Zwykłe rzeczy, nasze gadżety – Takatuka bez cenzury

Zwykłe rzeczy, nasze gadżety - Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

Nasze życie permanentnie próbuje być uzupełniane albo ulepszane za pomocą coraz to bardziej zmyślnych gadżetów. Swoją drogą, próbowaliście kiedyś wziąć do łóżka piętnastokilogramową maszynę do pisania marki Łucznik, położyć sobie na brzuchu zamiast laptopa i napisać choćby krótki tekst?

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

I tak oto mierząc się z kolejnym dniem przykrego wirusa, który z głowy robi gorącą wieżę dzwonniczą, a z gardła kłębowisko cierni, żyletek i wyłącznie zardzewiałych gwoździ, usadowiłem się na kanapie i dzięki szczwanej podstawce ze szwedzkiej sieciówki, laptop wygodnie spoczął na kolanach.

Czy w dzisiejszych czasach istnieje jeszcze pojęcie gadżeciarstwa? Czy producenci wszelkiego rodzaju dóbr, prześcignęli już własny ogon w ulepszaniu naszego codziennego funkcjonowania. Tak czy inaczej wciąż starają się nas przekonać, że życie bez tego czy tamtego nie jest już takie fajne ani proste. A może granica między tym, co weszło już do kanonu przedmiotów codziennego użytku, a tych z grupy ekstra zwyczajnie zniknęła. Choć jak popatrzymy na użycie mydła czy pasty do zębów przez użytkowników komunikacji miejskiej, nie u wszystkich te listy zawierają te same grupy produktów.

Dziesięć czy piętnaście lat temu, co zasadniczo nie jest jakąś okrutną zaprzeszłością, wszak kredyty na nasze mieszkania dźwignęliśmy na trzydzieści lat naprzód, gadżeciarstwem mógł być motorower w blokowej piwnicy, walkman, odtwarzacz CD w domowej wieży stereo czy kolekcja muzycznych gazet regularnie kupowanych w sieci RUCH. Dziś użytkownicy najnowszych rozwiązań, no właśnie, ofiary technik marketingowych, czy zwolennicy easy life, potrafią podać nam o każdej porze dnia i nocy wyrecytować ze trzysta korzyści wynikających z posiadania tabletu, smartfona, powerbooka czy innych przedmiotów, już dziś, pierwszej dla nich potrzeby.

Zgodzicie się ze mną lub nie, ale komórki przynajmniej w moim odczuciu, stały się jako pierwsze, symbolem gadżetu. Noszone przy paskach w przezroczystych pokrowcach, na smyczach, zajmujące dużo miejsca w torebkach, ustąpiły miejsca mikrusom, żeby te znów zostały wyparte przez prawie pięciocalowe ekrany smartfonów. Te też zajmują dużo miejsca, ale dziś to już nie gabaryt, a ich możliwości. Potem komputery i Internet, a może przed komórkami, nigdy nie byłem z tym na bieżąco, zatem musicie wybaczyć mi chronologię, a raczej jej brak, a zwrócić uwagę na spostrzeżenia natury ogólnej. Internet w kawiarenkach, z początku ekskluzywny, siedemnastocalowe kineskopowe monitory wyświetlały niezliczone okienka czatów, dobierały ludzi w pary, łączyły i dzieliły.

Modemy powoli podrzucały kilobity wątłymi kabelkami telefonicznymi do pokojów, gdzie ukradkiem wyznawane pierwsze miłości na mIRC-u, skutecznie blokowały przychodzącą rozmowę z ciotką Halinką. Cokolwiek kłopotliwe.

Dziś Internet jest w komórkach, chciałoby się zapytać, po co. A po to, by w najmniej oczekiwanym miejscu, podczas sporu natury życia i śmierci, sprawdzić czyjś rocznik urodzenia na Wikipedii, „wydumdać”, czy „wylalać” ulubiony utwór i potem wyszukać dla potwierdzenia na Youtube albo wreszcie w oczekiwaniu na swoją kolejkę u internisty odpisać zaległe maile zamiast przysłuchiwać się opowieściom z trzustki i macicy. Właściwie co sezon dostajemy od rynku coś nowego, namiastkę lepszości, indywidualności, przynależności do grona szczęśliwców.

Widziałem niedawno reklamę smartfona, którym można płacić w sklepie za zakupy, nieprawdopodobne doświadczenie. Cała nasza prywatność zamknięta w niewielkim plastikowym pudełeczku, z kolorowym wyświetlaczem, jeszcze dozbrojona naszą sakiewką. Zgubimy albo nam to ukradną, to zginie nam i notesik z adresami, i aparat do dzwonienia, ulubione fotografie i na dodatek ktoś może zaopiekować się naszą sakiewką. Ufam, że broni jej równie zaawansowany zero-jedynkowy strażnik.

 Wszystko jest dla ludzi, naturalnie, nie obstaję tutaj za ogarkiem na nielakierowanym stoliku i suszących się onucach nad paleniskiem w kuchni. Porciętami przed kostki i fryzurą spod kuchennej miski na pewno nie odpędzimy dwudziestego pierwszego wieku. Zaskoczyło mnie tylko, jak bardzo zmieniło się podejście do tych spraw. Znacznie łatwiej idzie nam przyswajanie wszelkiego nowoczesnego, choć coraz bardziej modne stają się i płyty winylowe, i kasety magnetofonowe, samochody bez klimatyzacji. Kto wie, może powrócimy do czasów, kiedy będziemy kolegi szukali tydzień lub dwa, bo w domu nie zastaliśmy, a komórki nie używa, a profil na „fejsie” zaszedł pajęczyną. Będziemy jednak bogatsi o doświadczenia.

Rys. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz