Polacy od lat 90. obchodzą Halloween. Importowane, czarno-pomarańczowe święto z dynią w roli głównej ma swoich zwolenników, ale i znaczną liczbę przeciwników, którzy mówią o jego pogańskich korzeniach i doszukują się „diabelskich konotacji”. Słusznie?
Oprócz Walentynek, Halloween jest jednym z bardziej popularnych „produktów” kultury zachodniej, które zyskały olbrzymią popularność. Obchodzone 31 października święto kojarzy się nam głównie z lampionami z wydrążonych dyń, zbieraniem cukierków przez dzieci, upiornymi przebraniami i… dobrą imprezą.
Co ciekawe, uznaje się, że święto to ma celtyckie korzenie, a więc wcale nie wywodzi się z USA, tylko z Europy. Termin, w którym świętowane jest Halloween, wyraźnie wskazuje na charakter tego dnia. Halloween i inne podobne do niego święta podkreślać mają relację człowieka w kontaktach z zaświatami. A przez stulecia sposoby „oswajania śmierci” bywały różne. Stąd i podobieństwo do dziadów czy meksykańskiego Día de Muertos, wreszcie – Wszystkich Świętych. Czas obumierania przyrody miał ogromne znaczenie w społeczeństwach żyjących w jej rytmie. Długa noc i krótki dzień, zakończone zbiory świadczyły o nieuchronnie zbliżającej się zimie – martwej porze roku.
Co z tymi upiorami?
W „Polskiej demonologii ludowej” Leonarda Pełki nie brakuje upiorów, strzyg, czarownic i wilkołaków. Mimo że mamy „własne” demony, importowe ich wersje również przyjęliśmy pod strzechy. – Tajemnica atrakcyjności Halloween? Scharakteryzowałbym to krótko: to, co niewytłumaczalne, tajemnicze i kolorowe, od zawsze przyciągało ludzi – podkreśla dr Krzysztof Snarski z Muzeum Okręgowego w Suwałkach, dodając, że w przypadku niektórych odbiorców – dodatkowym atutem jest fakt, że święto otwarcie potępia kościół katolicki, powołując się na Pismo święte. Jak mówią: zakazany owoc smakuje najlepiej.
„Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by (…) pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych” (Powtórzonego Prawa 18:10-12, Biblia jerozolimska).
„Nie chciałbym, byście mieli coś wspólnego z demonami. Nie możecie pić z kielicha Pana i z kielicha demonów” (Biblia Tysiąclecia).
Już Rudolf Otto zwrócił uwagę na to, że często lepszej zachęty nie trzeba – połączenie grozy i fascynacji (misterium tremendum et fascinans) to ważny aspekt doświadczania sacrum. Ale czy w Halloween na pewno chodzi o doświadczanie niewytłumaczalnego? W przedszkolach powszechne są przecież Święta Dyni i Dni Dyni. A celebrowanie Halloween przez dorosłych raczej opiera się na uczestnictwie w dobrej imprezie zakrapianej alkoholem niż na faktycznych doznaniach duchowych. Kto dziś analizuje historię wydrążonych lampionów, wspominając średniowieczną Brytanię, gdzie chodzono od drzwi do drzwi, prosząc o jadło w zamian za modlitwę i nosząc ze sobą właśnie latarnie z wydrążonej rzepy ze świeczką, która symbolizować miała duszę uwięzioną w czyśćcu (dopiero później wykorzystywano dynie).
Coraz więcej świąt i coraz mniej świętości
Świąt mamy w kalendarzu coraz więcej – głównie tych nietypowych. Obchodzimy święto ziemniaka i makaronu. – Nadajemy charakter sakralny coraz to innym desygnatom. „Krąg świętości” się poszerza – żartuje kustosz z Muzeum Okręgowego w Suwałkach, zaznaczając jednocześnie, że doznania duchowe odchodzą trochę jakby na dalszy plan. – Mamy mniej czasu na pełne świętowanie, uciekamy się do półśrodków, a w efekcie świętujemy to, co zostało wypromowane do świętowania – komentuje dr Krzysztof Snarski. A Halloween to przecież świetnie prosperujący biznes, przynoszący co roku wielomiliardowe zyski.







