Używać zgodnie z przeznaczeniem – Takatuka bez cenzury

Używać zgodnie z przeznaczeniem – Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

Ileż  to jeszcze razy grzmieć będą słowa strażników języka, co to posiniaczone od słowników ręce wreszcie wyswobodzą, podniosą w geście protestu, brudne od tuszu, zaciśnięte pięści. Podpalą opony, zabarykadują się w gimnazjum, albo dadzą komuś ważnemu po mordzie.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Wszystko w obronie języka ojców, dziadów, literatury pięknej i tej słabej, dziennikarstwa, publicystyki zapomnianej. Nie będzie popkultura pluła nam w słownik, ni dziatek nam nijaczyła… Podczas codziennej dyskusji o prawach wszelakich, które ustawiają świat zawsze dupą do nas, rozpatrywaliśmy z moim rozmówcą kategorie słów, nazwanych przez niego workami.

Mięsem armatnim na dziś jest kwartet: dokładnie, sympatyczny, pozytywnie i jakość. Słowa potrzebne jak Suwałki Ryśkowi Ochódzkiemu w Rozmowach kontrolowanych, ale w dobie pozornej tolerancji, pozwólmy im funkcjonować.

Dokładnie. Rozmówca najczęściej nie potrafi w jakikolwiek inny sposób przyklasnąć rzuconej na forum tezie, może odrobinę jej nie rozumie. Wtedy najbardziej wypada powiedzieć dokładnie. Dokładnie co? Dokładnie przystanąłem obok twojego zdania, bo dokładnie nie wiem, co chcesz powiedzieć. Prawdę powiedziawszy nie mam pojęcia, o czym prawisz człowiecze, ale zdaje się, że przekonująco, zatem, dokładnie. I ja, i moje, teraz prawdziwie już nasze. Dwóch nas stoi murem na stanowisku, ty i dokładnie zezując, ja. Dokładnych ludzi nie brakuje, choć rzeźbiarz czy rysownik już tylko poprawnie wykonają rysunki, precyzyjnie może, ale dokładnie? To już chyba nie dokładnie to określenie, a ołówek smutny, choć dokładnie naostrzony. Znaczenie chyba nie jest dla nikogo zagadką, ale czy w rozmowie potrafimy tak jednoznacznie i zdecydowanie zająć stanowisko? To tylko słowa, zawsze można się wycofać, obrócić kota ogonem, wykpić, wypisać. Dalej już nic nie będzie, bo dokładnie to się aż tak nie zgadzaliśmy, ot tak przycupnęliśmy z osądem. W najmłodszych już klasach, leciwa podówczas polonistka nas uczyła, żeby z gęby cholewy nie robić.

A co powiemy, kiedy poznajemy nową dziewczynę kumpla albo chłopaka przyjaciółki. Pierwsze zetknięcie pozwala nam stwierdzić, że partner wydaje się mieć aparycję przydrożnej budki z piwem, a zasób swojego słownika zmieściłby na bilecie ulgowym. Opowiada dowcipy sprzed kilkunastu lat, większość z nich natychmiast paląc i ma zwierzęcy śmiech. Miłość jest ślepa, a piękno prawie zawsze ukryte. Przecież nie powiemy najlepszemu kumplowi, że dziewczyna się nam nie podoba, czy przyjaciółce, że chłopak to nadaje się, ale do testów medycznych. Powiemy o jednym i drugim człowieku, że jest sympatyczny. Słowo ratujące z opresji, przecież przywołuje same pozytywne konotacje. Skoro sądzi się o kimś, że jest sympatyczny, to znaczy, że można iść z taką osoba do kina, na grzyby czy do cioci na przekładane wafle. Wraz z moim rozmówcą pokusiliśmy się o ustalenia, że człowiek sympatyczny jest nijaki, nieodgadniony, że opowiadane przez niego suchary mogą równie dobrze być wynikiem czerstwego poczucia humoru, jak i nerwowego zachowania w nowym towarzystwie. Ci, którzy mieli to szczęście doświadczyć praktyk pedagogicznych, kiedy w panice heurezy (a raczej szkolnej herezji) wśród klasy, poszukiwali czegokolwiek, co można by podciągnąć pod odpowiedź na pytanie, właściwą argumentację do postawionej hipotezy, napotykali na odpowiedź: bohater był sympatyczny, miły, ale również piesek był brązowy, sympatyczny, miły, przyjacielski. Już od najmłodszych lat dzieciaki potrafią sprytnie wybrnąć z sytuacji, a wstrzymane oddechy masowo zostają wypuszczone, kiedy Zosia z pierwszej ławki, tonem przewlekle chorych zatok wypowie się o sympatyczności bohatera. Nauczyciel jest kontent, bo przecież, nawet jeśli nie napisali, to na pewno bohater był sympatyczny. A nie był ?

Podobnie rzecz ma się z użyciem słowa pozytywny. Kiedyś, zdaje się prekursorem tych wszystkich związków frazeologicznych, były pozytywne wibracje, pozytywna energia? Wpiszcie sobie to w Google, zobaczycie jak bardzo pozytywne wibracje mogą być przydatne w naszym życiu. Od muzyczno-festiwalowych emocji, poprzez zespół weselny, rozwój osobisty, który może doprowadzić czytelnika do sprawozdania – inicjacji z wibratorem. Ludzie chcą chleba i igrzysk, voilà!

Pozytywne ocenianie szybko pączkowało w środowiskach młodzieżowym na inne dziedziny życia. Pozytywni ludzie to często ci, którzy nas nie znając, dali nam na piwo w czasie największej potrzeby. Muzyka na imprezie, której nie znaliśmy, była – pozytywna, dobra czy zła, nieważne. Bardziej pozytywne mogły się wtedy okazać promile, ale o muzyce wypowiadamy się wyłącznie dobrze. I wcale nie o tym miało być. Zdarzało mi się słyszeć opinie o wydarzeniu, spotkaniu, nieraz bardzo wyczekiwanym. Aż ciśnie się komentarz: Na spotkaniu było, no wiesz, pozytywnie, a prowadzący – bardzo sympatyczny. Odpowiedź nasuwa się sama: Byłeś/byłaś na pewno tam? Jeśli spotkanie pozwala wynieść nam dwa wyświechtane określenia, to może wcale nie było spełnieniem oczekiwań, a może magia i moc osłabiły odbiór.

Najważniejsze zatem wydaje się, że wszystkie słowa powinny nieść za sobą jakość. Stawiamy dziś na jakość. Jaką jakość, chciałoby się zapytać. Kto i na jakiej podstawie ustala zasady hierarchii? Jaki kolektyw, grupa, zarząd decyduje, która jakość jest na szczycie piramidy potrzeb, co bublem na dnie będzie, a luksusem na szczycie, najbliżej słońca? Produkty w reklamach są najwyższej jakości. Jakości czego? Wykonania, materiałów, wytrzymałości, stylistyki, czy może najwyższej jakości reklamy, handlowej dźwigni, która z powodzeniem regularnie przewraca systemy wartości. Przewartościowuje sacrum i profanum, wiochę i szpan (a może teraz raczej powinno się powiedzieć: passé i trendy?) wypada i nie przystoi, wciąż jednak z wyjątkową dbałością o jakość.

Może dożyjemy jeszcze czasów, kiedy naukowcy podniosą rumiane łokcie, wzniosą słowniki w tabletach, będą mieli dość sił, by krzyknąć: dość, basta! Wróćmy do odpowiedniego słów znaczenia, bo jak tu żyć? A i nasza komunikacja im prostsza i zdecydowana, tym bardziej zrozumiała. Nie bójmy się powiedzieć wprost, jeśli ktoś zapyta nas o zdanie, nazywajmy rzeczy po imieniu, a nie w workowatych, mdłych określeniach, które pozwalają tylko na chwilę przykucnąć pod parasolem bylejakości.

Fot. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz