Ile znaczy Messi dla Barcelony ?

Leo Messi niemal od debiutu w pierwszej drużynie Barcelony, a stało się to już prawie 15 lat temu, jest czołową postacią tego jednego z najlepszych klubów na świecie. Początkowo chyba mało kto myślał, że ten niepozorny Argentyńczyk tak bardzo zawładnie nie tylko sercami kibiców Blaugrany na całym świecie, ale też tak odskoczy wszystkim zawodnikom i wzniesie się na niemal nieosiągalny poziom dla innych zawodników na planecie.

Oczywiście można prowadzić akademickie dyskusje o tym czy lepszy jest Messi, Ronaldo lub czy Neymar lub Mbappe dojdą do tego poziomu co Leo, ale spróbujmy zastanowić się nad czym innym. Czy jest życie w Barcelonie po Argentyńczyku? Wszak w czerwcu skończy on już 32 lata i wiele na to wskazuje, że pozostałe lata jego gry na zawodowym poziomie możemy policzyć na palcach jednej ręki.

Pytanie czy Barcelona jest w stanie utrzymać swoją pozycję w światowej piłce bez – jak to wielu mówi Boga piłki – pojawia się systematycznie od lat. Zadają je drwiąco kibice innych drużyn, którzy chcą tym dopiec socios Barcelony, ale także sami fani katalońskiego klubu, którzy obawiają się o przyszłość ich ukochanej drużyny.

Leo Messi jest piłkarzem kompletnym w ofensywnie. W Barcelonie pełnił wiele ról. Od początkowej roli prawego napastnika, po środkowego, czy też cofniętego atakującego. Przypisywanie jednak jednej pozycji Messiemu jest zgubne. „Wolny elektron” to chyba to co najlepiej opisuje zawodnika Barcelony. W barwach Dumy Katalonii strzelił już blisko 600 bramek w różnych rozgrywkach, dołożył ponad 200 asyst i pewnie drugie tyle kluczowych podań. Już tylko te liczby świadczą, że jest to zawodnik, którego nie da się wprost zastąpić. Na drugiego takiego lub przynajmniej podobnego liczbowo zawodnika Barcelona, ale i cały piłkarski świat będzie musiał długo czekać. A przecież nie tylko o „cyferki” chodzi w przypadku Messiego.

Był świat bez Messiego

Dlatego pierwsza cisnąca się na usta odpowiedź brzmi: nie, FC Barcelona bez Messiego nie będzie już postrachem wszystkich na świecie i…za taką odpowiedź wyrzucił bym studenta z egzaminu z dwóją. To jest zbyt proste, zbyt banalne, żeby mogło być prawdziwe.

Wróćmy do początków Messiego w Barcelonie. Szansę debiutu dostał od Franka Rijkaarda. Holender, którego okres odpowiadania za drużynę przywrócił Barcelonę na najwyższe pozycje w światowej piłce, początkowo bardzo oszczędnie wprowadzał filigranowego Argentyńczyka do zespołu. Zdarzały się już wtedy głosy oburzonych kibiców, że mając takie złoto w drużynie musi korzystać z niego częściej.

Rijkaard chyba jednak wiedział co robi. W jego ekipie niepodzielny prym wiedli Samuel Etoo, Deco i Ronaldinho. To ten ostatni wziął pod skrzydła młokosa, który na szczęście chłonął od niego tylko najlepsze sportowe umiejętności, a zabawowy tryb życia pozostawił starszemu koledze. W tamtej drużynie coraz więcej do powiedzenia miał Iniesta, a Xavi był już pewnym punktem. Pierwszy – po 14 latach – triumf w Lidze Mistrzów Barcelona zdobyła co prawda z Messim na pokładzie, ale jego wpływ na grę drużyny był jeszcze niezbyt duży. Nie tylko z powodu kontuzji, która dotknęła go w końcówce sezonu, a przez co nie zagrał w finale z Arsenalem nawet minuty. Leo był w tym czasie zawodnikiem często rezerwowym lub grał w podstawowej jedenastce gdy ważniejsi wtedy koledzy potrzebowali odpoczynku. Nie można się temu dziwić, bo przecież nie ukończył wtedy jeszcze nawet 19 lat. Jednak to pokazuje, że trenerzy Barcelony byli w stanie zbudować taką drużynę, która nawet bez piłkarza tego pokroju co Messi, jest w stanie zdobywać najwyższe laury.

Trzy lata później pozycja Messiego nie tylko w Barcelonie, ale i w światowej piłce była już topowa. Z klubem zdobył drugą Ligę Mistrzów, a do tego dołożył pierwszy triumf w plebiscycie Złotej Piłki France Football. Leo pod okiem Pepa Guardioli stał się tym piłkarzem, którego znam do tej i znowu wracamy do punktu wyjścia – pozornie niezastąpionego dla Blaugrany.

Messi ma DNA Barcy, a nie Barca DNA Leo.

W tym miejscu czas na kolejne „ale”. W tym sezonie 2018/19 Barcelona musiała mierzyć się w kilku spotkaniach bez Argentyńczyka. I nie były to mecze z drużynami z dołu tabeli. Na początku rozgrywek Barcelona była nieco chimeryczna. Dobre spotkania przeplatała takimi w których głupio traciła punkty i choć pozostałe drużyny, które miały bić się o mistrzostwo czyli Real i Atletico wypadały na tle Barcelony gorzej, to kibice nie byli zadowoleni z postawy swoich ulubieńców. Dlatego nie ma się co dziwić, że padł na nich blady strach, gdy okazało się, że Messi nie zagra z Realem Madryt, a w Lidze Mistrzów nie wystąpi w potyczkach z Interem i Tottenhamem.

Sytuację próbował uspokoić Ernesto Valverde. Szkoleniowiec Barcelony przekonywał wtedy: – To oczywiste, że bez Leo Messiego jesteśmy słabsi. Leo jest najlepszym piłkarzem na świecie. Każdy zespół bez niego byłby słabszy. Jednak Leo nie definiuje naszej gry. To piłkarz, który doskonale czuje się w systemie Barcelony i głupotą byłoby gdybyśmy nie wykorzystywali tego. Jednak mamy alternatywę – mówił, a jego słowa przemieniły się w ciało. Duma Katalonii wygrała wszystkie te ważne mecze powiększając przewagę w lidze i uzyskując awans do kolejnej fazy Ligi Mistrzów.
Skąd ta pewność Valverde przed spotkaniami? Ten doświadczony trener wiedział jedno. Barcelona swój styl budowała przez dziesiątki lat. Już od momentu, gdy jej piłkarzem, a później trenerem został Johann Cruyff klub kształtował swoją filozofię, którą zmieniał przez lata ledwie w szczegółach.

Dlatego, gdy jako nastolatek Messi trafił do „La Masii” to kolejni trenerzy kształtowali grę Leo na barcelońską modłę. Szlifowali ten diamencik, ale zawsze dłutami z katalońskim znakiem jakości. Messi w tej filozofii czuje się doskonale, bo właśnie ona wyciska z niego to co najlepsze. Messi natomiast poprzez swój geniusz po prostu dodaje błysku, nietuzinkowości, a niezaprzeczalnie wielkie umiejętności tylko i aż powodują, że w trudnych chwilach daje ogromną przewagę Barcelonie.

Kim w trakcie wspomnianych trzech spotkań Valverde zastąpił Messiego? Zaskoczył niemal wszystkich, bo był to Rafinha, a nie Dembele czy któryś z innych nowych nabytków katalońskiego klubu. Rafinha – tyleż utalentowany, co rzadko kiedy pokazujący w Barcelonie pełnię swoich umiejętności. Z wielu powodów. Kontuzje, wielka konkurencja, a przez to mniej szans na grę niż w innych klubach. To jednak on zna na wylot mechanizmy gry Barcelony dlatego przez te kilka spotkań nie było widać luki na boisku. Wspaniali zawodnicy jak Coutinho, Suarez, Rakitić czy Alba musieli też zapomnieć na kilka meczów o tym, żeby „tylko” odciążać Messiego, a samemu zasiąść za kierownicą.

Sprawdź kodybukmacherskie.pl – ranking legalnych bukmacherów online

Należy pamiętać, że dozwolona jest gra tylko u legalnych firm bukmacherskich w Polsce. Gra u nielegalnych jest zabroniona przez prawo. Każda forma hazardu wiąże się z ryzykiem utraty środków finansowych czy problemem uzależnień.

Barcelona przez lata nie zmieniała w drastyczny sposób swojej gry. Mądrość jej trenerów (lub czasami jej brak) polegał na dostosowaniu (lub nie) do niej największych gwiazd. Tylko od pracy trenerów drużyn młodzieżowych i trafionych transferów zależeć będzie to czy Barcelona nadal będzie zdobywać trofea i nadal będzie posiadała niemal monopol na tytuły mistrzowskie w Hiszpanii. Bez Messiego będzie to trudniejsze. Bez dwóch zdań. Tacy jak on nie rodzą się na kamieniu. Warto jednak pamiętać, że wraz z odejściem Leo odejdą też inni zawodnicy, którzy są w zbliżonym wieku do Argentyńczyka. Suarez, Rakitić, Pique, a może przede wszystkim Busquets. I to będzie prawdziwe wyzwanie przed włodarzami i szkoleniowcami Barcelony…

Artykuł zewnętrzny.

Dodaj komentarz