United States of Beta, Poles jazz the World – recenzja płyty

Jazzu nie ma zbyt dużo na tej płycie, jest za to muzyka świata (taka jak z audycji Marcina Kydryńskiego – Siesta z III Programu Polskiego Radia), trochę psychodelii i trochę piosenek śpiewanych zgodnie z polską szkołą wokalistyki w stylu Anny Marii Jopek, Anity Lipnickiej a nawet Basi Trzetrzelewskiej. Płytę „Poles jazz the World” ocenia Adam Wigierski.

Autor: Adam Wigierski

Niedawno wydane pod długim tytułem „UNITED STATES of BETA, Poles jazz the World” dzieło, które mam opisać, to sztuka łączona: album fotografii z płytą CD wewnątrz.

Album otwiera tekst z wyrazami wdzięczności dla osób, które wspomagały przedsięwzięcie i informacją podpisaną przez Piotra Malczewskiego, że: …zaczęło się nad Czarną Hańczą, latem, przy filiżance kawy popijanej na tarasie. Rozmowy z Marcinem o płycie, muzyce, fotografii, przenikaniu tych dwóch światów. Patrząc fotografią szukałem akcentów, rytmu, tonacji miejsc, otaczającego świata …bo „każda rzecz jest obdarzona tajemniczym językiem, ma swoją barwę i odrębność (Wirginia Wolf)”.

Potem autorzy muzyki piszą, że materiał powstawał przez 2 lata, a były to lata „poszukiwań, skupienia i wzajemnego odkrywania siebie i nauki akceptacji. W końcu świadomość, że i tak jesteśmy wymieszaną w czasie jednością”.

Album zawiera teksty piosenek (tak naprawdę jest to bardzo ciekawa poezja, wiersze są podpisane nazwiskami autorów) oraz tzw. tracklistę utworów z nazwiskami muzyków.

Na kolejnych stronach znajdują się fotografie, umieszczone w rozdziałach zatytułowanych: akcent, impresja, kontrast, rytm i tonacja. Rozdziały te trafnie dzielą ten zbiór na grupy.

Fotografie Piotra Malczewskiego znam od lat, oglądałem je na kilku wystawach. Zawsze byłem pod ich urokiem. Cenię w nich naturalność (bez manipulacji Photoshopem) i wspaniałe oko artysty patrzące przez celnie ustawiony obiektyw i refleks palca naciskającego w odpowiednim momencie spust migawki. To wielka sztuka. Nam wszystkim posiadającym aparaty fotograficzne, nawet te drogie, wydaje się to proste. Ale na dobre foto, trzeba długo pracować. Takim małym mankamentem wydania są stosunkowo małe wymiary fotografii, chciałbym, aby były znacznie większe. Ale rozumiem ograniczenia.

Zbiór fotografii, głównie natury jest – w ramach rozdziałów, o jakich piszę wyżej – z premedytacją pomieszany. Świetnie się na nie patrzy właśnie przy tej muzyce. Zacytowany przez autora tekst Wirginii Wolf, spowodował, że opisywane przedsięwzięcie jest tajemnicze i magiczne.

Dołączoną płytę przesłuchałem dwadzieścia razy. Jest przepiękna. Jest różnorodna. Nieźle nagrana. Jazzu nie ma zbyt dużo na tej płycie, jest za to muzyka świata (taka jak z audycji Marcina Kydryńskiego – Siesta z III Programu Polskiego Radia), trochę psychodelii i trochę piosenek śpiewanych zgodnie z polską szkołą wokalistyki w stylu Anny Marii Jopek, Anity Lipnickiej a nawet Basi Trzetrzelewskiej.

Płytę otwiera intrygująca wokaliza Anny Józefiny Lubienieckiej pt. „Mothers and Children”. To psychodeliczny kawałek w stylu Lisy Gerard i trochę starych Pink Floyd.

Dwa utwory następne „Calling” i „Ilussions of Childhood” to przykład przepięknych kompozycji World Music, śpiewanych przez zaproszonego do przedsięwzięcia Irańczyka mieszkającego w Polsce – Jahiara Iraniego. To dwa piękne mistyczne utwory z duchem bliskiego wschodu.

Czwartym utworem, jest jazzujący w stulu brazyliany „Lines on Your face”, śpiewany po portugalsku przez Magdę Navarrete; piątą kompozycją jest śpiewana przez nią po hiszpańsku „Miłość widziana z drugiej strony” – doskonałe przykłady ambitnego i ładnego popu.

Szósty kawałek „Rabbit hole” śpiewa Kasia Kurzawska z klimatem Basi Trzetrzelewskiej. Kolejny świetny utwór. Takiego popu mogę słuchać.

Następnie Michał Rudaś śpiewa po angielsku „Weather the Storm” Śpiewa przebojowo i jazzowo. Tak jak Kurt Elling w najlepszej formie. Bezbłędnie.

Dalej utwór „Frog in the Well” to dzieło śpiewane przez Nicka Sinclera i Adama Josepha. Prawdziwy przebój tej płyty. Wpada od razu w ucho, pomimo wyraźnie jazzowego charakteru. Doskonały wokal i wokaliza. Dlaczego tego kawałka nie ma w Trójce? Dlaczego nie ma go na liście przebojów?

Dalej – Novika, „Away form the Crowd” -z dala od zgiełku. Typowa Novika, rockowo-jazzowa. Super.

Dużo jest tych utworów, jeden lepszy od drugiego. Ale warto słuchać dalej.

Utwór dziesiąty – Pakt o nieagresji z wokalem Marii Sadowskiej. Świetny przykład polskiej sztuki wokalistyki, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.

Kawałek jedenasty to… „Jedenaście” śpiewane przez artystkę, która otwiera płytę, czyli Annę Józefinę Lubieniecką. Inicjały takie jak Lipnicka, i w jej to stylu. Gdybym nie widział okładki, pomyślałbym: o, jaki świetny nowy kawałek Anity.

Z kolei dwunasta kompozycja to psychodelia „Both Sides of Us” – pięknie wyśpiewana, prawie po anielsku i angielsku przez Małgorzatę Hutek. Piękna piosenka i piękny tekst.

Następny – „Mary” to też wokal Małgorzaty Hutek i ten sam styl. Uwaga na nią – bardzo dużo możliwości wokalnych i niesamowita magia w głosie. Ta pochodząca z Łodzi wokalistka od jakiegoś czasu zaangażowana jest w niesamowite jazzowe ballady z bardzo duchowymi tekstami religijnymi.

Dwa ostatnie utwory, to świetne jazzowe ballady, z kręgu Easy Listening, ale nie o pejoratywnym znaczeniu. Muzykę napisali Artur Bogusławski, Jan Wierzbicki, Bartosz Nazaruk, Marcin Pchałek i Małgorzata Hutek.

Świetna płyta i świetne fotografie. Nie wiadomo tylko, czy jest to płyta z bardzo grubą okładką, czy też album fotografii z muzycznymi impresjami. Może być tak i tak. Na pewno jest to artystyczne przedsięwzięcie w pełnym tego słowa znaczeniu. Muszę poszukać jutro w internecie, może uda mi się to kupić.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ