Długo oczekiwany” – tak o gościu piątkowego cyklu imprez wyraził się dyrektor Muzeum Okręgowego w Suwałkach, Jerzy Brzozowski. Z pewnością można dodać także, że był to gość wyjątkowy, mający na swoim koncie liczne osiągnięcia w rozmaitych dziedzinach twórczości. Jerzy Skolimowski – bo o nim mowa – jest znany ze swych dokonań na polu filmowym: jako reżyser, scenarzysta, aktor. Ale to nie jedyne jego sposoby wyrażania emocji i myśli, o czym przekonali się przybyli na wystawę i spotkanie w kinie.

Tekst: Katarzyna Otłowska

Foto: Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl oraz Niebywałe Suwałki

Pierwszym punktem piątkowego cyklu spotkań z Jerzym Skolimowskim było otwarcie wystawy malarstwa, w której to dziedzinie sztuki gość z sukcesem debiutował ponad dwadzieścia lat temu. Wówczas to jego prace podziwiać można było w Turynie. Potem prezentował swe dokonania w tej materii w rozmaitych lokalizacjach (w Los Angeles, Toronto, Paryżu, Berlinie…), a prace, które od piątku, 13 lipca 2018 r. oglądać można w suwalskim Centrum Sztuki Współczesnej, wcześniej eksponowane były w Warszawie.

Wernisaż to okazja do spotkania z twórcą, podpytania go o artystyczne sekrety. Okazało się, że choć mamy do czynienia z malarstwem, to pędzel jest rzadko używanym narzędziem przez Jerzego Skolimowskiego. Owszem, czasem nawet i po pędzle sięga, ale o wiele chętniej tworzy przy użyciu innych narzędzi. Tu artysta wymienił długą deseczkę, którą zazwyczaj miesza się farbę w kuble – warto dodać, że jego obrazy miewają także format tożsamy z wielkością ekranu kinowego, zatem i materiały, techniki i zamysł twórczy muszą być adekwatne do takiej płaszczyzny. Co ciekawe, wśród stosowanych narzędzi pojawiła się… szlifierka, gdy końcowy efekt wydał się artyście zbyt uładzony, regularny.

Na otwarciu wystawy był obecny dobry duch tego miejsca, inspirator założenia galerii – profesor Andrzej Strumiłło. Wyraził on wielką wdzięczność za możliwość prezentowania prac Jerzego Skolimowskiego – a także radość, że suwalczanie (i odwiedzający nasze strony) mogą zetknąć się za tak ciekawą twórczością, nieakademicką, a wykorzystującą w kreatywny sposób przypadek.

Odwiedzający Centrum Sztuki Współczesnej mogą podziwiać cykl dwudziestu grafik oraz dwa obrazy olejne Jerzego Skolimowskiego. Wystawa ta będzie gościć w Suwałkach do końca sierpnia.

Jerzy Brzozowski, dyrektor Muzeum Okręgowego w Suwałkach:

Andrzej Strumiłło, patron suwalskiej galerii, w której prezentowane są prace Jerzego Skolimowskiego:

Iza Muszyczynko, kierownik CSW w Suwałkach oraz Jerzy Skolimowski:

Na wernisażu pojawił się także Tomasz Organek, ale więcej o relacjach artystów, okolicznościach ich spotkania się i szczegółach współpracy oraz planach na przyszłość mogli dowiedzieć się ci, którzy wzięli udział w drugim punkcie wieczoru – spotkaniu w kinie Cinema Lumiere.

Licznie zgromadzona publiczność wypełniła sale CSW, ale jeszcze większe grono pragnących poznać bliżej wielkiego i wszechstronnego twórcę przybyło do kina. Na czerwonych kanapach zasiedli goście – Jerzy Skolimowski i Tomasz Organek, a spotkanie poprowadził krytyk filmowy, również z Suwałk pochodzący – Artur Cichmiński.

Współpraca reżysera i muzyka datuje się od roku 2014. Wtedy to podczas kręcenia filmu „11 minut” Jerzy Skolimowski miał wrażenie, że jedna ze scen wymaga dramatycznego podkreślenia, „turbodoładowania” – jak to określił. Uznał, że w tej „akcji ratunkowej” sprawdzi się utwór Tomasza Organka „O, matko”. Szczęśliwym trafem i odpowiedzialny za muzykę Paweł Mykietyn miał kontakt do muzyka, a ten, mimo odległości (był wówczas w Toruniu, a nagrania dokonywano w Warszawie), zjawił się po dwóch i pół godzinie, by wziąć udział w tym projekcie. Wspólna praca nad filmem przedłużyła się (Organek nagrał muzykę do jeszcze jednego fragmentu „11 minut”), a potem rozciągnęła się na kolejne twórcze działania.

Tym razem to Tomasz Organek zwrócił się do Jerzego Skolimowskiego z prośbą o wyreżyserowanie teledysku do piosenki „Czarna Madonna”. Utwór z wielkim bagażem emocjonalnym, ale też pewnymi nieuniknionymi skojarzeniami wydał się samemu autorowi trudnym tematem, który łatwo mógłby otrzeć się o kicz. Tym bardziej należy docenić genialny pomysł reżysera, wydobywającego dzięki bogatym, acz nienachalnym środkom przekaz tej piosenki. Niebagatelna rola – i to dosłownie – przypadła w tym projekcie Korze, legendarnej wokalistce Maanamu.

Na przybyłych na spotkanie czekała jeszcze filmowa uczta – i w nawiązaniu do tego aspektu twórczości Skolimowskiego prowadzący spotkanie zapytał o malarskie inspiracje w pracy reżysera. Ten jednak stwierdził, że są to dla niego dwie zupełnie odrębne dziedziny ekspresji. Ba, określił nawet film mianem „fabryki”, bo jest on dziełem zespołu, wypadkową wielu osób, ich talentów, predyspozycji. Malarstwo zaś to stan zen, działanie niepoddane presji, gdy ręka działa kierowana instynktem i wydarza się przypadek.

Przybliżając niejako zaplanowaną projekcję reżyser ciepło wspominał współpracę ze studiem zajmującym się efektami specjalnymi (które według niego są istotnym i cennym elementem obrazu). Nieco mniej entuzjastycznie wyrażał się o współpracy z odtwórcą głównej roli, Vincentem Gallo, który okazał się osobą niezwykle mocno wcielającą się w rolę, zatem w pewnym momencie kontakt z aktorem stał się wręcz niemożliwy, co stało się nader trudną okolicznością, choć efekty – o czym niebawem przekonali się widzowie – były istotnie spektakularne i poruszające.

O przyszłych planach współpracy z Tomaszem Organkiem opowiedział reżyser jedynie tyle, że są, ale na razie owiewa je mgiełka tajemnicy, choć wierzy mocno w ich powodzenie i okazję zaprezentowania – za jakiś czas.

Obecność Tomasza Organka kazała mieć nadzieję na możliwości usłyszenia na żywo jego muzyki. Tak się też stało – przy dźwiękach gitary zabrzmiały „Ki Czort”, „Kate Moss” oraz „O, matko”.

Potem widzowie obejrzeli głośny i nagradzany obraz reżysera – „Essential Killing” (film doceniono na MFF w Wenecji, otrzymał także cztery Orły i pięć Złotych Lwów).

Dodaj komentarz