„Zielona energia” tylko na odległość

Apel mieszkańców Suwalszczyzny, związany z lokowaniem odnawialnych źródeł energii w pobliżu domostw, staje się coraz głośniejszy. W gminie Jeleniewo sytuacja z wiatrakami została już rozwiązana. Może teraz kolej na gminę Suwałki i… biogazowanię – proponują ludzie.

Stowarzyszenie „Suwalszczyzna bez zagrożeń” tworzą m.in. mieszkańcy Przebrodu i Wychodnego, którzy protestują przeciwko budowie biogazowni na granicy ich wsi. Niewielka odległość od zabudowań mieszkalnych i związane z tym uciążliwości odorowe, zanieczyszczenie powietrza dwutlenkiem azotu, siarki, tlenkiem węgla, pyłem, siarkowodorem, zanieczyszczenie wód ściekami, czy zakłócenia w klimacie akustycznym poprzez emisję hałasu od urządzeń technicznych i środków transportu to największe obawy ludzi.

Mieszkańcy sądzą, że zarówno w przypadku biogazowni, jak i elektrowni wiatrowych najlepszym rozwiązaniem może okazać się uchwała Rady Gminy dotycząca lokalizacji w odległości co najmniej 2 km od zabudowań mieszkalnych inwestycji o charakterze OZE. W tej sprawie bardzo liczą na poparcie wójta Tadeusza Chołko, który już wcześniej wstawił się za nimi, podzielając wątpliwości dotyczące wpływu biogazowni na środowisko i zdrowie ludzi.

Kwestie „zielonej energii” bacznie śledzą również członkowie Stowarzyszenia „Połączmy siły, z wiatrakami zwyciężymy”. Pismo o wprowadzenie na terenie powiatów sejneńskiego i suwalskiego zintegrowanych działań osłonowych na rzecz osób zamieszkałych w sąsiedztwie elektrowni wiatrowych dotarło do wojewody podlaskiego. Ten w dokumencie datowanym na 18 stycznia przesłał informację zwrotną o przekazaniu sprawy do Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Suwałkach.

Stanisław Winckiewicz, prezes organizacji wystąpił też do wójta gminy Suwałki z wnioskiem o wniesienie sprzeciwu w sprawie lokalizacji elektrowni na granicy gmin Suwałki i Krasnopol oraz odsunięcie planowanej inwestycji co najmniej o 3 km od granicy gmin. Motywacją dla tego apelu jest możliwy negatywny wpływ na rozwój na terenach bezpośredniego oddziaływania na zdrowie mieszkańców i utrata wartości nieruchomości znajdujących się w trefie oddziaływania elektrowni wiatrowych.

To potwierdzenie, że świadomość zagrożeń i konsekwencji decyzji w sprawie oze staje się coraz bardziej powszechna. Wystarczy wspomnieć o grudniowym apelu starostów suwalskiego, ełckiego gołdapskiego, oleckiego i sejneńskiego w sprawie uregulowania stanu prawnego dotyczącego lokalizacji farm wiatrowych. Temat ustalenia odległości od tego typu inwestycji póki co, zostaje w rękach radnych gmin. Interpelacje parlamentarzystów z Suwalszczyzny nie pozostają bez odpowiedzi ze strony Ministerstwa Środowiska, jednak nie wiążą się z podjęciem kroków, które mogłyby wpłynąć na zmianę prawa.

W lipcu 2012 roku poseł Bożena Kamińska otrzymała od podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska odpowiedź w sprawie braku odpowiednich uregulowań prawnych, które określiłyby minimalną odległość elektrowni wiatrowych od siedlisk ludzkich. Okazuje się w resorcie nie są nawet prowadzone prace związane z wprowadzeniem do prawodawstwa zapisów regulujących minimalną odległość lokalizacji elektrowni wiatrowych od terenów zamieszkałych, obszarów chronionych i cennych krajobrazowo. Okazuje się, że przedsięwzięcie skalą trudności przerasta możliwości rządzących.

W sprawie turbin wiatrowych zainterweniował też poseł Jarosław Zieliński, którego zainteresowały plany budowy turbin wiatrowych we wsi Kruszki. Pismo skierowane do wójta gminy Przerośl – Sławomira Renkiewicza poseł przesłał na prośbę Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Środowiska „Kruszki” oraz Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Gminy Przerośl.

Być może to tylko kwestia czasu, aby oze nie wywoływały skrajnych emocji. A może to kwestia dobrej woli i zrozumienia ludzi, by zastosować w praktyce dostępne instrumenty prawne? Po to zostały stworzone.

Dodaj komentarz