Podróżnik, turysta, włóczęga, obieżyświat, a może po prostu człowiek ciekawy tego, co znajduje się za najbliższym płotem? Monika Radzikowska w „Opłotkach” rusza przez pogranicza państw, kultur, języków i pamięci – od Podlasia i Suwalszczyzny po Mongolię i Tuwę. Dr Krzysztof Snarski, autor recenzji, sprawdza, dokąd prowadzi to pozornie bezcelowe „pałętanie się” i dlaczego właśnie opłotki okazują się tak dobrym miejscem do poznawania świata.
dr Krzysztof Snarski, Recenzja książki Moniki Radzikowskiej „Opłotki. Zapiski z pałętania się po pograniczach. Podlasie, Mazury, Suwalszczyzna, Mołdawia i Naddniestrze, Beskidy, Czarnohora, Łotwa, Białoruś, Finlandia, Norwegia, Mongolia, Rosja i Tuwa”
Jak w inny sposób określić podróż? To, z pozoru błahe pytanie nabiera – na kartach książki Moniki Radzikowskiej, autorki książki „Opłotki. Zapiski z pałętania się po pograniczach” wydanej przez oficynę „Paśny Buriat” Piotra Brysacza – wartości metodologicznej. Autorka w bardzo przejrzysty sposób próbuje określić swoją postawę poznawczą, stawiając się pomiędzy podróżnikiem, turystą, obieżyświatem, włóczęgą i po prostu osobą ciekawą swojej najbliższej okolicy.
Tuż za próbą odpowiedzi na to pierwsze, pojawiają się kolejne dotyczące wyznaczania trasy, uwzględniającej pogranicza między państwami, etnosami, językami, a w wymiarze przestrzennym linii płotów, zagród, kompleksów leśnych i rzek, rozdzielających wyróżnione metodologicznie terytoria.
Kluczem wspierającym autorkę są linie płotów, niejako rozdzielające opisywane terytoria stanowiące jej zainteresowania. Wreszcie opłotki – teren jakby niczyj, zachęcające do podjęcia kolejnych kroków w kierunkach tylko im znanych, a na kartach recenzowanej książki wspólnie z czytelnikiem odkrywanych.
Autorka wyznaczyła kilka linii poznawczej marszruty, do której przebycia zachęca czytelnika w kolejnych rozdziałach. Pierwszą linią jest odnajdywanie wszystkich twarzy Boga. Tak zatytułowany rozdział przenosi nas na pogranicze polsko-ukraińsko-białorusko-litewskie, czyli mówiąc wprost na teren wschodniego przygranicza Polski. Wyprawa rowerowa – bo taki środek lokomocji wybrała autorka prowadzi od nadbużańskiej Włodawy, w kierunku północnym, poprzez Sławatycze, Kodeń, Jabłeczną, Odrynki, Gródek, Białowieżę, Rutkę, Zaleszany i dalej na północ.
Czym jest ta podróż, albo raczej pałętanie się wzdłuż granicy? Ano jest to odkrywanie i na nowo definiowanie pojęć o charakterze pierwotnym. To poszukiwanie śladów wszechmocy boskiej, którą okoliczni mieszkańcy w inny sposób nazywają i inaczej opisują. Na uwagę zwracają kulturowe wyróżniki i moc kontekstów historyczno-kulturowych, do których w ciekawym opisie nawiązuje Monika Radzikowska, przybliżając treściowo i zachęcając do towarzyszenia jej w swoistej peregrynacji, której wyznaczniki zwierają się w wysłuchanych opowieściach, anegdotach, legendach i prostej przygranicznej mowie. Z każdym usłyszanym słowem, otwierają się na bohaterkę przygód kolejne komnaty skarbów, sięgające tradycji polskich, w tym grodzieńskich, muzułmańskich, żydowskich, prawosławnych, a także powidoki Jaćwieży.
W drugim rozdziale autorka przenosi nas nieco bardziej na wschód. Bardziej niż dotychczas, przekraczając granicę białoruską, a może trafniej powiedzieć sowiecką. Tu – jak w kalejdoskopie – pozornie zmieszane szkiełka układają się w „zamrożone historie” dawnych ziem polskich, którym lokalna historia nadała nowe znaczenia i nową – białoruską interpretację. Ruiny pałacu Sapiehów w Różanie, oglądane z okna doświadczonego wiekiem auta. Coś jakby podróż w czasie, choć całkiem współczesna, okraszona zapachem zasiarczonego wina owocowego, przebijającego się przez zaśpiew okutanej w ciężkie palto kobiety. Później następuje spotkanie z Leną i Wiktorem, którzy chyba trochę na własne życzenie wymykają się stereotypowemu wizerunkowi Białorusinów. No właśnie. Czy na historycznym pograniczu polsko-białoruskim powinno się w ogóle używać kategorii narodowościowych do opisu rzeczywistości? A może jedynym bezpiecznym kwantyfikatorem powinno być odniesienie do prezydenta Łukaszenki? Kolejne zdania są jakby relacją z wizyty w równoległej rzeczywistości, której osią, głównym podmiotem działań, siłą sprawczą jest osoba urzędującego prezydenta. Następne strony – może niezamierzenie – zdradzają nastawienie pałętającej się po pograniczach autorki. W warstwie tekstowej wpisują się w dominującą – zachodnią – narrację. Na poziomie przekazywanych emocji pobrzmiewa coś jeszcze. Czyżby tęsknota za romantyczną literacką wizją kresów?
Jeden z następnych rozdziałów Monika Radzikowska zatytułowała „Naród dzikowaty”. Z żywym zainteresowaniem przeczytałem ten – jak się okazało – iście etnograficzny rozdział. Autorka za pomocą cytatów z wypowiedzi napotkanych Rosjan zbudowała początkowy opis grupy etnicznej jaką są mieszkańcy Republiki Tuwy. Z czasem obraz ten został doostrzony i podbarwiony własnymi obserwacjami i opisem bezpośrednich kontaktów. Z perspektywy kulturoznawczej można z przekonaniem uznać, że jest to próba analitycznego opisu grupy etnicznej, w oparciu o trzy rodzaje źródeł. Pierwszym są pełne przekonania słowa na temat Tuwińców wypowiadane przez Rosjan – reprezentujące dominujący etnostereotyp. Drugim jest wizerunek współziomków kreślony słowami przedstawicieli opisywanej grupy – autostereotyp. Trzecim, niejako syntetyzującym jest spojrzenie autorki, która nie bez problemów stara się zachować badawczą bezstronność. Aż chce się napisać, że jest to postawa autoetnograficzna. Opisywany „Naród dzikowaty”, w kontakcie prowadzonych od wielu lat „in situ” badań terenowych, bazujących na opisie zgodnym z metodologią badań etnograficznych i archeologicznych, nabiera cech wyróżniających, odpowiednich charakterystyce ludów stepowych. Brawo za tę część!

Pałętanie się po najbliższych mi opłotkach autorka zamieściła w rozdziale „Suwalsko-Mazurskie”. Poczucie lokalnego patriotyzmu recenzenta został w nim bardzo miło zauważony i podkreślony. Okazuje się, że wypracowana terenowo i przez lata pieczołowicie umacniana optyka regionalisty – mam nadzieję, że nie jest to określenie zbytnio na wyrost wobec mojej osoby – została w tej części książki bardzo miło muśnięta. Autorka opisuje Augustowszczyznę, wraz z wyznaczeniem granicy między Mazurami i Rusinami na linii rzeki Biebrzy. Te subtelności wsparte autorytetem filozofa i kartografa królewskiego Szymona Antoniego Sobiekrajskiego, który w końcu XVIII wieku właśnie w Suchowoli umiejscowił punkt przecięcia linii łączących skrajne punkty Europy, wyznaczając jej środek na centralnym placu miasteczka utwierdzają jeszcze bardziej w przekonaniu o wyjątkowości zamieszkiwanej przez nas ziemi.
Na kolejnych stronach autorka proponuje ciekawą podróż, zarówno w wymiarze historycznym, sięgając czasów zaprzeszłych, gdy opisywane ziemie były pod władaniem Jaćwingów, a szurpilska Góra Zamkowa mieniła się swoistym centrum Jaćwieży, poprzez wspomnienie tragicznej w skutkach misji chrześcijańskiej prowadzonej przez zakonników z charakterystycznym krzyżem na płaszczach. Dalej zaprasza do odwiedzenia synagogi w Sejnach, molenny staroobrzędowej w Gabowych Grądach, malowniczej wsi Buda Ruska założonej wzdłuż wijącej się rzeki Czarnej Hańczy. I dalej na południe do Lipska, albo na północ do Wiżajn. Taki regionalny „cymes”. Z podobnym zaangażowaniem autorka zaprasza do przekroczenia dawnej granicy i wstąpienia na szlak mazurski, zachęcając do wstąpienia w ostępy Puszczy Boreckiej,
Czy pałętanie się po opłotkach może być atrakcyjne? Odpowiedź może być tylko jedna. Tak! Czy podążanie szlakiem wyznaczonym przez Monikę Radzikowską jest warte poniesionego trudu? Oczywiście! Czy współcześnie jesteśmy w stanie przebyć zaproponowaną przez autorkę trasę osobiście? Tu odpowiedź nie jest już tak prosta. Częściowo. Zanim jednak na nowo granice między częścią państw staną się liniami w pełni łączącymi i zapraszającymi do ich przekroczenia, z całego serca zachęcam do podróży z Moniką Radzikowską po Podlasiu, Mazurach, Suwalszczyźnie, Mołdawii, Naddniestrzu, Beskidach, Czarnohorze, Łotwie, Białorusi, Finlandii, Norwegii, Mongolii, Rosji i Tuwie na kartach tej ciekawej książki.
Wydanie I
Suwałki 2026
Wydawnictwo Paśny Buriat
ISBN: 978-83-976904-3-1
ss. 316
Pytanie konkursowe: Każdy region ma swoje opłotki – miejsca trochę na uboczu, nieoczywiste, ale pełne historii. Jakie miejsce na Suwalszczyźnie zabrał(a)byś ze sobą w podróżniczy przewodnik po opłotkach i dlaczego?
Do wygrania są 3 egzemplarze książki „Opłotki. Zapiski z pałętania się po pograniczach” Moniki Radzikowskiej z autografem autorki.
Odpowiedzi prześlijcie na adres redakcja@niebywalesuwalki.pl do 23 sierpnia 2026 r. do godz. 13.00. Wybierzemy trzy najciekawsze odpowiedzi. Książki wygrywają: Małgorzata Czerucka, Karolina Milewska, Jakub Kalinowski.










