Obronisz mnie, wrogu? – Takatuka bez cenzury

Obronisz mnie, wrogu? - Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

Ostatnie tygodnie zdają się być nieco podejrzane. Sezon ogórkowy mamy już pełni, chociaż czternaście stopni na urlopie, choć w walizce zagniatają się krótkie gacie, a jedyne z nogawicami zaczynają już przyrastać do tyłka. Jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach. Dzisiejszy przegląd prasy znów zwrócił moją jakże rozproszoną uwagę.

Dramat za oceanem, premiera kinowa z wielkim hukiem, hukiem kul i ludzką tragedią. Wieczorny komentarz na jednym z serwisów, gdzie kolega po fachu (autora spornych słów) prawi: zejdźcie z komentatora… I znów kolejna akcja – ważne wydarzenie, skoro TVN24 nieustannie update’uje swoich widzów, to na pewno jest ważne, a jakże. W jednym z amerykańskich kin, ktoś strzela do widzów, giną ludzie. Wizualizacja kadrów z kina, to dzieje się naprawdę. Komentarz publicystyczny wywołuje burzę, kolejny raz każdy czuje się niewiarygodnie mocno związany z ofiarami. Wyświechtane sformułowania o stygnięciu ciał, dusz. Wyćwiczone podczas wszystkich ostatnich tragedii, politycznych, społecznych i sportowych. No więc jedni krzyczą, grzmią i oburzają się. Zaraz zaraz… czy to nadciąga fala publicystów, zaocznych, wieczorowych i tych dziennych? Tak, z odsieczą na plotkarskich, branżowych i publicznych forach, bronią się zaciekle. Przecież to publicystyka, przecież to on – NASZ. Nagle powaga każdego nazwiska, literatury ambitnej, wybitnej, srogiej. Bardzo szybko miele się w kombajnie buraczano-kukurydzianych przyśpiewek.  Te same wyświechtane – wolność słowa (to już chyba nigdy nie będzie prawidłowo rozumiane – ani przez dziennikarzy, ani przez czytelników, ani legislację), komentarz odautorski, interpretacja. On chciał, ale nie wiedział, on tak tylko zagrał, zaśpiewał, aż ostrogi zadzwoniły. Te same gardła, te same mięśnie wykrzykują tę samą bzdurną argumentację. Kolejna po niedawnej, przedwakacyjnej aferze z południowo-wschodnimi sąsiadami, a raczej sąsiadkami. Podszyta bieliźniano-erotyczną konwencją debata podpala i puszcza wolno dziennikarzy. Niechaj płoną, któryś na pewno ucieknie, a nuż ktoś koktajl Mołotowa podrzuci. Kraj i społeczne głosy pogrążyły się w jakże opasłym dyskursie moralnym. Każdy przedstawiciel, obrońca czy antagonista wiódł za sobą cały wóz kibiców, zwolenników, a może i cichych wielbicieli. Jakby tego było mało, wiadomości i serwisy internetowe zupełnie zapomniały już o sprawach bieżących. Portale społecznościowe prześcigały się we wrzutkach, wyrzutkach, komentarzach liczbie pozyskanych i odrzuconych. Frekwencja wyborcza z wypiekami na twarzy przyglądała się społecznemu zaangażowaniu w ład i porządek naszego kochanego kraju. Potem był tylko pąs wstydu. Nic to, może to już znak, ze następnym razem będzie tylko lepiej.

Dziś piątek. Większość z nas pości. Albo udaje, że pości. Pości i postuje, w domu czuć śledzikiem, a może paprykarzem z polskiego morza. Czuć też nienawiścią, zabobonem, zaściankiem i naftaliną. Te wszystkie nasze zrywy narodowościowe, szczególnie jak się innym krzywda dzieje, mizernie wypadają. Okazja do dokopania przeciwnikom politycznym, inności społecznej, wydaje się być bliższa niż opalenizna nad sadzawką.

Więcej: http://takatuka.blog.pl/2012/07/20/obronisz-mnie-wrogu/

Rys. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz