Sąsiedzie, a co wy tam trzymacie? – Takatuka bez cenzury

Sąsiedzie, a co wy tam trzymacie? - Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

Znów kręcimy się, niczym rozpędzona dziecięca zabawka wokół tematu świąt. Opatrzyły się nam już przysypane jesiennym opadem Mikołaje i choinki. W Bratysławie rozpoczął się świąteczny kiermasz.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Przyzwyczajeni do sklepowych wysepek z bombkami i ozdobami choinkowymi cały czas kręcimy się bez celu. Zauważamy, że coraz częściej brakuje na półkach cynamonu czy przyprawy do pierników. Sytuacja jak co roku, co roku również odnotowujemy dzień, w którym, no właśnie – albo z radia zabrzmi ‘Last Christmas’, albo będziemy mogli kupić sobie karpia!

Symbol polskiej tradycji świątecznej, danie honorowe, królewskie jak sama nazwa wskazuje, zmieści się na każdym, nawet najskromniejszym wigilijnym stole. Pojawiło się już w masowej sprzedaży, w zaledwie dwa tygodnie po zmasowanym ataku dekoracji świątecznych. Zapewne jechały w innym transporcie z Centrum Upiększania Świata na Święta. Zdaje się, że skrzat był słabo przeszkolony albo firma zatrudniająca go dla Mikołaja zaproponowała mu śmieciową umowę. Ten w odwecie wysłał karpie miesiąc przed świętami, bo do Polski daleko, bo im autostrady nie wyszły, a jeszcze się zgubi po drodze. Przyjechały, jak to klasycznie ryby, bez głosu sprzeciwu, żeby w piękny listopadowy poranek charakterystyczną sylabą om przywitać pierwszych klientów.

No i jakże nie pomyśleć o świątecznym stole, kiedy po prawej choineczka błyska ekspozycją, po lewek wesoluchno bulgocze maszyna w basenie pełnym karpi. W szale przedświątecznych zakupów każdy może dokupić karpia, a to w celu uzyskania dodatkowego rabatu na koszyk zakupów, a to w ramach rekompensaty dla uprzejmego sprzedawcy. Zabieramy więc rybę na bezrybie, bo w zamrażarce jedynie okruchy po paluszkach rybnych gubią się w szale mrożonych folii. Przynosimy do domu i zaczyna się kłopot. W radiu mówią o zbliżających się Andrzejkach, wróżbach na przyszły rok, a my będziemy zaczynali to wszystko od morderstwa, dekapitacji nie wysłuchawszy skazańca? Błędne założenie, wystarczy trochę czerstwego chleba, wanna dość szybko wypełnia się zimną wodą. Niech popływa, tak świątecznie tak fajnie. No i tuż przed Andrzejkowym wieczorem albo urodzinami mamy, dodatkowego członka rodziny. Na czas określony jedynie, na kontrakt, który zakończy się konsumpcją. Nie wiemy nawet czy mu się ta kulturowa rola podoba.

Trochę się chlapie, trochę można popatrzeć. Kłopot zaczyna się wraz z pierwszym wieczorem. Gdzie się umyć, druga łazienka w bloku dostępna jednie u sąsiada. Pozostało nam jeszcze wspomnienie dawnych czasów, miednica i komitet kolejkowy. Teraz mordujemy, żeby potem zmyć z siebie codzienne nieczystości i piętno mordercy czy udać niespodziewaną awarię, w klapkach, z kosmetyczką oraz ręcznikiem odwiedzić sąsiada i zażyć kąpieli. Sąsiad, jak sąsiad, dociekać zaczyna, a remont może, a skąd płytki, a jaka armatura? Wanna to już przeżytek, wielofunkcyjna kabina prysznicowa z sauną to jest top hit. Pokaże nam wszystkie gazetki reklamowe z promocjami na dekory, kleje i silikony. My, stojąc w drzwiach do zawieszonej praniem łazienki, będziemy knuli nieprawdopodobną historię, zażartujemy nawet, że zaprosimy go do nowej łazienki na kąpiel. Zamykamy drzwi i wiemy, że to mieszkanie mamy spalone. Nigdy więcej, spaliło się, choć było mnóstwo wody. Uciekamy się zatem do sprawdzonych metod, najbliższa rodzina, zaufani przyjaciele, którym wyjawimy moralne rozterki przed rybobójstwem.

Przez miesiąc, z poświęceniem godnym największych filantropów, będziemy odwiedzali z kompletem kąpielowym zaprzyjaźnione łazienki, żeby w naszej rozgrzewał mięśnie do wigilii karp. Z czasem możemy nadać mu imię, choć to z pewnością nie ułatwi późniejszej egzekucji. Karp będzie pływał, my będziemy dolewali wodę, żeby była wciąż chłodna, poczytamy w Internecie, czy da się hodować karpia w warunkach domowych oraz jak  zmieścić kabinę prysznicową w łazience z wanną o łącznej powierzchni czterech koma trzydzieści metra kwadratowego.

Sąsiedzi, na nich zawsze można liczyć, po kilku dniach spytają, co się tam u nas dzieje, bo śpiewanie słychać kolęd z łazienki, jakieś dziwne pluskanie i czy na pewno nie zarzuciliśmy codziennej toalety, bo wody nie puszczamy prawie wcale. Z rumieńcem odpowiemy, że to tylko karp, bo festiwal kłamstw nie może trwać wiecznie. Dzień przed Wigilią, wypuścimy go ukradkiem do stawu hodowlanego za miastem, kupimy filety, jakiś karp na Wigilii być musi. Na święta wybaczają. Relaksująca kąpiel o lekkim aromacie mułu idealnie wprowadzi nas w atmosferę Wigilii. Wesołych!

Fot. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz