Koncerty organizowane w ramach Aukso – Letniej Filharmonii już po raz dziewiętnasty goszczącej na Suwalszczyźnie – i od pewnego czasu w Suwałkach – to zawsze niezapomniane przeżycia muzyczne. Ale tym razem – podczas środowego koncertu, 1 sierpnia 2018 r., na przybyłych czekały i wyjątkowe doznania z kręgu muzyki współczesnej, a także niezwykła okazja do bliższego poznania wybitnego kompozytora i pianisty, Zygmunta Krauzego.

Tekst: Katarzyna Otłowska

Foto: Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl

Koncert zaplanowany jako spotkanie z kompozytorem i recital fortepianowy, przybrał formę bardzo osobistej, bogatej w dygresje, wspomnienia, intrygujące opowieści rozmowy, przeplatanej muzyką skomponowaną i wykonywaną przez Zygmunta Krauzego – z małym wyjątkiem, choć i utwór Chopina zawierał element improwizacji, tak cenionej przez gościa.

Kompozytor przyjechał do Suwałk prosto z Warszawy, gdzie wczoraj zakończyły się „Ogrody muzyczne” – impreza podczas której liczne grono słuchaczy oklaskiwało utwory mistrza. On sam przyznał, że woli prezentować się jako pianista, bo choć i takim występom towarzyszy napięcie, to jest ono innego rodzaju – zaś gdy pod ocenę poddawane są jego własne kompozycje, które dzięki dyrygentowi i muzykom zyskują wyraz naznaczony ich odbiorem, emocjami, interpretacją, stres jest większy. Pojawią się też pragnienie korekty – choć jak sam Krauze przyznał, warto oddać pole do działania dla tych właśnie osób, które często – paradoksalnie – lepiej wiedzą, co kompozytor chciał przekazać i w jaki sposób.

Te właśnie wzajemne zależności między autorem a wykonawcą, odtwórcą muzyki stały się inspiracją do ciekawych wyznań. Marek Moś wspominał o kompozytorze tak przywiązanym do swojej wizji muzyki, że udało mu się przeforsować zwolnienie tempa, co w efekcie okazało się nietrafnym posunięciem, do czego ów autor przyznał się po publicznej prezentacji tych zmian…

Zygmunt Krauze przywołał opinię swego nauczyciela, profesora Tadeusza Szeligowskiego, który uważał, że kompozytor musi też wykonywać muzykę, gdyż to mobilizuje go do intensywniejszego odczuwania, zmienia też świadomość kompozycji. Dlatego też gość chętnie prezentował się i w roli pianisty. W trakcie wykonywania kompozycji „Refren” inspirowanej „Boską komedią” Dantego w finale utworu miało miejsce niecodzienne zdarzenie – rozbrzmiał telefon mistrza, który stwierdził, że jego oryginalny dźwięk ciekawie wpasował się w muzykę. A sam fakt stał się pretekstem do rozmowy na temat stosunku kompozytora do muzyki elektronicznej. Jak się okazało, stara się jej unikać, choć był konsultantem we francuskiej instytucji zajmującej się tego typu dźwiękami. Według niego pomysły kompozytora giną pod technologicznymi możliwościami. Z kolei Marek Moś zwrócił uwagę na odhumanizowanie, sztuczność takiej muzyki – i jej zawodność, przywołując anegdotę o koncercie transmitowanym przez Polskie Radio, gdy to w decydującym momencie zawiódł… laptop.

Choć elektronika nie przemawia do kompozytora, to bardzo ceni inną współczesną tendencję – eksperymenty. Zresztą jak stwierdził, każda wartościowa muzyka na eksperymentowaniu się opiera. Zrobić coś nowego, coś, czego jeszcze nie było, iść o krok dalej – to klucz do zapisania się na stałe na kartach dziejów muzyki.

Inspiracją dla gościa środowego wieczoru bywa literatura, ale i malarstwo. W młodości zafascynował się twórczością Włodzimierza Strzemińskiego – zarówno malarstwem, jak i filozoficzną jego koncepcją, czyli unizmem. Ideę tę przeniósł Krauze na grunt muzyki, a jej takim skondensowanym sednem jest to, by dążyć do unikania kontrastów, do homogeniczności.

Kompozytor zdradził także swoje muzyczne fascynacje. Okazało się, że dzieli je z Witoldem Lutosławskim, a temat ten pojawił się podczas ostatniej ich rozmowy. Gdy Krauze wyjawił, że inspirują go Haydn, Chopin i Brahms, Lutosławski skomentował: „Ale mi zajechałeś drogę”. Zygmunt Krauze wspomniał także swoich nauczyciel, mistrzów – profesora Tadeusza Szeligowskiego, Kazimierza Sikorskiego oraz Nadię Boulage, spotkania z którą stały się dla niego otwarciem na świat, poszerzeniem horyzontów, wielką inspiracją i okazją do zdobycia mnóstwa cennych doświadczeń.

Zebranych zaciekawiła także historia kamieni używanych przez Krauzego do uzyskania niecodziennych efektów brzmieniowych. Kompozytor opowiedział, jak to w zasadzie przypadkiem, jeszcze podczas nagrań z Warsztatem Muzycznym, położył na strunach fortepianu kamień, który wprawiony w drgania zaczął wydawać dźwięki, grać tremolanda. To zdarzenie miało w 1972 roku, Krauze skomponował kilka utworów wykorzystując te nietypowe brzmienia, a kamienie – trzy ulubione – z Egiptu, Nevady i Tatr – do tej pory podróżują z wirtuozem po świecie, by cieszyć uszy i zaskakiwać słuchaczy.

Wśród zaprezentowanych tego wieczora utworów zebrani usłyszeli jeszcze „Chanson du mal aime” (kompozycję inspirowaną wierszem Apollinaire) oraz „Nightmare Tango”. Kompozytor przywołał także okoliczności powstania utworu „Emille Bell”, który usłyszeć będzie można w sobotę, 4 sierpnia, podczas wieczornego koncertu w Suwalskim Ośrodku Kultury (godz. 20.00, Sala im. Andrzeja Wajdy).

Dodaj komentarz