Reklama

Często jestem za późno… Wielu miejsc nawet ja nie odkryłem. Wywiad z Andrzejem Sidorem, fotografem dokumentalistą

Data:

- Reklama -

Jeśli weźmie się do ręki album promujący Suwalszczyznę lub Podlasie, szlaki piesze, kajakowe, atrakcje przyrodnicze naszego regionu, to jest duża szansa, że zdjęcie, które przykuje naszą uwagę, zostało wykonane właśnie przez Andrzeja Sidora, który ma w swoim archiwum około 50 tys. fotografii. I jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Jego praca to niezwykle istotne źródło wiedzy o przeszłości – obrzędowości, kulturze, architekturze i życiu codziennym mieszkańców wielu części Polski; ale także o zmianach, jakie w tych obszarach zachodzą.

Andrzej Sidor od dekad związany jest z Agencją Fotograficzną „Forum”, pod egidą której odwiedził wiele zakątków Polski. Był też na Syberii, nad Bajkałem, w Mongolii, Bułgarii, Rumunii, Litwie, Białorusi, Ukrainie. To autor kilku albumów fotograficznych i niezliczonej liczby zdjęć, promujących kulturę i obrzędowość Suwalszczyzny, a nawet fotografii będących ilustracjami do tematów edukacyjnych w podręcznikach szkolnych [nawet on nie wie, ilu – przyp. red.]. Publikował w „Newsweeku”, „Rzeczpospolitej”, „Polityce”, „Przekroju”, „Kalejdoskopie”, „Zwierciadle”.

Gdy spotykamy się po kilku latach, Andrzej Sidor trzyma w ręce trzy nowe publikacje, w których zostały wykorzystane jego fotografie. Tym razem tematem jego pracy dokumentacyjnej jest Kanał Augustowski, jedna z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji północno-wschodniej Polski.

Iwona Danilewicz: Co teraz porabiasz? Co u Ciebie słychać?

Andrzej Sidor: Trudne pytanie. Wiele się dzieje. W ubiegłym roku ukazała się książka Macieja Ambrosiewicza z moimi fotografiami – „Międzyziemie albo Suwalszczyzna…”. Teraz fotografuję Kanał Augustowski – zbliża się jubileusz 200-lecia Kanału. Kanał – na odcinku od Biebrzy do Niemna – fotografuję już od 5 lat. Właśnie z myślą o jubileuszu. Byłem nawet na Białorusi. Teraz to nieosiągalne. Materiał jest gotowy. Szukam wydawcy. W międzyczasie realizuję dorywczo projekty, piszę wnioski o stypendia.

Fot. Andrzej Sidor

Nadal w „Forum”?

Nadal, ale na rynku wiele się pozmieniało.

Rozwiniesz ten wątek?

To temat rzeka. Zaczynałem ponad dwadzieścia lat temu. Porównując tamten czas z obecnymi realiami – to przepaść. Załapałem się jeszcze na magazyn „Rzeczpospolitej”. Zajmowałem się w tamtym czasie fotoreportażem i fotografią o tematyce społecznej, obrzędowości, etnografii. Moje zainteresowania z czasem się zmieniały. Miałem to szczęście, że poznałem najlepszych wśród najlepszych – mogę wymienić takich fotografów jak: Zbyszko Siemaszko, Jarosław Stachowicz, Krzysztof Wójcik, Krzysztof Pawela, Anna Musiałówna, Tomasz Tomaszewski, Chris Niedenthal, Jan Morek, Piotr Małecki, Krystian Bielatowicz, Maciej Jeziorek, Adam Lach, Rafał Milach i wielu innych.

Zakładam, że wymienialiście się spostrzeżeniami i uwagami… Zdradzisz, jakimi?

Mam w głowie reportaże Jamesa Nachtwey’a. Jechał do strefy konfliktu i robił materiał. To było jego spojrzenie. Jego i tylko jego. A później nastały inne czasy… Siedzi jakiś redaktor w Waszyngtonie czy Berlinie, przy biurku, i on tworzy historię. Wybiera pojedyncze zdjęcia, które mu się spodobały, różnych autorów i składa z nich historię, nie będąc w tamtym miejscu, nie widząc tego, co się dzieje. Teraz to są projekty, które układa się w całość.

Ale my cały czas o zmianach – z Twojej perspektywy…

Tak, w skrócie… Apogeum fotografii dokumentacyjnej to były lata 60. XX wieku. Gdy upowszechniła się telewizja, zabrała pole fotografii. Od pierwszej dekady XXI wieku rządzi Internet. Każdy teraz ma aparat w smartfonie, nawet nie jeden. Standard to 2, 3 lub 4. Każdy robi zdjęcia. Fotograf nie jest w stanie z tym konkurować, ale ma jedną przewagę. Dokumentalista inaczej patrzy na świat. Ja wybieram tematy ważne dla historii…

[w trakcie rozmowy oglądam przewodniki, które przyniósł Andrzej i na jedno zdjęcie zwracam szczególną uwagę – na nim wilk zatrzymał się i spojrzał prosto w obiektyw aparatu Andrzeja] Świetne zdjęcie. Często spotykasz wilki na swojej drodze?

Często, gdy chodzę po lesie. Kiedyś miałem nawet „bliskie spotkanie”. W Puszczy Augustowskiej, w okolicy Lipska, wyszedłem na leśne „skrzyżowanie”. Najpierw nadszedł łoś. Nieco zaskoczony zatrzymał się na chwilę, spojrzał na mnie i pobiegł. Za chwilę z lasu wybiegł wilk. Był nie mniej zaskoczony moją obecnością. Chyba mu przeszkodziłem w realizacji planu. Wilki są bardzo ciekawskie. Nie mniej niż sójki.

A wracając do rynku fotografii… Miałem to szczęście, że mój szef z Agencji „Forum” rozumiał, że zwyczaje i obrzędy to rzeczy, które giną bezpowrotnie. Sam zbierał sztukę ludową.

Obrzędowość, tradycja to duża część Twojego dorobku zawodowego… Podobnie jak architektura. Kiedy pojawiła się u Ciebie myśl, że te obszary wymagają szczególnej uwagi? Twojej uwagi?

Jestem po wydziale leśnym SGGW, choć w tym zawodzie nie pracuję. Na SGGW dołączyłem do Koła Fotografii Przyrodniczej i Dokumentacyjnej. Ważne słowo – dokumentacyjnej. Interesowała mnie nie tylko przyroda, ale i człowiek zanurzony w swojej perspektywie, w swojej rzeczywistości. W trakcie studiów miałem okazję odwiedzić ukraińską Czarnohorę, gdzie fotografowałem Hucułów w czasie Wielkanocy. Zacząłem od roślin – jedno z zadań na studiach: zielnik – oddałem w postaci slajdów, a skończyłem na przestrzeni sacrum. Czułem intuicyjnie, że to jest ważne.

Gdy jeździłem nad Narew, odwiedzałem inne miejsca na ścianie wschodniej, zwyczajnością wtedy były domy i stodoły kryte strzechą. Teraz – nie do zobaczenia. W fotografii dokumentacyjnej trzeba mieć oczy szeroko otwarte na wszelkie zmiany. Teraz jesteśmy w Parku Technologicznym, w określonym otoczeniu, które za 10-20 lat całkowicie się zmieni. A ludzie na wsi, zwyczaje i obrzędy? To zupełnie inny wymiar zmiany.

Jak wygląda dzień pracy zawodowego fotografa dokumentalisty?

Robię założenia [śmiech]. Skupiam się na określonych miejscach, ludziach, wydarzeniach. Teraz można mnie spotkać nad Kanałem Augustowskim, o czym wspomniałem. Bo wiem, że ten temat będzie wkrótce istotny. Pomijając rzeczy trywialne – jak koszt paliwa teraz, jeden temat wymaga ogromnej pracy i czasu. Założyłem sobie, że Kanał Augustowski sfotografuję o każdej porze roku. Z tym też wiążą się problemy logistyczne. Śluzy znajdują się np. na odcinku 100 km. Na Białoruś teraz nie wjadę.

Fotografia dokumentacyjna to praca systematyczna i czasochłonna. Poza tym, na to, co fotografuję lub chcę sfotografować, patrzę inaczej.

Co to znaczy „inaczej”?

Dobrze to tłumaczy Claude Levi-Strauss w książce „Smutek tropików”. Opisuje on, że gdzieś w Ameryce Południowej, przy rzece, budowane były domy. Najpierw powstał jeden, potem kolejne. Levi-Strauss porównał ten proces do sytuacji, gdy zwierzęta przychodzą do wodopoju. Pierwszy zwierzak przychodzi, sprawdza, czy to miejsce jest bezpieczne, czy nadaje się na wodopój. Przychodzą kolejne i kolejne. Tak też osada się rozbudowuje.

I jego rozczarowanie polegało na tym, że on zawsze jest „o krok z tyłu”, za późno. Ja też to czuję. Jadę w określone miejsce i np. widzę bardzo zniszczony dom. Myślę wtedy: Jakie mógłbym zrobić zdjęcie, gdybym przyjechał wcześniej? I zawsze mam poczucie, że jestem za późno. To jest fotografia dokumentacyjna. Suwalszczyzna w latach 70. i 80. XX wieku zupełnie inaczej wyglądała.

Nie można w Twoim przypadku mówić o szczęściu, ale o tym, że przez kilka dekad miałeś możliwość fotografowania miejsc i ludzi, których już nie ma. Masz swoje ulubione miejsce, do którego powracasz?

Całe życie mieszkam na Suwalszczyźnie. Mam wiele takich miejsc. Suwalszczyzna nie jest dużym obszarem, ale żeby ją poznać, trzeba poświęcić lata. Czasem sam się zachwycam miejscem, które jest niedaleko, ale nigdy tam nie byłem.

Też tak mam…

Mam kilka ulubionych miejsc, do których wracam. Ale… przy odpowiedniej porze dnia i w określonej porze roku. Na naszą korzyść działa czas. Tylko trzeba odpowiednio ocenić, co jest ważne.

Zdarza się, że coś, co Cię zainteresowało przed laty, a czemu zrobiłeś zdjęcie, już nie istnieje? Czujesz, że umknął Ci ten ostatni moment, gdy kiedyś sfotografowałeś budynek, który zawalił się, albo fragment lasu, który został wycięty?

Takich miejsc jest dużo. Zwłaszcza nad jeziorami. Bardzo ubolewam nad tym, że kiedyś brzegi jezior były dostępne, a teraz linia brzegowa jest nieosiągalna. Nad jeziorem Gaładuś w latach 90. XX wieku stały snopki zboża, teraz są tam domy i działki rekreacyjne, niedostępne. To zupełnie inne miejsce.

Z którego z Twoich projektów fotograficznych jesteś najbardziej dumny?

Jakie trudne pytanie… Chyba najbardziej niepowtarzalny był cykl fotografii otworkowej. Wymagał ode mnie wiele pracy. Fotografia analogowa charakteryzuje się tym, że to proces drogi i pracochłonny. Wiele lat zbierałem materiały – od 2006 do 2016 roku – to wszystko to już materiały historyczne, ponieważ bohaterowie fotografii umierają, tak jak Weronika Zubowicz czy Franciszek Racis.

Jakie miałbyś rady dla fotografów dokumentacyjnych zaczynających dzisiaj?

Robić zdjęcia.

Dziękuję za rozmowę.

Czas zatrzymany. O albumie „Sidor. Z pogranicza” opowiada fotograf, Andrzej Sidor

1 KOMENTARZ

  1. Trudno mi było cokolwiek zarobić w Agencji Forum, mam u nich w bazie opisanych ( opis zdjęcia zajmuje sporo czasu) 200 zdjęć, ktoś mi mówił, że zamało, ale nie miałem żadnej gwarancji, że za 500 zdjęć zrobię pierwsze pieniądze, agencja wypłaca prowizję za sprzedane fotografie, jeśli na koncie fotografa uzbiera się 300 zł.

Leave a Reply

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

Efekt obserwatora. Wywiad z Marcinem Pawlukiewiczem, fotografem-dokumentalistą, filmowcem

Marcin Pawlukiewicz jest jedną z tych osób, które wyjechały...

Zmarł Franciszek Racis

Skrzypek z Suwalszczyzny zmarł w piątek, 26 października. Był laureatem...

Dobra pogoda dla muzyki, literatury i sportu – zobacz, co się będzie działo

Najbliższe dni to bogaty program imprez kulturalno-sportowych na Suwalszczyźnie....

Czas zatrzymany. O albumie „Sidor. Z pogranicza” opowiada fotograf, Andrzej Sidor

Andrzej Sidor fotografuje od lat. Przemierzył pogranicze wzdłuż i...
%d bloggers like this: