Kto buszuje po przedszkolu? Takatuka bez cenzury

Kto buszuje po przedszkolu? Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki
Fot. www.freedigitalphotos.net
Fot. www.freedigitalphotos.net
Fot. www.freedigitalphotos.net

Komisarz swoje wiedział, kierując słowa przez radiotelefon do Szczupaka. Artyści rozpoczęli kampanię społeczną przeciw powszechnej mobilizacji niewinnych sześciolatków. Szkolne komendy uzupełnień zamykają listy poborowych.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Tak, to nam wskazuje na to, że życie stawia przed nami ciągle coś nowego. I to jest raz. A po drugie, musimy mieć jednak różne warianty. I to jest dwa. I dlatego proponuje wariant następujący: A gdyby tu było nagle przedszkole. W przyszłości!

(Miś, reż. S. Bareja, Zespół Filmowy Perspektywa, 1981)

Niedorzeczność wysyłania kilkuletnich zaledwie dzieci w wir szkolnej młockarni, oprócz chorych ambicji odsetka rodziców, przybrała twarz zupełnie serio. Eksternistycznie niech uczą nawet trzyletnich geniuszy, mnie to nie przeszkadza. Teraz podnosimy alarm, fatygujemy zarobione gwiazdy rodzimego kina, żeby czyjeś niezdrowe ambicje przytemperować. Nie potrafię przywołać więcej niż jednej czy dwóch historii z czasów, kiedy miałem sześć lat.

Jedyna, która wiąże się z popularnie zwaną zerówką, ma podłoże kryminalne. Oto razu pewnego na jednym z suwalskich osiedli zdarzyło się włamanie do przedszkola, nie mam pojęcia, co mogło zginąć, magnetofon, sześćdziesiąt słoiczków z farbami plakatowymi ASTRA i dwadzieścia suchych pędzelków? Wyposażenie przedszkola stanowiły zabawki, które dzieci przyciągały ze sobą. Resoraki biły na głowę plastikowe badziewie ze sklepu zabawkarskiego. Wtedy po raz pierwszy widziałem miejsce przestępstwa oraz narzędzie zbrodni w postaci nie większego niż kułak, kamienia polnego typ ogólny. To z pewnością zapamiętam, bo kamień musiał leżeć na dywanie, dopóki milicja nie przyjechała.

Pani przedszkolanka poleciła tylko lakonicznie, żebyśmy nie chlastali się resztkami wybitego okna. Grupa z wypiekami na twarzy oczekiwała na przyjście uzbrojonych po zęby żołnierzy i publicznej chłosty na złapanym natychmiast złodzieju. Tacy nigdy się nie pojawili, zdaje się że był tylko dzielnicowy tłumacząc, że pewnie miejscowi gnoje rzucali kamieniami i wytłukli. Nie ma co panikować ani przede wszystkich władzy wszechmogącej fatygować. Nysa sterczała pod przedszkolem z przekrzywioną maską, drugi milicjant oglądał nogawki spodni albo swoje łydki i palił papierosa. Wtedy wszyscy palili papierosy. Czapkę nosił na czubku głowy z łobuzersko zadartym daszkiem. Zmienialiśmy się w kolejce przy oknie, żeby na tę nysę patrzeć. Dopowiadaliśmy dziesiątki zakończeń tej historii, chcieliśmy, żeby przyprowadzili go w kajdankach, więziennej piżamie. Przedszkolna ława przysięgłych wydała jednomyślny wyrok za kradzież magnetu do bajek i piosenek. Obleciała nam tego dnia rytmika. Milicjant na miejscu przypatrywał się kamieniowi, rysował palcem w powietrzu trajektorię lotu kamienia, narzędzia zbrodni. Tajemniczość tamtego dnia przebiła nawet dzień, w którym dzieciak naszej pani przedszkolanki nawalił w gacie. Był starszy od nas, strasznie się z niego śmialiśmy, bo my sześciolatki stroniliśmy od publicznego rżnięcia w galoty. Nic poza tym się nie działo, zaproponowaliśmy, że pójdziemy obejrzeć milicyjną nysę, dziś pewnie byśmy tak zrobili. Mogło się tak wydarzyć, że przedszkolanka albo jej bezpośrednie wsparcie domagało się protokołu, bo drzwi balkonowe włamywacz zostawił otwarte, a magnetofonu nie było. Dla nas oznaczało to wzmożenie aktywności narządu głosu, bo piosenki nie mogły płynąć z głośników. Ciekawe, czy złodziej wziął sobie również kasety. Jeśli tak, to pewnie skasował je w mig i nagrał jakąś ABBĘ.

Nie życzyłbym sobie, żeby moje sześcioletnie dziecko miało uczyć się z przeciążonego tornistra pełnego produktów wybujałej ambicji twórców podstawy programowej. Wolę, żeby przez kolejny rok, z wypiekami na twarzy syn opowiadał o przedszkolnych walkach transformersów, kazał klaskać przy refrenie Jestem sobie przedszkolaczek, albo próbował opowiedzieć, z czego składa się bigos. Bo jeśli dziecko z pierwszej klasy ma zapamiętać wprowadzanie jednej literki, tak jak mnie popadło zapamiętać ten włam, to chciałbym żeby była to litera b, b jak bzdura. Poszedłem do pierwszej klasy jako siedmiolatek, dlatego z premedytacją wolno mi ogłosić niedzielę dniem siedzenia w klapkach.

Dodaj komentarz