Biogazownia: nie było mediatora, nie ma porozumienia, są nowe pomysły

Biogazownia: nie było mediatora, nie ma porozumienia, są nowe pomysły Niebywałe Suwałki 1

Mieszkańcy wsi Wychodne i Przebród kolejny raz spotkali się, by porozmawiać z inwestorem na temat jego kontrowersyjnego pomysłu. Rok protestów przeciwko budowie biogazowni w środku wsi nie zmienił stanowiska żadnej ze stron. Teraz ludzie proszą, by inwestor rozważył inną inwestycję na tym terenie.

Wójt Tadeusz Chołko zapowiedział, że w rozmowach weźmie udział mediator, dzięki któremu być może uda się wypracować wspólne stanowisko. Jak się okazało – żaden z mediatorów nie wyraził zgody, by stanąć pośrodku konfliktu między mieszkańcami a Markiem Dyczewskim, właścicielem hodowli trzody chlewnej. Spotkanie zakończyło się po dwóch godzinach, bez osiągnięcia porozumienia. W szkole w Przebrodzie pojawił się nawet Leszek Dec, radny sejmiku województwa.

Spotkanie przypominało dotychczasowe rozmowy na temat biogazowni na granicy wsi Wychodne i Przebród. Marek Dyczewski zapewniał o tym, że pomysł jest dobry, mieszkańcy przedstawiali kontrargumenty. Ich zdaniem inwestor nie zaprezentował do tej pory żadnych faktów poświadczających korzyści płynące z budowy biogazowni pośrodku wsi. Ludzie uważają, że nadzieje, że biogazownia nie będzie przypominać tej z Liszkowa, to za mało, by zgodzić się na taką inwestycję. Halina Lutyńska ze Stowarzyszenia „Suwalszczyzna bez zagrożeń” pytała, czy na 550 ha należących do Marka Dyczewskiego naprawdę nie może znaleźć on innego miejsca, by postawić budowlę.

Halina Lutyńska i Beata Kisłowska, które aktywnie zaangażowały się w walkę przeciwko biogazowni nieopodal Suwałk, przez cały rok zdobywały wiedzę na temat inwestycji, rozwiązań zastosowanych w innych krajach, a także zagrożeń, które mogą wystąpić w związku z działalnością biogazowni. Korzystały nawet z pomocy prawników i rozmawiały z ludźmi z innych części Polski, którzy znają temat biogazowni. Mieszkańcy, którzy założyli organizację, by zostać stroną postępowania i na bieżąco monitorować sprawę inwestycji, doszukali się informacji, że biogazownia o mocy 0,5 MW, którą planuje Marek Dyczewski nie jest biogazownią rolniczą a przemysłową. Dodatkowe wątpliwości wzbudza u nich plan zlikwidowania chlewni w 2020 roku. – Co w takim razie będzie wsadem? – pytali Halina Lutyńska i radny Leszek Dec.

Antoni Kisłowski sądzi, że w Przebrodzie – nawet jeśli nie powtórzy się sytuacja z biogazownią w Liszkowie – odór będzie podobny do tego spod Suwałk. – Przecież w Suwałkach, przy oczyszczalni ścieków funkcjonuje biogazownia o mocy 350 kW. Oficjalnie wsadem jest to, co płynie w kanalizacji i krew z zakładów drobiarskich, a nieoficjalnie? Niby dlaczego tak tam śmierdzi? – mówił podczas spotkania Kisłowski.

Zdaniem mieszkańców dokumenty złożone przez inwestora zawierają wiele nieścisłości. Do raportu mają liczne uwagi, nie wspominając już o nieaktualnych mapach z 1998 roku, które inwestor dołączył do wniosku. Ludzie nie rozumieją, po co Markowi Dyczewskiego biogazownia w Czerwonce i druga – w Wychodnem. W pewnym momencie spotkania mieszkańcy proponowali nawet, by inwestor zastanowił się na innym wykorzystaniem swoich nieruchomości, np. zainstalowaniem na nich solarów. Po raz kolejny pojawiły się też głosy, by biogazownię ulokować w Suwalskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Beata Kisłowska w imieniu mieszkańców prosiła Marka Dyczewskiego, by jeszcze raz przemyślał to, co chce zrobić.

Leszek Dec, radny sejmiku nie rozumie, dlaczego inwestor upiera się przy biogazowni, skoro wszyscy mieszkańcy są przeciwni temu pomysłowi. Dec apelował do Marka Dyczewskiego, by ten wziął pod uwagę najważniejszy aspekt – społeczny. Radny przypomniał, że ogromny sprzeciw mieszkańców wywołał również pomysł budowy biogazowni w Kruszkach. Wówczas sejmik województwa podlaskiego zajął stanowisko w tej sprawie i udzielił poparcia ludności zamieszkującej tamten teren. Nie jest wykluczone, że o takie stanowisko poproszą także mieszkańcy Wychodnego i Przebrodu.

Mieszkańcy nie chcą biogazowni w środku wsi. Niektórzy zapowiadają, że jeśli trzeba będzie, sprawę skierują do Strasburga. Zaczną od pozwów zbiorowych, w których domagać się będą wypłacenia odszkodowania równego obniżeniu wartości ich nieruchomości. Mieszkańcy twierdzą, że ich domy i działki już straciły na wartości. Kiedy powstanie biogazownia, nieruchomości już nikt nie kupi, a oni będą skazani na życie w sąsiedztwie niechcianej inwestycji.

Fot. Niebywałe Suwałki

Dodaj komentarz