Ciężko być gwiazdą popu…

Ciężko być gwiazdą popu... Niebywałe Suwałki 20

… ale trudniej gwiazdą rocka – żartują członkowie zespołów, które można było usłyszeć w sobotę – 14 kwietnia w Suwałkach. Ciężkie brzmienie przegrywa z disco polo i muzyką popkultury, choć wciąż ma swoją publiczność. Fanów tego gatunki muzyki przyciągnęły na ostatni koncert lokalne grupy „Bifrost i „In the Arms of Perdition” oraz krakowskie zespoły „Dealer” i „Blood Dries First”.

Lokalnych muzyków raczej przedstawiać nie trzeba, choć warto wspomnieć, że zespół „In the Arms of Perdition”, w którym udzielają się między innymi Dawid Osyda i Dawid Skreczko, był ostatnio w trasie koncertowej. Członkowie grupy byli zaskoczeni publicznością w Katowicach. Jak twierdzą – jest tam najlepsza scena w Polsce. Na koncercie bawiło się ponad 200 osób. W Suwałkach zespół także ma swoją publiczność. – Nie jest to tyle osób, co na dyskotekach, ale wszystko idzie w dobrym kierunku – twierdzą pół żartem, pół serio muzycy.

Ze względów organizacyjnych i czasowych na scenie nie wystąpiły wszystkie zapowiedziane wcześniej grupy (program: http://www.niebywalesuwalki.pl/9933/). Sobotni wieczór ciężkiego grania rozpoczął się od występu grupy „Bifrost”, która nazwę swoją zaczerpnęła z mitologii skandynawskiej – Bifrost jest nazwą mostu łączącego Asgard (siedzibę Bogów) z Midgardem (ziemią). Stali bywalcy koncertów na pewno pamiętają, że swojego czasu grupa supportowała „Closterkeller”. 

Krakowskie brzmienia reprezentowały zespoły, które w Suwałkach pojawiły się w ramach trasy koncertowej „Heavy Impact Tour”. Ostatni koncert – właśnie nad Czarną Hańczą – muzycy wspominają bardzo ciepło. Wojtek Stożek, gitarzysta z „Dealera” był pozytywnie zaskoczony „bandą dzieciaków pod sceną”. Do podziękowań dla publiczności przyłącza się także Jarek Gałkiewicz, gitarzysta „Blood Dries First”. Muzyk jest suwalczaninem z pochodzenia. Jak się okazuje, zajmuje go nie tylko „BDF”. Ostatnio podjął się realizacji projektu „Płyta w tydzień”. Gitarzysta udowodnił, że samodzielnie – w ciągu siedmiu dni – można przygotować niezły materiał. – Chciałem zareklamować siebie i udowodnić, że jestem płodnym muzykiem. Reakcje na nagranie są różne – płyta jednym się podoba, innym nie. Potraktowałem to przede wszystkim jako dobry sprawdzian dla samego siebie – dodaje. Więcej o projekcie już niebawem w wywiadzie z J. Gałkiewiczem, który pojawi się na stronie „Niebywałych Suwałk”. 

Uwaga, uwaga! Mamy też pokoncertowe niespodzianki. Zespoły „Dealer” i „Blood Dries First” przekazały do naszego konkursu płyty z autografami i koszulki. Szczęśliwym posiadaczem upominków można zostać w prosty sposób. Wystarczy polubić stronę „Niebywałych Suwałk” na Facebooku i wysłać do nas maila (niebywalesuwalki@gmail.com) z krótką recenzją koncertu w MDK-u. Nagrody otrzymają autorzy najciekawszych tekstów.

Fot. NS i DubRAT

1 KOMENTARZ

  1. […] Pewien muzyk zespołu metalowego zamarzył sobie, że nagra płytę w ciągu siedmiu dni. Chwycił najpierw za gitarę, gitarę zamienił później na perkusję, a wszystko nagrał i poddał obróbce. Efekty swojej pracy zamieścił w sieci.Jarek Gałkiewicz znany jest szerszej publiczności jako członek grupy „Blood Dries First”, która gościła niedawno na koncercie zorganizowanym przez Suwalskie Ucho Muzyczne. Zespołowi z Krakowa towarzyszył w trasie koncertowej „Heavy Impact Tour” inny band – „Dealer”. Relację z koncertu można znaleźć na naszej stronie: http://www.niebywalesuwalki.pl/10353/ […]

Dodaj komentarz