Choroby i śmierć towarzyszą życiu ludzkiemu od zarania. Etiologia chorób, intensywność objawów, wreszcie śmiertelność, albo może raczej przeżywalność motywowała postępowanie ludzkie, a w rezultacie pozwalała wypracować konkretne narzędzia medyczne do walki i psychospołeczne do racjonalizowania choroby, a z czasem przyzwyczajenia się do obecności chorób w środowisku ludzkim.

Autor: dr Krzysztof Snarski, Muzeum Okręgowe w Suwałkach

Jedną z cech wyróżniających konkretną przestrzeń geograficzną, zamieszkałą przez ludzi o podobnym światopoglądzie i nasyconą podobnymi wartościami, określaną mianem Terra Christiana jest mała architektura sakralna. Liczne terenowe egzemplifikacje w formie krzyży, kaplic bądź rzeźb figuralnych, przedstawiają bogactwo pomysłów, wyobrażeń, kunsztu wykonawczego, ale przede wszystkim intencji, przyświecających fundatorom. Wśród tych ostatnich na pierwszy plan wysuwa się potrzeba wyznaczenia konkretnej, ustanowionej w terenie – granicy, rozdzielającej przestrzeń poznaną, bezpieczną, bardzo często domową, chronioną bożym duchem, od całego pozostałego świata. Następnie znajdujemy całą reprezentację osobistych intencji dziękczynnych, intencje błagalne, upamiętnienia grupowe dotyczące powstania wsi, zamieszkania wsi przez konkretne grupy wiekowe bądź rzemieślnicze, wreszcie upamiętnienie ważnych wydarzeń, takich jak zakończenie I lub II wojny światowej, czy upamiętnienie wydarzeń tragicznych, dotykających społeczność wiejską.

Morowe powietrze (takim mianem określano choroby epidemiczne) było jednym z największych niebezpieczeństw zagrażających ludzkiej egzystencji. Było ono nie do przewidzenia w skali zjawiska, jego bezwzględności, czasu trwania. Nie można było przedsięwziąć żadnych kroków wyprzedzających. Na nic zdawały się działania ochronne o podłożu fizycznym, czy też magicznym. Epidemie dżumy, ospy, cholery, tyfusu, szkarlatyny pojawiały się znienacka i dziesiątkowały populację ludzką, nie zważając na wiek, płeć, pozycję społeczną, czy poziom zamożności. Powszechnie wierzono, że morowe powietrze jest dopustem Bożym, karą za popełnione grzechy. W konsekwencji takiego podejścia uważano, że pokuta, modlitwa i wzrost pobożności są jedynymi środkami, które powinny przynieść oczekiwany rezultat.

Na Suwalszczyźnie morowe powietrze pojawiało się kilkukrotnie, czyniąc ogromne spustoszenie wśród lokalnej ludności. Na początku XVIII wieku epidemia dżumy dotknęła obszar całej Rzeczpospolitej, a jej śmiertelność sięgała miejscami nawet osiemdziesięciu procent. W wieku XIX na Królestwo Polskie trzykrotnie spada mór choleryczny i ospa. Natomiast w pierwszych dwóch dziesięcioleciach XX wieku śmiertelne żniwo zbiera grypa, nazywana przez mieszkańców hiszpanką.

Osiemnastowieczni lekarze powietrze morowe postrzegali jako jadowite opary, które wraz z oddechem wnikały do wnętrza człowieka, a następnie poprzez pory dostawały się do krwi. Zatruta krew docierając do serca powodowała zgon. Na chorobotwórcze działanie tak zwanego „jadu” zwrócił uwagę krakowski badacz, doktor nauk medycznych, pomysłodawca oraz inicjator projektu zaopatrzenia w wodę bieżącą miasta Krakowa ze źródeł regulickich – Bolesław Lutostański. W swoich pracach pt.: Jad cholery i odtruwanie tego jadu (1867), a także Higiena zastosowana do potrzeb życia osobniczego i społecznego oraz do rzeczy krajowych (1873) autor wskazuje na wyziewy bagien indyjskich oraz gnicie materii organicznej, skutkującej zainfekowaniem wody, jako źródła jadu cholerycznego. Pośród zaleceń higienicznych kierowanych do osób narażonych na działanie jadu B. Lutostański rekomendował oczyszczenie zabudowań ze wszystkich gnijących substancji zwierzęcych.

Tadeusz Dzierżykray-Rogalski – antropolog, uczestnik Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej, opisując epidemię cholery wśród staroobrzędowców na Suwalszczyźnie (1968), cytuje B. Lutostańskiego opatrując wzmiankowany fragment krytycznym komentarzem.

Niemniej autor zwraca uwagę na bardzo ważny z perspektywy badań laboratoryjnych aspekt epidemiczny, zaobserwowany podczas analizy aktów zgonu ze wsi staroobrzędowej Nowosady. Jest rzeczą charakterystyczną, że na cholerę umierają tu dorośli mężczyźni i małe dzieci. Śmierci opierają się matki tych dzieci, które według wszelkiego prawdopodobieństwa musiały mieć z nimi bliższy kontakt niż ojcowie. [Tadeusz Dzierżykray-Rogalski, Epidemia cholery na Suwalszczyźnie wśród filiponów (starowierców) w 1853 roku, „Rocznik Białostocki” t. VIII, 1968, s. 471.]

Towarzyszący epidemiom rozrost pobożności z czasem przybierał konkretny wymiar – krzyża morowego. Pośród licznych przedstawień małej architektury sakralnej na Suwalszczyźnie niejednokrotnie znajdujemy krzyże epidemiczne, nazywane także krzyżami morowymi, cholerycznymi lub karawakami. Każde z wymienionych powyżej określeń odnosi się do konkretnego typu krzyża, w którego kształt wpisana była intencja błagalna dotycząca oddalenia epidemii.

Zygmunt Gloger – wybitny historyk, etnograf, folklorysta, w drugim tomie Encyklopedii Staropolskiej (Warszawa 1958), zawarł następującą definicję terminu Karawaka: Karawaka, Karawika. Gdy w miasteczku hiszpańskim Caravaca zasłynął krzyż o dwóch poprzecznicach jako cudowny przeciwko morowemu powietrzu i stał się głośnym zwłaszcza w roku 1545 we Włoszech podczas zarazy morowej w mieście ówczesnego soboru Trydencie, wówczas pielgrzymi zaczęli przynosić do Polski relikwiarzyki w tym kształcie. […] Pobożni w czasie morowego powietrza stawiali karawaki przy wsiach i miasteczkach aby zaraza je mijała […].

Karawaki które w dalszym ciągu można znaleźć terenie Suwalszczyzny to najczęściej wysokie drewniane krzyże, posiadające dwie belki poziome. Nie jest to jednak regułą, ponieważ zgodnie z kanonami wiary, każdy krzyż jest znakiem zwycięstwa życia nad śmiercią. Stąd wśród pełnoplastycznych realizacji krzyży morowych odnajdujemy w terenie także krzyże rzymskie. Także wykorzystany do budowy materiał wcale nie musiał być drewniany. Mogły t także być odlewy metalowe. Najczęściej karawaki datowane są na początek XX wieku, o czym świadczy umieszczona data. W przypadku obiektów drewnianych pamiętać trzeba o trwałości materiału, w związku z czym współcześnie bardzo często mamy do czynienia z krzyżem przynajmniej raz odbudowywanym.

Krzyże morowe ustawiane były na końcu wsi, pod lasem. Jeżeli fundusz wiejski pozwalał, stawiano dwa krzyże. Intencja w jakiej je wznoszono zawsze była taka sama. Poprzez znak krzyża chciano zatrzymać morowe powietrze, napierające z konkretnego kierunku. Wykonanie karawaki, która według założeń miała spełniać funkcję ochronną dla wsi, obwarowane było wieloma koniecznymi do spełnienia warunkami. Najważniejszymi były ustalenie miejsca ustawienia krzyża, czasu w jakim powinno się wszystkie czynności wykonać, a także uczestników wydarzenia i wykonawców. Z dostępnej literatury, a także przekazów ustnych, dla terenów Polski można ustalić cykl konkretnych czynności, które miały być spełnione przy wznoszeniu krzyża morowego. Obserwowana miejscami wariantywność nie wpływała na prawidłową realizację obrzędu budowy krzyża. Zasadniczo proces wznoszenia krzyża morowego na Suwalszczyźnie powinien był trwać od zmierzchu do świtu. W tym czasie wszyscy mężczyźni ze wsi powinni razem udać się do lasu, odnaleźć najlepsze na ten cel drzewo (najczęściej była to sosna, czasem modrzew), ściąć je, siekierami, starannie nadać mu potrzebny kształt. Ponadto należało umieścić odpowiednie oznaczenia – krzyżyki równoramienne oraz litery, będące wprowadzeniem do kolejnych modlitw przebłagalnych. W tym punkcie należy zaznaczyć, że nie było jednolitego wzoru znaków do przeniesienia na krzyż. Mimo wydanej w drugiej połowie XIX wieku instrukcji Krzyż święty przeciw morowemu powietrzu, na karawakach odnaleźć można wiele wariantów. Od sprawności ciesielskiej zależała dokładność wykonania i czytelność liter. Czynności te musiały być robione w ciszy. W tym samym czasie kobiety miały przygotować nici i utkać płótno lniane o długości czterdziestu metrów. Jeszcze przed świtem obie grupy spotykały się w wyznaczonym miejscu kopano głęboki dół, odpowiedni do ustawienia krzyża. Na jego dno wkładano złożone płótno i ustawiano krzyż. Następnie wraz ze świtaniem rozpoczynano wspólną modlitwę od gromkiego wyśpiewania suplikacji:

Święty Boże,
święty, mocny,
święty a nieśmiertelny,
zmiłuj się nad nami!
Od powietrza, głodu, ognia i wojny
Wybaw nas Panie!
Od nagłej i niespodziewanej śmierci
Zachowaj nas Panie!
My grzeszni Ciebie Boga prosimy
Wysłuchaj nas Panie!

Wśród różnic regionalnych w realizacji obrzędu znajdujemy te dotyczące materiału – najczęściej wykorzystywano budulec drewniany, jednakże w okolicach Augustowa we wsi Polkowo znajdziemy karawakę odlaną z metalu; ilości krzyży – na Białostocczyźnie wznoszono trzy; czasu budowy – w niektórych podlaskich parafiach rozszerzano czas do całej doby; ilości i jakości płótna lnianego – we wsiach nadbiebrzańskich tkano trzy ręczniki lniane, którymi obwiązywano krzyż. Dodatkowo w literaturze znajdujemy wymóg otoczenia całej wsi lnianą nicią, w taki sposób by zawrzeć całą wieś między ramionami karawaki.

Wraz z upływem czasu krzyże epidemiczne degradowały się. Nadwątlone czasem drewno pękało i krzyż upadał. W Dębowie (gm. Szypliszki) taka sytuacja miała miejsce w roku 1939. Wówczas to zdecydowano by w miejscu krzyża drewnianego ustawić postument kamienny z metalową kowalską nadstawą, w typie krzyża rzymskiego. Odbudowa krzyża epidemicznego miała także miejsce w Remieńkiniu (gm. Krasnopol) w roku 1951. Tu ustawiono ponownie wysoki drewniany krzyż w typie karawaki. Bardzo ciekawym zjawiskiem związanym z ustalaniem miejsca oraz intencji dla odnajdywanych w terenie obiektów małej architektury sakralnej, jest prezentowana przez nie forma oraz treść ewentualnych napisów. Pośród wielu typów inskrypcji odczytywanych w obrębie krzyża zdarzają się cytacje tekstu suplikacji. Jeszcze do lat osiemdziesiątych XX wieku pojawiał się ten cytat na krzyżach między innymi w Podwojponiach (gm. Szypliszki), Koniecbór (gm. Raczki), Dziadówek (gm. Wiżajny). Jak się wydaje jest to miejscowe rozszerzenie kontekstu kulturowego, poprzez przeniesienie treści błagalnej pierwotnie łączonej z niewymierzalną stratą w wyniku epidemii, do sytuacji trudnej życiowo, w celu uzyskania konkretnej bożej pomocy.

Wznoszenie obiektów małej architektury sakralnej jest niewątpliwie manifestacją swojej tożsamości społeczno-kulturowej. Jest to forma bezpośredniego komunikatu, w treści którego zawarte są błagania, dziękczynienie, ale też nadzieja i ufność, że Ten, do którego są zanoszone wszystkie modlitwy nachyli swe ucho i głos usłyszy.

Wznoszenie obiektów małej architektury sakralnej jest niewątpliwie manifestacją swojej tożsamości społeczno-kulturowej. Jest to forma bezpośredniego komunikatu, w treści którego zawarte są błagania, dziękczynienie, ale też nadzieja i ufność, że Ten, do którego są zanoszone wszystkie modlitwy nachyli swe ucho i głos usłyszy.

Dodaj komentarz