Reklama

Jak zapalić „Światło dla Himalajów”? Wywiad z Anną Chmielewską

Data:

- Reklama -

Anna Chmielewska to suwalczanka, która mimo przeciwności losu pomaga mieszkańcom Nepalu. W centrum Suwałki Plaza zorganizowała aukcję z udziałem Hanny Śleszyńskiej, by zebrać pieniądze na doprowadzenie wody do górskiej wsi. Jakie ma plany i jak z perspektywy czasu ocenia swoje dokonania?

Z Anną Chmielewską rozmawiała Iwona Danilewicz.

Do Nepalu po raz pierwszy pojechałaś na trekking. Jak to się stało, że zaczęłaś pomagać mieszkańcom tego kraju?

Anna Chmielewska: Tak, wyjechałam odpocząć. Zaliczyliśmy oczywiście z kolegą trekking, jednym z popularnych szlaków. Jemu Nepal nie przypadł do gustu. Ja wróciłam w następnym roku, ale tym razem celem nie był trek – nie mam zbyt dobrej kondycji. Po ostatnim wyjeździe czułam niedosyt, byłam ciekawa Nepalu, ale tego prawdziwego. Chciałam ominąć popularne szlaki, by zobaczyć jak naprawdę żyją ludzie w górach.

Moją uwagę od razu zwróciła bieda panująca w górskich wsiach. Nepalczycy nie ukrywają warunków, w jakich żyją. Szlaki trekingowe zostały przetarte naście lat temu, więc w ich pobliżu zdążyły powstać bazy hotelowe, jeśli można te budynki tak nazwać. Tam gdzie nie ma turystów, czyli w rejonie, który odwiedziłam, bieda jest przerażająca.

Ponad 80 proc. Nepalu pokrywają góry, zaledwie 16 proc. jego powierzchni to użytki rolne. W kraju praktycznie nie ma przemysłu, jest jednak spora liczba organizacji pozarządowych z całego świata, które wspierają ludność. Co dzieje się z przekazywanymi środkami – widać tam efekty międzynarodowej pomocy?

A. Ch: Ogromne pieniądze dla Nepalu przekazują m.in. Niemcy, Japonia. Nie wiem, co dzieje się z tym pieniędzmi. Pewnie jak zwykle część zostaje w rękach pośredniczących ludzi i organizacji. Dlatego wychodzę z założenia, że zamiast pieniędzy lepiej przekazywać konkretną pomoc, a jeszcze lepiej angażować, na ile to możliwe, Nepalczyków do czynnego udziału. Nepalczycy przyzwyczaili się do pomocy płynącej z innych krajów. Z tego, co zauważyłam, w ich świadomości Europejczycy nie pracują, tylko zbierają pieniądze na ulicy. Może stąd brak szacunku do tego, co otrzymują z zewnątrz.

W Nepalu działa też kilka polskich organizacji, które przekazują Nepalczykom „wędki” – budują szkoły, piekarnie. Jak oceniasz takie przedsięwzięcia?

A. Ch: Piekarnia to świetny pomysł. Ludzie dzięki niej mogą zarobić pieniądze na sprzedaży produktów, inni mogą się też uczyć fachu. Nepalczycy sami z siebie nie rwą się do pracy, jednak niektórzy korzystają z możliwości poprawienia jakości życia.

Szkoły to osobny temat. Może dziwnie to zabrzmi, ale nie jestem przekonana do ich budowy w górach. Owszem, to szansa na edukację, jednak samo budowanie szkoły nic nie zmieni, jeśli nie będzie nauczycieli. A tych przeważnie nie ma. Jeśli już taka osoba się znajdzie, trzeba jej zapłacić. Tylko z czego?

Czy trudno jest namówić ludzi z Polski do współpracy, do wyjazdu w Himalaje?

A. Ch: Tak, nawet bardzo. Podczas ostatniej wyprawy towarzyszyła mi lekarka z mojej rodziny. Zazwyczaj za taką pomoc ludzie oczekują zapłaty, a ja nie oferuję pieniędzy. Przy wyjeździe do Nepalu trzeba uwzględnić fatalne warunki sanitarne, które tam panują. Niektórzy dopiero na miejscu zdają sobie sprawę z położenia, w którym się znaleźli i zaczynają się kłopoty.

Masz za sobą już kilka wyjazdów. Na pomoc czeka wciąż wiele osób. Czy nie nachodzą Cię czasem myśli, że Twoje działania w Nepalu przypominają trochę syzyfową pracę?

A. Ch: Skupiłam się na jednej okolicy, w której mieszkają ludzie Szerpa. Są szczerzy, otwarci, obcowanie z nimi sprawia mi przyjemność. Wychodzę z założenia, że dopiero systematyczne działanie przynosi efekty, dlatego realizuję swój plan krok po kroku.

Czy spotykasz się z zarzutami, że zamiast pomagać w Polsce, wyjeżdżasz do tak odległego kraju?

A. Ch: Słyszę to na każdym kroku. Uważam jednak, że skoro mogę pomóc Nepalczykom, to tak właśnie robię.

Hanna Śleszyńska, która przyjechała do Suwałk, by poprowadzić aukcję na rzecz Nepalu przyznała, że sama nie podjęłaby się takiego wyzwania.

A. Ch: [Śmiech] Hania bardzo dużo mi pomogła i w dalszym ciągu to robi, mimo że ma mnóstwo obowiązków – jest wszechstronną artystką.

Czy podobne akcje organizujesz również w innych miastach kraju?

A. Ch: Ta w Suwałkach była pierwszą tego typu inicjatywą. Po niej zorganizowałam następną, połączoną z pokazem slajdów, aukcją i kiermaszem mikołajkowym, podczas którego można było kupić pamiątki z Nepalu.

Do Nepalu przywozisz odzież i leki. Ostatnim razem, dzięki pieniądzom przekazanym między innymi przez mieszkańców Suwałk, doprowadziłaś wodę do wsi. Co dalej?

A. Ch: Końca nie widać. Chciałabym, żeby w kolejnych wsiach pojawiła się woda. W górach zostali głównie starsi ludzie. Młodzi wyjeżdżają do miast, chcą żyć inaczej. Oprócz kolejnego transportu odzieży i leków, chciałabym znów stworzyć możliwość przebadania tych ludzi. Zależy mi na zabraniu lekarza do Nepalu. W tym kraju świadomość dotycząca zdrowia jest znikoma. Leki kosztują grosze, a mimo to, gdy ktoś choruje, nie ma nawyku kupowania lekarstw, o wizycie u lekarza nie wspominając. Choroby często powodują powikłania, a tu już szaman nie pomoże.

Mam też zamiar przeprowadzić w Nepalu dwie akcje – jedną na temat planowania rodziny, drugą na temat czystości i higieny. To ogromny problem mieszkańców wsi w górach, w których bardzo często nie ma bieżącej wody.

Na stronie „Niebywałych Suwałk” można było przeczytać Twoje relacje z ostatnich działań w Nepalu [linki do artykułów można odnaleźć poniżej – red]. Odniosłam wrażenie, że Twoja organizacja – „Światło dla Himalajów” i inne, które działają w tym kraju, robią więcej dla mieszkańców niż państwo. Czym to jest spowodowane?

A. Ch: Jeden z Nepalczyków, z którym rozmawiałam, próbował wytłumaczyć mi, jak wygląda sytuacja polityczna w jego kraju. Zaczął od tego, że od zawsze trwają kłótnie w rządzie, jak nie przepychanki o większość w Parlamencie, to brak porozumienia w sprawie powstającej Konstytucji, a wszystkiemu towarzyszą ciągłe strajki. Państwo jest biedne, nie zapewnia absolutnie żadnej opieki medycznej czy pomocy socjalnej. W Nepalu jest ogromne rozwarstwienie, są bogaci ludzie i bardzo biedni. Około 40% ludności tego kraju żyje na granicy skrajnego ubóstwa. Ciągle niestety daje o sobie znać system kastowy. Myślę, że to wszystko po trosze składa się na trudną sytuację tego kraju. W Nepalu funkcjonują co prawda projekty rozwoju ogólnej infrastruktury, niestety środki na nie przeznaczane są niewielkie, a miejsc, do których należałoby dotrzeć, zbyt wiele. Góry też stanowią pewnego rodzaju utrudnienie.

Jak funkcjonuje wspomniany przez Ciebie system kastowy?

A. Ch: Najprościej mówiąc – ludzie z niższych kast nie mogą robić tego, co jest przeznaczone dla tych z wyższych kast, to znaczy np. wykonywać pewnych zawodów. Tak jak w Indiach. Nie mają więc praktycznie żadnych szans na poprawę jakości życia. Co ciekawe, oficjalnie tego problemu nie ma. Na wsiach, które odwiedzam, jest to jednak bardzo odczuwalne. Nie wspomnę już o sytuacji kobiet – to jeszcze trudniejszy temat. W czasie rozmowy głosem kobiety jest mężczyzna, to on odpowiada na pytania. Odbyłam kiedyś spotkanie z małżeństwem, podczas którego kobieta w ogóle się nie odezwała. Nie mogłam tego zrozumieć. Ale taka sytuacja występuje jedynie w hinduskiej społeczności. U buddystów, czyli ludzi Szerpa, sprawa ma się zupełnie inaczej. Tutaj jest większy szacunek i zrozumienie. Oni wiedzą, że wioska jest jak rodzina, każdemu potrzebującemu pomóc trzeba.

Co uznajesz za swój największy sukces?

A. Ch.: Chyba to, że zebrane pieniądze w całości udało mi się przekazać na pomoc Nepalczykom. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej. Wielką satysfakcją będzie dla mnie rozwój wsi i obserwowanie efektów wspólnej pracy, ponieważ w te wszystkie inicjatywy chcę włączyć mieszkańców, żeby poczuli odpowiedzialność za to, co otrzymali.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Fot. Anna Chmielewska, Nepal oraz aukcja na rzecz mieszkańców Nepalu – Niebywałe Suwałki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

„Jemioła & Szwed” – mistrzowski występ na wesoło

Lato kojarzymy z odpoczynkiem, relaksem – w ten nastrój...

Sylwestrowa noc z muzyką

W ostatni wieczór roku, Suwalski Ośrodek Kultury zaprasza w...

Młodzi tancerze obsypani nagrodami – Studio Tańca RADOŚĆ po występie w Grecji

  Ich występ oczarował jury i publiczność - tak należy...