Do Czarnej Hańczy mogło wpłynąć nawet 180 m sześc. nieoczyszczonych ścieków. Tym razem zawinił wykonawca remontu suwalskiej sieci sanitarnej, który bez wiedzy i zgody suwalskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji podjął decyzję o zmianie sposobu prowadzenia prac. To on poniesie konsekwencje wycieku.
Wyciek ścieków do Czarnej Hańczy nastąpił w środę, 4 września w godzinach popołudniowych. O godz. 18.48 zawiadomienie otrzymała Straż Pożarna. Dwie minuty później – Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Suwałkach, o 19.10 Miejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego, o 19.15 Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. O 19.20 na miejscu incydentu był już prezydent Suwałk, Czesław Renkiewicz.
Około godz. 18.00 wyciek zauważyli pracownicy firmy – winowajcy zdarzenia. Postanowiliśmy zapytać, co robili do czasu przyjazdu strażaków.
Mówią Krzysztof Szostak z firmy Instbud i Leszek Andrulewicz, prezes PWiK-u:
Krzysztof Szostak, wykonawca, o wycieku ścieków do Czarnej Hańczy:
Po prawie trzech godzinach od zauważenia wycieku został zamknięty wlot kanału burzowego do rzeki. Pozostałe ścieki, które się w nim nagromadziły około 170 m sześc.), zostały wywiezione beczkowozami na teren oczyszczalni ścieków – działania trwały do godziny 3.40 rano.
Zawinił wykonawca prac remontowych, który – jak określił prezes PWiK w Suwałkach – „poszedł na skróty”. – Była to samowola, działał bez naszej wiedzy i zgody. Po ubiegłorocznej awarii nie zgodzilibyśmy się na takie rozwiązanie – dodał.
Leszek Andrulewicz, prezes PWiK w Suwałkach o zdarzeniu i jego konsekwencjach:
Łukasz Kurzyna, zastępca prezydenta Suwałk o wycieku:
W tej chwili trwają badania próbek wody, trwa też dochodzenie policji i postępowanie służb ochrony środowiska. Do tematu wrócimy.
Nadzwyczajna Sesja Rady Miejskiej w sprawie awarii w oczyszczalni ścieków




