Historia Molesty to historia polskiej transformacji (wywiad z reżyserem filmu „Skandal. Ewenement Molesty”). Wygraj bilety

0
71

Ursynów. Kilku dzieciaków. Na ławkach. W kapturach. Tak to się, proszę państwa, wszystko zaczęło – mówi Vienio w zwiastunie filmu „Skandal. Ewenement Molesty”. Przenieśmy się do tamtych czasów wraz z nim. Połowa lat dziewięćdziesiątych. Bazary pod Pałacem Kultury. Przegrywane z kompaktów kasety. Blokowiska. Kartka papieru. Poezja. Marzenia… Film w Cinema Lumiere w Suwałkach będzie można obejrzeć od 2 października.

Wtedy właśnie młodzi ludzie zafascynowani programem „Yo! MTV Raps” zakładają grupę Mistic Molesta, jako wyraz buntu przeciwko szarej rzeczywistości. Takich historii było pewnie więcej, ale niewielu zespołom udało się pozostać „w grze” przez 20 lat, będąc świadkami postępujących zmian nie tylko dookoła, ale również wewnątrz siebie. Wtedy, na początku swojej drogi, nie wiedzą jeszcze, że ich muzyka odmieni polską scenę hiphopową, a oni sami staną się nowym głosem pokolenia. A na pewno nie podejrzewają, że dotrą do momentu, w którym trzeba będzie tę całą wyboistą podróż podsumować. Póki co plan był prosty: składać rymy, kleić bity i dobrze się bawić. Nagrywają więc swoją pierwszą płytę i powoli, no cóż… dorastają.

Rok 1995 był bardzo ważny dla kultury hiphopowej w Polsce. Ukazały się debiutanckie płyty Liroya i Wzgórza Ya-Pa-3, a wytwórnia SP Records wydała wtedy składankę hiphopową, na której znalazł się utwór między innymi słynnego Kalibra 44 . Gdzieś w tym samym czasie dwóch młodych ludzi szukało pomysłu na siebie, a raczej – szukało go w muzyce, bo Włodi i Vienio nie brali pod uwagę innej drogi. Na początku był wspomniany duet, Piotr „Vienio” Więcławski oraz Paweł „Włodi” Włodkowski – chłopaki z Warszawy, którzy postanowili przełożyć swoje ławkowe i osiedlowe doświadczenia na uliczną poezję. Zawsze był z nimi Marek „Kaczy” Andrasik. Pierwsze kroki Molesty (wtedy zwanej Mistic Molestą) mają więc charakter wybitnie uliczny – tematyka pisanych tekstów oscylowała wokół konfliktów z prawem, palenia marihuany i oczywiście Warszawy i jej dzielnic. Dla wielu osób było to coś zupełnie nowego, dla innych – zbyt radykalnego. O ile już wcześniej w publicznym dyskursie zwrócono w Polsce drobną uwagę na obecność hip-hopu, to dopiero składnik zwany „Molestą” sprawił, że pojawiła się nowa, trudna do zignorowania siła. Formacja coraz pewniej stąpała po polskiej scenie hip-hopowej.

Cios w twarz rynku muzycznego przyszedł wraz z wydaniem pierwszej studyjnej płyty „Skandal” w 1998 roku. Gościnnie swoje zwrotki dograli do niej Tomasz Chada, grupa Warszafski Deszcz, a także Robert „Wilku” Darkowski oraz Tomasz „Pelson” Szczepanek. Płytę wyprodukował DJ 600V, czyli Sebastian Imbierowicz, znany w Warszawie producent i promotor kultury hip-hop. Krytycy nie wiedzieli, jak mają się wgryźć w tę formę ekspresji: szorstką niczym krawędź chodnika, napisaną pewną ręką osiedlowego bywalca osiedlowych ławeczek, ale również gniewną, skąpaną w czymś, co wyczuwalne było przez osoby, którym włos jeżył się na karku, kiedy słyszeli tego typu relację z pierwszej ręki. Szukałem polskich wykonawców, trafiłem na Molestę, która wybijała się na ich tle przede wszystkim autentycznością – mówił po latach Imbierowicz. – Słyszałem opinie o ich braku obycia, ale przecież każdy wie, że piękno w sztuce (w tym, oczywiście, w muzyce) nie bierze się z wykształcenia, ale z potrzeby serca.

I chociaż późniejsze płyty chłopaków, jak na przykład nagrany w 1999 roku „Ewenement”, to również udane, bardzo szczere zwierzenia z blokowego życia i dorastania, sama Molesta przechodziła metamorfozę. Z czasem przyszło poczucie nieuchronności zmian wewnątrz, ale i na zewnątrz zespołu. Potrzeba solowych projektów kiełkowała w każdym ze składów, a bardzo uważni fani – na podstawie solowych projektów i gościnnych występów – mogli domyślić się, że już w pierwszej dekadzie XXI wieku w Moleście pojawiały się pęknięcia. W 2015 roku zadebiutował nowy singiel „Teraz”, który miał zapowiadać następną płytę, ale w 2016 Vienio poinformował media, że Molesta się rozpadła.

Wywiad z reżyserem filmu, Bartkiem Paduchem:

Bartosz Paduch (ur. 24 stycznia 1979 r. w Gdańsku) – reżyser i scenarzysta. Zdobył doświadczenie między innymi jako drugi reżyser na planie filmu fabularnego „Czarny Czwartek – Janek Wiśniewski padł”. W 2014 roku nakręcił głośny film dokumentalny „Totart – czyli odzyskiwanie rozumu”. „Skandal. Ewenement Molesty” kontynuuje jego zainteresowanie relacją „muzyka – przemiany społeczne w Polsce”.

Minęło ponad dwadzieścia lat od premiery albumu „Skandal”. Jak myślisz, to odpowiedni dystans czasowy, aby w końcu zrobić film o kamieniu milowym w historii polskiego hip-hopu?

Tego typu produkcje powinny rzecz jasna powstawać wcześniej, bo nie opowiadają wyłącznie o kulturze hip-hop, ale o nas samych i czasach, które warto albo poznać, albo sobie o nich przypomnieć. W tym przypadku jednak dwadzieścia lat to idealna cezura czasowa. Czasami mam wrażenie, że za mało zajmujemy się w Polsce tematami bliskimi podwórka, bo najważniejsza dla dokumentu są zawsze historia oraz losy ludzkie.

W takim razie kiedy i jak wpadłeś na ten pomysł?

Moja przyjaciółka, producentka Gosia Małysa, z którą zdarzyło mi się wcześniej współpracować, poznała Maćka Ostatka przy produkcji filmu o zespole Kult i poleciła mu moją osobę. Maciej szybko się ze mną skontaktował i powiedział, że wraz ze swoim kolegą, Kacprem Jaroszyńskim, chcą zrobić film dokumentalny o wydaniu płyty „Skandal”. Zaintrygował mnie ten pomysł dlatego, że zupełnie nie wiedziałem, jak można byłoby to opowiedzieć. Znałem tę płytę z młodzieńczych lat, chociaż sam raczej siedziałem wtedy w klimatach gitarowych, jak grunge czy hardcore. Pochodzę z Gdańska, znałem ludzi z tamtejszej sceny hiphopowej, DJ-skiej czy kultury skate, ale przyznam szczerze, że trochę się tej Molesty w młodości bałem. Kojarzyli mi się z zadymą, spuszczeniem łomotu, kapturami. Raczej się z tym nie utożsamiałem, ale właśnie z tego powodu postanowiłem się nad tym projektem jeszcze zastanowić. Przesłuchałem porządnie „Skandal” jeszcze raz i stwierdziłem, że jest to po prostu zarąbista płyta.

Odnalazłeś w niej swój temat?

Dokładnie. Drugą sprawą, która mi się objawiła, była dokumentalna strona tej płyty. To relacja z pierwszej linii ulicznego frontu, jedyna, jaką dotychczas znaliśmy – opowiadana tak, jak chłopaki potrafili, czyli przez soczysty i dosadny rap. I tylko dzięki muzyce możemy się teraz dowiedzieć, jak wyglądało ówcześnie życie młodych ludzi na osiedlach. Wierzę w prawdziwość tej relacji, ale dzisiaj wymaga ona szerszego kontekstu. Obudowanie tego komentarzem i świeżym spojrzeniem, opowiedzianym po latach, było dla mnie dobrym pretekstem, aby wejść w tę „niewiadomą”. Pomyślałem, że najlepszą drogą będzie zderzenie młodzieńczych lat oraz początków kariery z tym, co się dzieje w ich życiach teraz. Opowieść zaczęła wynurzać się z tego sama, wystarczyło jej delikatnie pomóc.

Szukałeś więc historii schowanej między ursynowskimi blokami?

Tak, bo historia Molesty rozwija się równolegle z historią polskiej transformacji. Uwielbiam anegdotę Włodiego o tym, że szedł ze skrętem w kieszeni i przestraszył się sporego konwoju policji, a dopiero później dowiedział się, że było to miejsce, w którym zabito wtedy generała Papałę. Molesta zaciekawiła mnie jako pokolenie, które zostało wrzucone w wir historii, ale nie siedziało z rękoma w kieszeni, tylko postanowiło coś zrobić. To nie był odgórnie sterowany ruch i należy o tym pamiętać.

Trudno było chłopaków skłonić do zwierzeń?

Nakładają się tutaj dwie sprawy – specyfika środowiska raperskiego, a także trudności wynikające z osobistej historii Molesty. Uliczny, warszawski rap to świat zamknięty, oparty na zasadach nieufności wobec mediów. Sporo musiałem się napracować, a nawet płacić swoiste frycowe, czyli słuchać drobnych przytyków, że „jestem panem z telewizji”, aby mieć szansę zrobić to po swojemu. Wiedziałem, że to wszystko jest niezbędne, a oni powoli przełamywali swoje opory. Skumali chyba, co udało nam się zrobić dopiero po obejrzeniu pierwszej wersji. To, że historia między nimi też różnie się potoczyła, powoli przestało mieć dla wszystkich znaczenie. Dotarło do nas, że tutaj nie chodzi wyłącznie o Molestę, ale o całe ich pokolenie i polski hip-hop. W podziękowaniach na końcu znalazło się miejsce dla wszystkich, którzy pomogli przy produkcji tego dokumentu i jest to również historia o nich.

Myślisz, że mainstream w Polsce w końcu oddaje należny szacunek hip-hopowi?

Tak, ale powoli. Ważne jest, by korzystać z wiedzy tych, którzy są już w odpowiednim wieku, aby móc sobie pozwolić na tego typu podsumowanie. Ludzie wychowani na hip-hopie dochodzą w końcu do głosu, a dyskusja staje się pokoleniowa, choć w obrębie wciąż tego samego gatunku muzycznego. Ich opiniotwórczość pozwala na ciekawe rozważania, ale cieszę się, gdy konfrontują się ze sobą różne pokolenia.

Wpisuje się w to również sentyment za latami dziewięćdziesiątymi. Poprzedzająca je dekada już przestała być modna w budowaniu nostalgii.

To bardzo naturalny proces artystyczny, a jeszcze ciekawiej się robi, kiedy spoglądamy dzisiaj na kulturę, która w tamtych czasach była undergroundowa. Obecnie już taka nie jest, a przynajmniej nie w takim stopniu jak w latach dziewięćdziesiątych, ale wtedy była wyraźnie w opozycji do systemu. Interesowało mnie przeistoczenie tego świata, przefiltrowanie go przez rynek. Z tego powodu właśnie jest to również film o rynku muzycznym w szerszym tego słowa znaczeniu. A także o tym, jak chłopaki stojące pod blokami i tworzące tego rodzaju muzykę mieli wpływ na poglądy i społeczeństwo obywatelskie. Zrobili to przecież spontanicznie, wyłącznie dzięki swojemu zorganizowaniu. Wkurzało mnie zawsze, że historia nam bliższa zazwyczaj opowiadana jest w filmach dokumentalnych poprzez wielkie figury tamtych czasów, o których ciągle się mówi: papież, politycy lub aktorzy, kiedy nie rozumiem, czemu nie pokazuje się doświadczenia narodowego poprzez ludzi, którzy ówcześnie nie zakorzenili się w masowej świadomości Polaków. Molesta jest świetnym przykładem takich osób. Wrażliwi, bo tego wymaga tworzenie dźwięków, wersów i rymów, undergroundowi, a przede wszystkim potrafiący wyrazić swoje lęki, marzenia i frustracje.

W naszym konkursie dwie osoby mogą wygrać pojedyncze bilety na dowolny pokaz filmu dokumentalnego „Skandal. Ewenement Molesty”. Wystarczy do 20 września do godz. 20.00 wysłać do nas mailem: redakcja@niebywalesuwalki.pl tytułu wszystkich płyt tego zespołu. Zwycięzców wylosujemy. Bilety wygrywają: Paweł Szwedek i Urszula Kowalewska.

Leave a Reply