Życie przewraca się tak, jak chce tego Murphy – Takatuka bez cenzury

Życie przewraca się tak, jak chce tego Murphy – Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

Ostatni poniedziałek nazwano ponoć najgorszym dniem roku. Każdy przeżył go inaczej, niektórzy obeszli blue monday w niedzielę, na własne życzenie, zdarza się i tak. Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Najbardziej depresyjny poniedziałek w roku powoli się kończy. Zastanawialiście się na pewno dlaczego w życiu jest tak, że jak w kuchni spada nam kanapka na podłogę, to na pewno wyląduje na tej posmarowanej stronie. Przeciwność losu, złośliwość rzeczy martwych, to wszystko czyha na nas, niczemu niewinne istoty. Najłatwiejsza droga jest zawsze zaminowana.

Te i inne hasła pozwalają nam tylko przytaknąć, że świat uwziął się na nas. W jednej chwili sprzeniewierzył się  właśnie nam. I tak, kiedy w duchu pełnej świadomości kroczymy ścieżką niebezpieczną, cudem omijamy dwie wielkie kałuże, w głębi duszy jesteśmy pewni, że zapatrzymy się na coś lub kogoś, i trzecią zaliczymy wchodząc w nią z całym impetem. Bo jeśli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie źle. I nie jest to przypowieść pesymisty, ani wyznanie narodowego malkontenta. Ot, czasem karma jakoś nie sprzyja, manna z nieba zbryla się w boleśnie uderzające nas grudki. Nawet najwięksi optymiści nieraz mają chęć zakląć, choćby po to, by powiedzieć sobie, że na pewno będzie lepiej. Dzieje się tak falami, zdarzają się dni, kiedy prawa Murphy’ego tłoczą się przy nas, zachodzimy po całym dniu pracy do sklepu.

Potrzebujemy podstawowych produktów, mleka do popołudniowej kawy, pieczywa, żeby obiad oszukać kilkoma kanapkami, czy jogurtu na jutrzejszy poranek. Widzimy oblężenie podobnych do nas, zapracowanych, wygłodniałych, kolejki do kas są niewspółmiernie do naszych sił długie i wyczerpujące. Zauważamy tę krótszą, jakby obok, stajemy z radością i nadzieją, że szybko przejdzie i udamy się wreszcie do domu. Konsumować, odpoczywać, zrzucić z siebie wielogodzinny strój, ubiór, gębę pracownika, zająć się klejeniem modeli, szydełkowaniem, wypisywaniem prostych zdań. I okazuje się, że ta druga kasa przyciągnęła same kłopoty: pan w kapeluszu w popołudniowym roztargnieniu zapomniał odważyć pieczarki, uprzejma pani pobiegnie i zważy, przecież się nic nie stanie. Stanowisko owocowo-warzywne przeżywa oblężenie z powodu promocji pomarańczy albo porów. Kolejkowicze złowrogo spoglądają na kumoterstwo wewnątrzzakładowe i pikanie poza kolejnością. My w tym czasie przeliczyliśmy już słodycze na półkach w pobliżu kasy, przejrzeliśmy zakupy naszych sąsiadów. Cierpliwie czekamy. Widać już, że kolejka, do której stanęliśmy jako pierwszej, posuwa się z dość regularną prędkością, odwrotnie proporcjonalną do naszej, która zatrzymała się z powodu braku akceptacji płatności kartą, konieczności wymiany taśmy, na której drukowane są paragony. Potem gładko jeszcze wchodzi na kasę druga zmiana, zauważamy, że skład kolejek oprócz naszej już wymieniony. Relaksujemy się, nic się przecież nie może już wydarzyć, pakujemy zakupy, przypominamy o cukrze, wracamy, wybieramy kolejkę. Kilkuminutowe zakupy przeradzają się w godzinną walkę z samym sobą i trochę ze światem, któremu spodobaliśmy się w tym miejscu. Chciał przetrzymać nas trochę dłużej.

Kiedy następnego takiego dnia w aptece człowiek przed nami kupi ostatnie działające tabletki na gardło, wdepniemy w psią kupę  na pierwszym spacerze w nowych butach, kanapka spadnie nam na posmarowaną stronę, uwierzmy, że taki dzień po prostu musi minąć. Przetrwamy wszelkie niepowodzenia, by następny i kolejny okazał się tylko lepszy. Z przymrużeniem oka należałoby również przyjmować przyjacielskie lub inne złote rady na takie dni, bo jak powiedział Murphy: Największe zagrożenie na polu walki stanowi oficer z mapą.

Fot. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz