„Fuga” dotykająca problemu „fugi dysocjacyjnej” – zaburzenia wywoływanego długotrwałym stresem i uczuciem braku szczęścia  cyklu „Kino konesera” w Cinema Lumiere w Suwałkach już we wtorek, 5 lutego o godz. 18.15.

Człowiek poddany tym emocjom może stracić pamięć, a jego mózg może stworzyć nową osobowość biegunowo odmienną od dotychczasowej. W rolach głównych wystąpili nagrodzeni na Festiwalu Filmowym w Gdyni: Gabriela Muskała („Moje córki krowy”), Łukasz Simlat („Konwój”) i Zbigniew Waleryś („Papusza”). „Fuga” to drugi film fabularny Agnieszki Smoczyńskiej, reżyserki wielokrotnie nagradzanych „Córek Dancingu” – (m.in.: Nagrodą Specjalną Jury za „unikalną wizję i design” na prestiżowym amerykańskim festiwalu filmowym Sundance, wyróżnieniem dla Najlepszego Debiutu Reżyserskiego na Festiwalu Filmowym w Gdyni oraz Polską Nagrodą Filmową Orła 2016 w kategorii „Odkrycie roku”).

Alicja nie pamięta przeszłości, nie wie kim jest. Kiedy po dwóch latach od zniknięcia zostaje odnaleziona przez rodzinę, nie chce wracać do dawnego, zapomnianego życia. Nie pamięta miłości do męża i synka. Z czasem do Alicji wracają urywki wspomnień, tworząc niewyraźny i niepokojący obraz tajemnicy – tego co zdarzyło się w przeszłości. Co jest tą tajemnicą? Czy rodzące się uczucia do przed chwilą poznanych męża i syna pozwolą kobiecie zrozumieć przeszłość i zbudować szczęście swoje i rodziny? W Polsce co roku epizod fugi dysocjacyjnej dotyka kilkadziesiąt tysięcy osób. Film „Fuga” stawia pytania o tożsamość, o to, co o niej decyduje: my sami czy nasze otoczenie? Co byśmy zrobili gdybyśmy się obudzili pewnego dnia jako tabula rasa?

Patronem medialnym cyklu KINO KONESERA w CINEMA LUMIERE jest portal NIEBYWAŁE SUWAŁKI.

WYWIAD Z AGNIESZKĄ SMOCZYŃSKĄ

Jaka jest geneza „Fugi”?

Na premierze mojego filmu „Aria Diva” Gabriela Muskała opowiedziała mi historię kobiety, którą zobaczyła w telewizji. Była to czterdziestoletnia kobieta, która nie miała pojęcia, kim jest, jak się nazywa, gdzie mieszka ani skąd pochodzi. Wiedziała jedynie, że przebywała w szpitalu psychiatrycznym. Zwracano się do niej imieniem Maria, bo tak nazwała ją jedna z pacjentek. Kobieta była bohaterką programu telewizyjnego „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Jeden z widzów rozpoznał ją. Zadzwonił do studia i powiedział, że jest jej sąsiadem, a ona ma męża i dzieci. Ona tego w ogóle nie pamiętała, nie była w stanie powiedzieć, czy on mówi prawdę. Była kompletnie zaskoczona, przeżyła szok. Gabrysia była tym bardzo poruszona. Nie mogła zapomnieć twarzy Marii. Chciała zrobić o niej film. Mnie ta opowieść od razu mocno dotknęła, bo byłam wtedy krótko po porodzie, karmiłam piersią swoją córkę. Była między nami najsilniejsza więź, jaka może być między matką a dzieckiem. Od razu zaczęłam pytać sama siebie czy to możliwe, żeby zapomnieć własne dziecko. Chciałam o tym opowiedzieć.

Rozmawiałaś z osobami, które doświadczyły fugi?

Najpierw sięgnęłam po literaturę i podręczniki z zakresu psychologii. Potem zjeździłyśmy z Gabrysią całą Polskę. Rozmawiałyśmy z psychologami i policjantami, którzy zajmowali się ludźmi z utratą pamięci. Dotarłyśmy do Marii i jej rodziny, wszyscy zgodzili się na rozmowę. Poszłyśmy też do programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, w którym pokazali nam nagrania z podobnych przypadków.

Kto pada ofiarą fugi?

Zdarzają się ludzie młodsi i starsi, często są po wypadkach, ale czasami są to też osoby, które nie są w stanie poradzić sobie z własnymi problemami. Nasz organizm jest tak skonstruowany, że robi, co może, żeby zapobiec samobójstwu. Zdarza się, że gdy je rozważamy i jesteśmy bardzo blisko popełnienia go, mózg kasuje nam pamięć, żeby odciąć nas od tego, co nas w jego stronę popycha. Ludzie, którzy znikają w wyniku fugi zazwyczaj wychodzą z domu po to, żeby ze sobą skończyć – zostawiają na stole klucze, kluczyki od samochodu, dokumenty i już nie wracają. To ważne, bo gdy dotyka ich fuga, nie mają ze sobą nic, co pomogłoby ustalić ich tożsamość. Nam zależało najbardziej właśnie na takich kobietach, które życie przerosło i znalazły się w momencie przesilenia.

Jak wygląda spotkanie takich ludzi z rodziną po miesiącach, a czasem nawet latach nieobecności?

Powrót do domu i skonfrontowanie się z najbliższymi było dla mnie najciekawsze, bo ludzie po fudze mają już zupełnie inną energię i jakby inną duszę. Pamięć jest jednym z czynników, które kształtują naszą tożsamość. Kiedy odzyskuje się pamięć, zmienia się osobowość – na przykład zyskuje się talenty i z daltonisty staje się malarzem, ekstrawertyk może stać się introwertykiem. Ma się nową osobowość, więc ludzie, którzy dotąd taką osobę otaczali, są dla niej kompletnie obcy, bo z pamięcią traci się także swoje uczucia i wszystko to, co buduje więzi. Głowa je odcina – nie pamięta się swojego chłopaka, rodziców, dziecka, nikogo. To stawia pytanie, czy miłość macierzyńska jest bezwarunkowa, skoro swoje dziecko można zapomnieć.

Sytuacja jak z horroru, w którym członek rodziny powraca zza grobu.

Tak. To powrót Dybuka. Bardzo podobała mi się interpretacja jednego z widzów, który powiedział, że bohaterka „Fugi” jest jak dybuk powracający do świata żywych, żeby pozamykać pewne sprawy. Alicja dla swoich bliskich umarła, ale nie mogli jej pochować. Żyją w nieprzepracowanej żałobie. Gdy już mentalnie pochówek się dokonał, ona nagle wraca. Dla rodziców jest umarłą córką, która nagle zmartwychwstała, dziecko zachowuje się, jakby zobaczyło ducha – matka dla niego wróciła z nieba. Jest taka scena, w której on jej przykłada lusterko do ust, żeby sprawdzić, czy oddycha. Boi się jej, powoli się z jej obecnością i fizycznością oswaja. Kiedy Alicja pyta męża: „Dlaczego mnie nie szukałeś?”, on po jakimś czasie odpowiada: „Umarłych się nie szuka”.

Natrafiłaś na takie przypadki w rzeczywistości?

Widziałam ludzi, którzy zniknęli na cztery, pięć lat, ale też takich, którzy odnaleźli się jeszcze później. Urzędowo można pochować kogoś dopiero po dziesięciu latach. Do tego czasu to jest dla rodzin niezamknięty epizod, balansuje się między dwoma światami – niezamkniętej przeszłości i teraźniejszości. Osoby po fudze też są rozdarte między dwiema rzeczywistościami, nie czują się przynależne do miejsc ani ludzi, które mają być ich domem i rodziną. W twarzy Marii zobaczyłam, że żyła w takim właśnie zawieszeniu. Była w opozycji do tego, do czego chcą ją wtłoczyć jej bliscy, których nie poznawała. Jedna z kobiet, z którymi rozmawiałam, powiedziała mi, że jej mąż po powrocie do domu wcale nie chciał sobie przypominać przeszłości. Zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdyby osoba powracająca do swojej rodziny wcale nie chciała pamiętać swoich bliskich ani poprzedniego życia. Chciałam pokazać bohaterkę, która wraca po swoje. Taka właśnie jest Alicja.

Dlatego wykorzystałaś konwencję baśni?

W baśni bohater może zmartwychwstać i przekraczać inne granice, których nie da się pokonać w rzeczywistości. W „Córkach Dancingu” syreny zmartwychwstały i wróciły jako zombie po swoje. Tak samo w sensie symbolicznym zmartwychwstała Alicja. „Fuga” to film o bardzo silnej kobiecie, która wraca, żeby domknąć swoje sprawy, upomnieć się o swoje. W baśniach bohaterowie naradzają się na nowo, żeby pójść o poziom wyżej w swoim rozwoju, dlatego zależało mi, żeby ten film nie był realistyczny, tylko żeby dotknął archetypów. Bardzo ważna była strona wizualna, która wygląda tak, jak sobie zamierzyłam.

Czym się inspirowałaś, tworząc ją?

Pracowałam z operatorem Jakubem Kijowskim, z którym spotkałam się przy „Córkach Dancingu”, ale już kompozytor  ze względu na wymogi koprodukcyjne był inny – Filip Micek oddał muzyką samotność bohaterki. Inspiracje czerpałam z malarstwa i fotografii tych artystów, którzy nie stosują zbliżeń na twarz, tylko pokazują modela z odległości, co podkreśla jego osamotnienie. Bardzo bliskie były mi obrazy Aleksandry Waliszewskiej i Alex Urban. Wykorzystaliśmy je w czołówce, w której z ust bohaterki wychodzi robak, a ona nim spluwa. W „Córkach Dancingu” żywiołem była woda, a tutaj jest nim ziemia. Chciałam wejść w tę ziemię głębiej, dlatego dodałam scenę, kiedy Alicja wraca do grobowca. Jest też wyjście z tej ziemi, jakby ponowne narodziny, czemu towarzyszą dźwięki wody, mające związek z narodzinami, kiedy bulgocą wody płodowe. Ziemia jest tutaj osobnym bohaterem.

Jakie emocje chciałaś w ten sposób podkreślić?

Główna emocja wiąże się z motywem nieprzepracowanej żałoby, która towarzyszy rodzinie bohaterki. Zastanawiałam się, jak opowiedzieć o tym, że ktoś, kogo pochowało się w głowie, wraca. Chciałam też zadać pytanie, czy jest możliwe ponowne połączenie się takiego człowieka z kiedyś mu bliskimi osobami. W tym sensie „Fuga” to też film o wolności i wyzwoleniu, o których chciałam opowiedzieć z użyciem minimalnej ilości środków, dlatego na poziomie historii jest prosta, ale obudowaliśmy ją tak, żeby podkreślić główną emocję, żeby to ona nas prowadziła przez świat Alicji. Wykorzystaliśmy w tym celu WuWa, styl architektoniczny lat 20. i 30., który był bardzo specyficzny dla Wrocławia. On wzmaga samotność bohaterki. Wpływa też na to, że widz nie wie, w jakim czasie się dzieje akcja, bo Alicja wróciła z przeszłości, a jest już w zupełnie innym czasie.

W naszym konkursie można wygrać 2 pojedyncze bilety do Cinema Lumiere na Fugę. Wystarczy do 3 lutego do godz. 20.00 wysłać do nas mailem: redakcja@niebywalesuwalki.pl odpowiedź na pytanie: Ile nagród – i jakich – „Fuga” zdobyła w Gdyni? Zwycięzców wylosujemy. Bilety wygrały: Katarzyna Michaluk i Agata Truchel.

Odp. „Fuga” zdobyła w Gdyni następujące nagrody: za najlepszy debiut reżyserski lub drugi film (Agnieszka Smoczyńska), za najlepsze zdjęcia –  Jakub Kijowski oraz – jako nagrody pozakonkursowe – Kryształową Gwiazdę Elle (Agnieszka Smoczyńska) oraz Nagrodę Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych.

Pokaz filmu „Fuga” w cyklu Kino konesera w Cinema Lumiere w Suwałkach

Dodaj komentarz