiego, który wziął na siebie zadania konsultanta ds. języka oraz Artur Cichmińskiego, dziennikarza i krytyka filmowego, był okazją do tego, by suwalska publiczność poznała kulisy powstania produkcji.

Jacek Milewski, były dyrektor szkoły romskiej w Suwałkach, autor dwóch książek o Cyganach – „Dym się rozwiewa” i „Chyba za nami nie traficie” podjął się przy realizacji „Papuszy” konsultacji językowych. – Tłumaczyłem dialogi, uczyłem odtwórców głównych ról mówić po cygańsku. Reżyserom nie chodziło o to, by aktorzy wiernie odtwarzali dialogi, tylko żeby język znali, co zresztą bardzo się przydało. Bywało tak, że reżyserzy, którzy są też autorami scenariusza, pisali nowe sceny i dialogi ad hoc – tłumaczył podczas niedzielnego spotkania w „Cinema Lumiere” Jacek Milewski.

Milewski rozpoczął pracę z Jowitą Budnik (Papusza) i Antonim Pawlickim (Jerzy Ficowski) 10 miesięcy przed zdjęciami. Na potrzeby lekcji z aktorami stworzył metodę nauki opartą na konwersatoriach i… pracach domowych. Zbigniew Waleryś, w filmie mąż Papuszy, miał innego nauczyciela. Poznański aktor ćwiczył dialogi z Karolem Gierlińskim, artystą, który w filmie gra Śero Roma.

Antoni Pawlicki, prócz nauki, czas spędził również na rozmowach z wdową po Ficowskim. Odwiedził Sejny, a w nich Bożenę Szroeder, dobrą znajomą polskiego cyganologa, dysponującą częścią jego archiwum. Jacek Milewski zaznaczył, że twórcy filmu zadbali, by aktorzy romscy grający w filmie pochodzili z tej samej grupy co Papusza. – W filmie grają głównie Cyganie olsztyńscy. Ogromną niespodzianką było dla mnie spotkanie na planie mojej uczennicy, która była tam statystką – wspomina Jacek Milewski.

Ani Jowita Budnik, ani Antoni Pawlicki nie są podobni do bohaterów, których grają. Ten świadomy zabieg reżyserów przełożył się na odtworzenie wiarygodności wewnętrznych emocji. Z kreacją Budnik był jeszcze inny problem. – Jowita odmawiała zagrania tej roli. Mówiła, że ma urodę Pyzy na polskich dróżkach – dodał gość spotkania. Także charakteryzacja Papuszy w starszym wieku wymagała od Budnik sporej cierpliwości. Przygotowanie wymagało spędzenia 5 godzin w charakteryzatorni – zdradził Jacek Milewski.

W filmie, w którym dominuje język cygański (czy jak wolą niektórzy – romski), występuje wielu Cyganów. Castingi do ich ról członków społeczności trwały kilka miesięcy. Spośród warunków do spełnienia, jeden jest bardzo charakterystyczny – to wygląd zewnętrzny. I wcale nie chodzi o urodę… Jak tłumaczył Milewski – życie w taborze nie należało do najłatwiejszych, więc Cyganie byli z reguły szczupli. Część osób zainteresowanych rolą statystów lub epizodystów nie spełniała wymogów tuszy.

W trakcie rozmowy o filmie Jacek Milewski przywołał jeszcze inną ciekawostkę. Chętni do zagrania w „Papuszy” mieli różne motywacje – Milewski zauważył, iż część z nich udział w filmie traktowała jak przygodę, inni chcieli dorobić, ale była też grupa, która rozumiała wartość historyczną produkcji, przedstawiającej 70 lat z dziejów Cyganów polskich.

Podczas spotkania Jacek Milewski wspominał także swój pierwszy kontakt z poezją Papuszy i reakcje suwalskich Cyganów, którym próbował te wiersze czytać. Próby nie spotkały się z aprobatą. Po prawie 30 latach od śmierci Papuszy ta sytuacja uległa zmianie. Jacek Milewski przywołał na potwierdzenie tych obserwacji nawet anegdotę związaną z tym, że obecnie wielu Romów przyznaje się do pokrewieństwa z Bronisława Wajs. – Gdyby policzyć wszystkich, okazałoby się, że Papusza miała rodzinę liczoną w tysiącach – żartował Jacek Milewski.

Warto pamiętać, że „Papusza” nie jest filmem biograficznym. To raczej wariacja na temat życia kobiety – poetki – Cyganki, przedstawiona przez Joannę Kos-Krauze i Krzysztof Krauze. To opowieść o kobiecie „innej wśród Polaków i innej wśród swoich – Cyganów”. W jednym z listów do Ficowskiego Papusza napisała: „Ja swego narodu cygańskiego nie zdradziłam ani na szubienicę nie wydałam. Bo każdy wie o tym, że kury kradli i wróżyli, i tak dalej, wie, z czego żyli i czemu jeździł po świecie ten ciemny, a mądry naród. (…) Powiedzą, że Papusza dziuklory (suka). A może kiedyś w świecie zrozumieją, że ja nic złego nie zrobiłam, i nikomu nie zrobiłam krzywdy, i nie staram się o to”.

Po filmie wiele osób miało dodatkowe pytania dotyczące polskich Romów. Publiczność chciała wiedzieć, jaka będzie przyszłość tej grupy. Uczestnicy seansu specjalnego pytali także o edukację Cyganów, o tabory, o losy przysposobionego syna Papuszy – Tarzanka i o religijność Romów.

Wywiad z Joanną Kos-Krauze w „Wysokich Obcasach”.

Dla osób zainteresowanych dziejami Cyganów na Suwalszczyźnie polecamy artykuł Tadeusza Radziwonowicza Z taboru do miasta. O osiedlaniu i „produktywizacji” ludności cygańskiej na Suwalszczyźnie, opublikowany w Roczniku Augustowsko-Suwalskim w 2011 roku.

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w krajobrazie polskich miast pojawili się na kolejne dziesięciolecia Cyganie. Ich obecność była oczywiście zauważalna i wcześniej, ale nie stanowiła trwałego elementu w strukturze narodowościowej ludności miejskiej. W powszechnym odbiorze zresztą większe znaczenie miała i była bardziej dostrzegana nie liczebność Cyganów, ale ich odrębność kulturowa. Tendencję tę pogłębiła II wojna światowa, gdyż na ziemiach zajmowanych przez hitlerowskie Niemcy, Cyganie należeli do narodowości najbardziej prześladowanych i poddawanych eksterminacji. Niemiecki totalitaryzm nie pozwalał na to, by poza kontrolą władz i poza podporządkowanym im zorganizowanym i zdyscyplinowanym społeczeństwem pozostawały tysiące ludzi prowadzących swój tradycyjny, wędrowny tryb życia. Co więcej, Cyganów uznano za element pasożytniczy, szkodliwy, niebezpieczny i zakwalifikowano do fizycznego unicestwienia. Dlatego, według szacunków, z 50 tys. żyjących w naszym kraju w 1939 roku Cyganów II wojnę światową przeżyło zaledwie 14–15 tys. Po wojnie większość tych, którzy przetrwali, wróciła do swego, od wieków obowiązującego sposobu życia. Po kilku latach okazało się jednak, że w Polsce, w nowej rzeczywistości ustrojowej, koczownictwo, izolowanie się od społeczeństwa oraz unikanie reguł powszechnie w nim obowiązujących nie będzie tolerowane. Choć władze uznawały Cyganów za element kryminogenny, w grę, rzecz jasna, nie mogły wchodzić radykalne i represyjne rozwiązania stosowane w przeszłości. Podstawowym celem stało się ich osiedlenie, co z kolei miało zapoczątkować i umożliwić proces wszechstronnej asymilacji z otoczeniem, a w szczególności, jak to określano, „produktywizację”, czyli przygotowanie do pracy, zatrudnienie i w ten sposób uczynienie z nich ludzi przydatnych społeczeństwu i państwu. (fragment)

Fot. Niebywałe Suwałki

W organizację spotkania włączyły się portale: Niebywałe Suwałki i Suwalki24.pl oraz Kancelaria Podatkowa Tylenda.

2 KOMENTARZE

  1. […] Aktorka w czasie spotkania opowiadała o sekretach filmowej kuchni – pracy na planie, uciążliwościach wielogodzinnej charakteryzacji, swoich przygotowaniach do roli – trwającej 10 miesięcy nauce języka romskiego pod okiem Jacka Milewskiego. Konsultant ds. języka romskiego, bo w takiej roli występował wtedy Jacek Milewski, o swoich doświadczeniach opowiadał w listopadzie 2013 roku w Cinema Lumiere w Suwałkach, podczas spotkania w ramach pokazu specjalnego „Papuszy”, który prowadził dziennikarz Artur Cichmiński. […]

Dodaj komentarz