Jakimi siłami dysponuje polska armia?

Fot. mon.gov.pl
Fot. mon.gov.pl
Fot. mon.gov.pl

Interpelację posła PiS Jarosława Zielińskiego w sprawie braku przygotowania Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej do działań podczas ewentualnego konfliktu zbrojnego publikujemy w całości. Wystąpienie skierowane jest do premiera Donalda Tuska.

Z uwagą wysłuchałem Pana wczorajszego wystąpienia, nazywanego bezzasadnie przez niektóre media „orędziem”. Dowiedziałem się z niego m.in., że Polska jest silnym państwem, że są trzy filary, na których opiera się bezpieczeństwo naszego kraju, że Polska nie zmarnowała 25 lat niepodległości oraz że zakorzeniliśmy się w Europie, a nasze bezpieczeństwo gwarantowane jest silnymi więzami z naszymi zachodnimi sąsiadami.

Przypominam, że we wrześniu 1939 roku koalicjanci wbrew zawartym z Polską umowom nas zawiedli, a mieliśmy wtedy czwartą co do wielkości armię w Europie (poza ówczesnym ZSRR), społeczeństwo było gotowe do obrony Ojczyzny, do 17 września polska armia utrzymywała jeszcze zdolność operacyjną, a kapitulacja Warszawy nastąpiła 28 września 1939 roku, a więc wojska niemieckie weszły do Stolicy dopiero po 28 dniach walki. Obecnie, jak twierdzą generałowie Sił Zbrojnych RP, nie bylibyśmy w stanie zatrzymać pochodu Rosjan na Warszawę dłużej niż przez 3 dni.

W ciągu ostatnich 24 lat polska armia została zmniejszona do 100 tys. żołnierzy (w rzeczywistości liczy ona niecałe 100 tys. żołnierzy), mimo że ś.p. Prezydent Lech Kaczyński zabiegał o to, aby liczyła ona nie mniej niż 150 tys. żołnierzy. Skala redukcji naszych sił zbrojnych była większa niż w państwach sąsiednich.

Według badań wojskowych ekspertów możliwości mobilizacyjne Polski są obecnie jednymi z najniższych w Europie. W ostatnich siedmiu latach przeszkolono w Polsce zaledwie 2,5 tys. rezerwistów. Polska licząca obecnie 38,4 mln ludności mogłaby wystawić armię w sile 102 tys. żołnierzy, co daje odsetek obywateli mobilizowanych do obrony państwa na wypadek wojny wynoszący zaledwie 0,27%, przy średniej dla państw europejskich wynoszącej 1,66%, a więc planowana wydolność mobilizacyjna Polski jest sześciokrotnie niższa od przeciętnej w grupie tych państw, niższy wskaźnik mają tylko Czechy i Luksemburg. Armia rosyjska liczy ok. 1 mln żołnierzy, ale rezerwy żołnierzy przeszkolonych w latach 2005 – 2010 jest 2 mln. Przy ok. 150 mln ludności daje to Dziesięciotysięczne Narodowe Siły Rezerwowe nie zmieniają tej sytuacji, ponieważ grupa ta służy właściwie do wypełniania etatów w regularnych siłach zbrojnych, zwolnionych przez odchodzących ze służby żołnierzy, a w latach 2010 – 2012 odeszło ich ok.18 tys. Co roku liczba żołnierzy, którzy chcą odejść ze służby sięga kilku tysięcy, co jest spowodowane m.in. brakiem w ostatnich kilku latach stabilizacji w siłach zbrojnych, brakiem podwyżek uposażenia oraz negatywnymi zmianami w systemie emerytalnym żołnierzy przeprowadzonymi przez rząd PO-PSL. Szeregi wojska opuszczają ludzie bardzo wartościowi i doskonale wyszkoleni.

Nieporozumieniem jest również struktura naszych sił zbrojnych, która jest wręcz groteskowa, gdyż mamy więcej dowódców niż żołnierzy. Utrzymuje się bowiem  przewaga liczebna dowódców (oficerów, podoficerów) nad żołnierzami w stosunku 1,66:1 (dane z 2012 roku), co miało sens w armii poborowej, gotowej na przyjęcie rzeszy rezerwistów, nie ma to jednak uzasadnienia w wojsku zawodowym.

W efekcie decyzji rządu PO-PSL z 5 sierpnia 2008 roku o rezygnacji z poboru zamiast armii obronnej państwo polskie zdecydowało się na budowę zawodowej armii o charakterze ekspedycyjnym, co spowodowało, że dzisiaj Polska mimo oficjalnie stutysięcznej armii, jest w stanie wystawić do obrony kraju ok. 30 tys. żołnierzy liniowych. Taką siłą można bronić tylko co najwyżej części obszaru naszego kraju. Obecnie nie realizuje się też w pełni koncepcji armii ekspedycyjnej. Rząd PO – PSL, który strategię obrony kraju oparł na gwarancjach sojuszniczych NATO, jednocześnie demonstracyjnie zerwał solidarność z USA. Niemal dokładnie w czasie rosyjskiej inwazji na Gruzję, kiedy stało się jasne, że konflikt zbrojny w Europie znów jest możliwy i kiedy należało zastanowić się nad egzekwowaniem poboru, rząd PO-PSL oficjalnie go zniósł i zmniejszył wydatki zbrojeniowe wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość.

Wobec tych zaniedbań można mieć wątpliwości, czy program zbrojeniowy zaproponowany przez Pana Premiera w tzw. ,,drugim expose” mówiący o przeznaczeniu 100 mld zł do 2020 roku na modernizację armii sprawi, że Wojsko Polskie zwiększy swoje możliwości obronne i zdolność do współdziałania z siłami NATO. Tym bardziej, że rząd PO-PSL mówiąc o nienaruszalności nakładów 1,95% PKB na armię, jednocześnie (jeszcze kilka miesięcy temu), aby „ratować” budżet dokonał cięć wydatków o ok. 3,5 mld zł właśnie w resorcie obrony narodowej, a w ciągu 6-letnich rządów Pana Premiera na finansowanie armii przeznaczono o ponad 10 mld zł mniej niż wynikało to z ustawy o finansowaniu sił zbrojnych i te cięcia wydatków w dużej mierze również pochodziły z części przeznaczonej na modernizację armii. W okresie siedmiu lat rządów koalicji PO-PSL ani razu nie zrealizowano zasady przeznaczania w budżecie państwa na dany rok budżetowy 1,95% PKB z roku ubiegłego na obronę narodową.

Anglia, Francja i Niemcy wydawały przez ostatnie lata na zbrojenia 2% PKB, Rosja 3,5%. Były zastępca Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego i były dowódca GROM gen. Roman Polko, odnosząc się do wysokości finansowych cięć w armii, stwierdził, że w odebranie jej pieniędzy oznacza, że wojsko wbrew zapewnieniom MON będzie miało poważne problemy z realizacją programów modernizacji: „W praktyce armia tak naprawdę już od początku tej pseudo-profesjonalizacji ma problemy finansowe. Trudno jest budować nowoczesną armię. Wymaga to drastycznej przebudowy, infrastruktury, sprzętu, wyposażenia. Podejmując się tych programów modernizacyjnych, dostosowawczych do wymogów NATO i redukując armię, była oczywiście na to zgoda naszych sojuszników, ale oni oczekiwali, że takie rozwiązania pozwolą na podniesienie jakości wojska. Teraz jednak okazuje się, że będziemy mieć jedynie stutysięczną armię, która w dodatku będzie niedoposażona i w której nie będzie nawet specjalnie na czym się szkolić. To, co dzieje się w marynarce wojennej, gdzie właściwie całkowicie jest rozbity system obrony przeciwlotniczej kraju, czy też nawet lotnictwo, którego nawet tych kilkadziesiąt F-16 nie jest w stanie uratować. Mniej widoczne wojska lądowe, które też potrzebują nowoczesnej technologii, dronów, czy sprzętu informatycznego do łączności. Gdzie nie popatrzymy, tak naprawdę mamy problemy”. Mówi również, że ,,żołnierze nie będą dysponowali odpowiednim sprzętem, a to z kolei znacznie osłabi naszą pozycję i wiarygodność w NATO. W polskim interesie narodowym jest wzmacnianie tego sojuszu jak najbardziej i dążenie do tego, by wszystkie kraje utrzymywały ten minimalny, ale jednak potencjał, który jest w stanie przeciwstawić się zagrożeniom zza wschodniej granicy. Nasze położenie geopolityczne wskazuje na to, że powinniśmy dążyć właśnie w tym kierunku, lecz okazuje się, że po tych decyzjach w NATO będziemy jednym ze słabszych ogniw i trudno będzie wymagać czegoś od kooperantów. Nie wiadomo do końca, na ile wyposażenie polskiej armii w nowoczesny sprzęt: śmigłowce, okręty i kołowe transportery „Rosomak” zwiększy siłę bojową naszych sił zbrojnych.

Jak zauważył już w 2009 roku Grzegorz Kwaśniak – ekspert ds. wojskowych,  z powodu braku żołnierzy w Wojsku Polskim ,,nie ma kto jeździć na czołgach i samochodach, a na strzelnicach nie ma kto strzelać. Natomiast dowództwa i sztaby pełne są dowódców wojskowych, którzy produkują tysiące dokumentów”. Przydałoby się też przesunąć nasze wojska z granicy zachodniej na wschodnią, a w ostatnich latach dokonywano dyslokacji w kierunku odwrotnym, bądź likwidowano jednostki wojskowe we wschodniej części kraju. Najważniejsze jest jednak zapewnienie zdolności do przyjęcia wsparcia ze strony sojuszników. Żeby zbudować solidarność z Amerykanami, należy zademonstrować i przedstawić gotowość do obrony własnego kraju.

Z wypowiedzi byłego do niedawna wiceministra obrony narodowej w rządzie PO-PSL i byłego dowódcy wojsk lądowych gen. Waldemara Skrzypczaka wynika, że Rosjanom wystarczyłyby 3 dni na zajęcie Warszawy. Jak przekonuje gen. Skrzypczak, bez wsparcia sojuszników z NATO nie mamy szansy na odparcie agresji ze strony Rosji: „Na odparcie pierwszego uderzenia nasza armia jest zbyt nieliczna. Nie wytrzymamy bowiem natarcia z dwóch, a może nawet trzech kierunków. Trzeba bowiem zakładać, że Rosjanie uderzą jednocześnie z Kaliningradu, Białorusi i Ukrainy. Najniebezpieczniejsze byłyby odcinki białostocki i brzeski, stąd bowiem wiedzie najkrótsza droga na Warszawy”. Zdaniem generała przerzut wojsk naszych sojuszników mógłby zająć 2 – 3 tygodnie, a w przypadku amerykańskich żołnierzy – nawet trzy miesiące. Tylko jednak dzięki wojskom NATO można odeprzeć atak Rosji. „Jeśli musielibyśmy się bronić sami, to cóż, nie chciałbym siać defetyzmu, ale licząc tempo marszu armii masowej, jaką ma Rosja, jej siłom zbrojnym marsz na stolicę zająłby 3 – 4 dni” – mówi gen. Skrzypczak.

Również były dowódca 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej w Żaganiu – gen. Mirosław Różański zwraca uwagę na wiele problemów, które paraliżują polskie wojsko, m.in. ostro krytykuje fakt, że wiele jednostek funkcjonuje jedynie na papierze, ponieważ nie została obsadzona połowa etatów, a Narodowe Siły Rezerwowe okazały się niewypałem i w praktyce stanowią jedynie obciążenie dla armii: „doszliśmy do sytuacji, że mamy jednostki wojskowe, niektóre typowane nawet do jednostek wysokiej kategorii, które nie są wypełnione wojskiem. Mało tego, stany niektórych nie przekraczają nawet 50 procent obsady etatowej”. Większość żołnierzy i dowódców w pełni zgadza się z tymi tezami. Żołnierze podkreślają, że generał wyraził to, co myślą wszyscy, ale nie mówią o tym głośno, ponieważ przełożeni chcą słyszeć tylko o sukcesach.

George Friedman, związany z amerykańskimi republikanami założyciel ośrodka analitycznego Stratfor, zaszokował w 2012 roku Polaków stwierdzając, że Polska ma się bronić przez trzy miesiące sama. Wywołało to złośliwe komentarze, że przy obecnym stanie naszej armii nie damy rady się bronić dłużej niż przez trzy godziny.

Od początku lat 90-tych. amerykańskie plany obrony Polski zakładały, że głównym zagrożeniem dla Polski jest Rosja. Według tych planów celem rosyjskich sił uderzających z terytorium Białorusi miało być zajęcie Warszawy i instalacja nowego rządu polskiego. Wątpliwości Amerykanów, czy Polska podejmuje wystarczający wysiłek na rzecz własnego bezpieczeństwa, potwierdził Zbigniew Brzeziński, związany z administracją prezydenta Baracka Obamy. Brzeziński powiedział, że nasze bezpieczeństwo zależy od tego, czy Polska będzie zdolna do efektywnej i niezależnej samoobrony przez „krótki czas”, potrzebny, aby sojusznicy znajdujący się pod międzynarodową presją opinii publicznej wymogli kolektywną odpowiedź NATO. Niezależnie od tego, czy na wsparcie sojuszników mielibyśmy czekać trzy miesiące, czy „krótki czas”, wypowiedzi Amerykanów podważają założenia Strategii obronności RP z 2009 roku, w której według ekspertów nie przewiduje się samodzielnej obrony kraju.

Według depesz ujawnionych przez Wikileaks, NATO miało pod koniec 2010 roku zaakceptować plany obrony Polski i krajów bałtyckich pod kryptonimem „Eagle Guardian”. Zgodnie z tymi planami w przypadku agresji na Polskę NATO zamierza rzucić do walki dziewięć dywizji. „z tego cztery polskie, pozostałe to jednostki krajów zachodnich, wśród nich brytyjskie, niemieckie i amerykańskie. Zostaną przerzucone wszystkimi możliwymi drogami: lądową, kolejową, na pokładach samolotów i morską”. Jeśli jednak do czasu lądowania aliantów Polska miałaby się bronić sama, to zwraca uwagę złe rozmieszczenie wojsk lądowych na terenie kraju. Niewiele się ono zmieniło od czasów PRL, kiedy to ludowe Wojsko Polskie przygotowywało się razem z Armią Sowiecką do ataku na Zachód. Jak 24 lat temu większość polskich sił, czyli dwie spośród trzech dywizji wojskowych, znajduje się przy samej granicy z Niemcami: 11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej w Żaganiu, 12. Dywizja Zmechanizowana w Szczecinie. W zasadzie między obwodem kaliningradzkim a Warszawą stacjonuje jedynie 16. Pomorska Dywizja Zmechanizowana z dowództwem w Elblągu. W składzie tej dywizji znajdują się jedyne siły zagradzające drogę na Warszawę ze wschodu. 1. Warszawska Brygada Pancerna jest rozmieszczona przy granicy z Ukrainą (Chełm i Zamość) i w Wesołej na przedpolu Warszawy, a tylko jej jedna część składowa w Siedlcach bliżej granicy z Białorusią. Z oficjalnych danych wynika, że na północny-wschód od Warszawy nie stacjonują żadne większe oddziały. Co więcej, Polska, która według planu NATO miała wystawić cztery dywizje, ma ich w zasadzie tylko trzy.

Propagowany przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego program modernizacji obrony powietrznej, zwany szumnie polską tarczą antyrakietową, praktycznie nie istnieje. Jeszcze w styczniu tego roku na stronach internetowych Kancelarii Prezydenta RP można było przeczytać, że nad Polską nie ma praktycznie żadnych zagrożeń, a nasza armia spełnia wymogi chwili, tzn. jest gotowa do interwencji w krajach trzeciego świata.

Wniosek nasuwa się sam, od kilku lat Rosja zbroi się na wielką skalę, a rząd PO-PSL nie zrobił nic, nawet nie wyczuł zagrożenia. I żadne górnolotne „orędzia” tego nie zmienią, taka sytuacja w kraju nie napawa optymizmem. Rząd PO – PSL w panice jeździ po całej Europie, aby mobilizować tamtejszych polityków, jednak skutek tych zabiegów nie jest zbyt imponujący. Do Polski przyjechało trzystu amerykańskich żołnierzy i przeleciało 12 samolotów F-16. Gdyby Polska była państwem silnym, premier nie musiałby jeździć po Europie i prosić o reakcję i pomoc. W ostatnich dniach premier objeżdża zakłady zbrojeniowe, jednostki wojskowe, fotografuje się na tle samolotów F-16 i innego sprzętu wojskowego, razem z ministrem obrony narodowej i ministrem spraw wewnętrznych objeżdża jednostki wojskowe oraz Straży Granicznej, a w czasie największego napięcia na Ukrainie w najlepszym czasie antenowym pojawiały się spoty reklamujące Wojsko Polskie, więc trudno jest pozbyć się wrażenia, że cała ta kampania wraz z „orędziem” ma na celu wywarcie wrażenia w Polakach, że nasz kraj jest bezpieczny, dobrze chroniony przez Siły Zbrojne RP i dobrze zarządzany przez koalicję PO – PSL. Ale pod wpływem tych propagandowo-wizerunkowych zabiegów nie zwiększa się realna siłą obronna.

Zastanawiający jest fakt, że minister obrony narodowej, aby poznać stan polskiej armii, musi objeżdżać jednostki wojskowe. Przecież w ubiegłym roku rząd PO-PSL znowelizował ustawę o urzędzie ministra obrony narodowej (Klub Prawa i Sprawiedliwości zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego ustawę reformującą system dowodzenia wojskiem jako sprzeczną z Konstytucją i wprowadzającą chaos w Wojsku Polskim), zgodnie z którą to właśnie minister obrony narodowej kieruje armią poprzez dwóch najwyższych dowódców i szefa Sztabu Generalnego WP. Ministrowi podlega również Żandarmeria Wojskowa, Służba Kontrwywiadu Wojskowego i Służba Wywiadu Wojskowego. Wobec powyższego minister na bieżąco powinien dysponować szczegółową wiedzą dotyczącą armii, bez potrzeby objeżdżania i zbierania informacji o jej stanie w chwili zagrożenia oraz absorbowania żołnierzy swoją osobą, tym bardziej, że najważniejszą codzienną działalnością wojska powinno być szkolenie, przygotowujące siły zbrojne do jak najlepszego wykonywania zadań wynikających z zapisów konstytucji, które stanowią, że Siły Zbrojne RP służą ochronie niepodległości państwa, jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic.

Wobec powyższego – działając na podstawie art. 14 ust. 1 pkt 7 ustawy z dnia 9 maja 1996 roku o wykonywaniu mandatu posła i senatora (Dz. U. z 1996 roku Nr 73, poz. 350, z późn. zm.) – proszę Pana Premiera o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

1. Na podstawie jakich faktów stwierdził Pan w swoim wystąpieniu z 19 marca 2014 roku, że Polska jest silnym i bezpiecznym państwem, skoro:

 nie mamy praktycznie tarczy antyrakietowej,

 mamy zbyt mało samolotów i śmigłowców do obrony kraju, nie posiadamy ani jednego dużego samolotu transportowego, otrzymany w darze z USA samolot

 czołgi są przestarzałe (stare, otrzymane w darze z Niemiec),

 nie mamy ani jednego nowego i nowoczesnego okrętu, posiadamy okręty z lat 70-tych i m.in. przestarzałą fregatę otrzymaną w darze kilka lat temu z USA oraz kilka starych okrętów otrzymanych ze Skandynawii,

 pomimo głośnych zapowiedzi armia nie została zreformowana,

 większa część młodych Polaków nie chce walczyć w obronie Ojczyzny.

2. Co Pański rząd zrobił od 2007 roku, aby Siły Zbrojne RP były zdolne do wykonywania zadań wynikających z zapisów konstytucji?

3. Jaki jest stopień zaawansowania budowy tarczy antyrakietowej w Polsce?

4. Jakie obecnie są możliwości mobilizacyjne Polski?

5. Ilu rezerwistów przeszkolono w latach 2007 – 2013?

6. Jaki był koszt utworzenia Narodowych Sił Rezerwowych?

7. Ilu jest aktualnie oficerów i podoficerów służących w Wojsku Polskim?

8. Ilu jest aktualnie oficerów i podoficerów w Narodowych Siłach Rezerwowych?

9. Ile jest w Wojsku Polskim etatów przeznaczonych dla generałów i pułkowników?

10. Ilu generałów, pułkowników i podpułkowników służy aktualnie w Wojsku Polskim?

Kolejne pytania dotyczą liczby żołnierzy w Narodowych Siłach Rezerwowych; rezultatów pracy specjalnego zespołu do spraw odejść żołnierzy z wojska, działań mających na celu zagwarantowanie bezpieczeństwa Polaków na wypadek wojny, stopnia przygotowania obrony cywilnej na wypadek wojny, liczby jednostek wojskowych ochranianych przez prywatne firmy ochroniarskie oraz Specjalistyczne Uzbrojone Formacje Ochronne.

5 KOMENTARZE

  1. Służba w korpusie szeregowych przez 12 lat to żadna oferta, jeszcze za czasów starego wojska większość nadterminowych mogła liczyć na podoficerkę i po 15 latach na emeryturkę :).To było dopiero niesprawiedliwe 10 lat jak szwej latać i nic nie umieć i przez 5 lat się pomęczyć jako dowódca drużyny gdzie już była odpowiedzialność.

    • Witam myślę że pani premier może powołać młodych uchodźców z Syrii na szeregowych oni nie będą narzekać mi już minęło 12 lat ,i żeby powiązać koniec z końcem emigrację z rodziną pozdrawiam wszystkich żądzących .

  2. Nasza armia na chwile obecną nie jest przygotowana na obronę , bo kto nas ma bronić ? ci sierżanci co myślą tylko o tym jak długo do emerytury ? Zresztą większość oficerów tak samo myśli

  3. nasze wojsko było systematycznie niszczone zmniejszane.Niezdąrzymy nadrobić 10-15lat,tylko armią.urzendnikóków morzemy sie pochwalić

Dodaj komentarz