Cierpliwość wydaje się nam niczym. A jednak, cóż to za wydatek energii! – Takatuka bez cenzury

Cierpliwość wydaje się nam niczym. A jednak, cóż to za wydatek energii! - Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

Poniedziałek jest chyba dla nas wszystkich jednym wielkim sprawdzianem cierpliwości. Jej aktualnej kondycji, tolerancji na otaczająca rzeczywistość. Odkąd sięgnę pamięcią, niedziela i poniedziałek były takimi niesfornymi dniami, które niosły dwa przeciwstawne ładunki.

Cierpliwość wydaje się  nam niczym. A jednak, cóż to za wydatek energii!

Voltaire

 Autor: Artur Sawicki, http://takatuka.blog.pl/

Niedzielę pamiętam jako dzień porannego odgłosu tłuczenia kotletów schabowych u wszystkich sąsiadów, Teleranka, transmisji mszy świętych, południowych westernów, leżenia kanapach, leniuchowania. Lekcje jakimś sposobem odrabiało się w piątek, żeby cały weekend mieć wolny. Taki model starano się przynajmniej w domu zaszczepić. A wtedy wszystko toczyło się wolno, ludzkość wspólnie świętowała, bez względu na obrządek, wyznanie, oglądany program w telewizorze. Niedziela była dniem niebytu, niemyślenia, niepracowania. Sklepy ustawowo były zamknięte. W poniedziałek rano można było naciąć się na piątkowe pieczywo. Więc nawet niedzielna wściekłość na braki w zaopatrzeniu miała wolne. Zdaje się, że dyżury monopole pełniły na zmianę z aptekami. Podobna użyteczność społeczna i niemal jednakowy asortyment. Trzeba było myśleć proaktywnie, najróżniejsze firmy teraz tym się snobują, a myśmy przez dziesięciolecia tak żyli. Niedziela niewiele różni się od każdego innego dnia w tygodniu, tylko komunikacja rzadziej kursuje, jak niedawno skwitowała ów dzień, koleżanka Ewa.

Tygodniowe zajęcia z cierpliwości dostajemy od poniedziałku regularnie, bo o ile spędziliśmy właśnie bardzo udany weekend, nie przytrafiły się nam gigantyczne korki, awaria windy w wieżowcu ani nie zatruliśmy się piątkowym kebabem, poniedziałek jest tym obuchem, który każe nam powtórnie wejść w role, z których wraz z piątkiem ledwo zdołaliśmy ochłonąć. Wieziemy zatem całą przyjemność weekendu, poniedziałkowe niedospanie. Poranny mróz, wszystkie nieszczęścia świata w tym dniu na pewno spadną na nas. Wściekłość mieszamy ze zrozumieniem, bo przecież to do cholery, nie pierwszy poniedziałek w naszym życiu. Mistrz Bareja pokazał już nam naszych praojców poniedziałkowych niepowodzeń. Nowocześni napisaliby, że poniedziałkowe hejterstwo jest spoko. Guzik z pętelką. Do południa miałem przed oczami wczorajsze niedzielne zamiary rodzinnego obiadu poza domem. Oprócz stolika w przejściu, gdzie podczas konsumpcji szczawiowej z jajem, obejrzeliśmy sobie ze 3 tuziny czyichś dup, które wraz z kurtkami torbami i reklamówkami przepychały się nad naszymi miseczkami. Ciepła zupa z dodatkiem dwustu pytań na sekundę. Cierpliwość w kolejce, szybciej, głodni jesteśmy. Szybciej, niech już zabiorę dupsko z mojej szczawiowej. Zagospodarowanie przestrzenne architekt zdał chyba na osiemnastej poprawce. Każda łyżka szczawiowej bohaterki miała również szczyptę zdrowego rozsądku. Przecież jest niedziela. Wszyscy ją mamy, no może poza paniami, które szczawiową na zmianę z fasolową nalały kilkaset razy i  tyleż samo mówiły, że czegoś tam nie ma. I jeśli zdjęcie i opis dania są wyciemnione, to znaczy że aktualnie wyszły. Mówią to codziennie, kilkuset osobom. Zastanawiałem się,czy te panie są dobierane pod względem cierpliwości, czy to naturalna cecha ludzi.

Cierpliwości na pewno uczą dzieci. Bo dzieci skarbem największym są. O tym wszyscy, zasadniczo, wiedzą. I jeśli jakiekolwiek wątpliwości nasuwają się, czy ku prawdzie kroczymy, czy nie, niech odpowie w ciągu dnia na dwieście do pięciuset pytań, dojedzie do domu, unikając kilku stłuczek, przespaceruje się, przyniesie dwie tony zakupów, zastanowi się, czy na pewno trafił do właściwego mieszkania, czy na pewno kupił kończący się papier toaletowy, mleko do kawy i kawę. A kiedy w kapciach zaparzy już kawę, uprzątnie ostatnie siatki, spojrzy do cukierniczki i uświadomi, że cukru nie ma i nie było, na liście zakupów. Kawa bez cukru, nie szkodzi. Szkodzi i tak, czyli w ogólnym rozrachunku, mniej.

Nie powinno zatem dziwić, kiedy wieczorem książka z łoskotem spadnie na ziemię, zalegniemy na kanapie, choć cierpliwie czekamy na sen. Znosimy jednak i dzień przed poniedziałkiem i poniedziałek sam w sobie. Energia skumulowana z weekendu, nieraz w większości zutylizowana przez poniedziałek, dobrze się kamufluje w zakamarkach mózgu. Pojutrze będzie środa, a pewne lokalne powiedzenie głosi: Środa minie, tydzień zginie !

Rys. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz