„Moskwa – Pietuszki”, czyli spowiedź pijanej duszy (recenzja spektaklu)

Fot. Anna Sowul.

Fragment kolejowych szyn, przypominająca drezynę platforma, cztery odrapane ławki, wiszące, osiatkowane lampy i on: stały bywalec dworca Kurskiego. W wymiętym prochowcu i z walizką w kratę oczekuje na swoje przeznaczenie.

Autor: Agata Włodarczyk

Zanim jednak pociąg relacji Moskwa – Pietuszki odjedzie z dworca Kurskiego, widz ma okazję bliżej poznać bohatera. Wieniczka, postać w którą wcielił się Jacek Sawicki – prywatnie psychiatra – to podstarzały wielbiciel mocnych trunków i pięknych kobiet. Właśnie, nie do końca z własnej woli, po raz kolejny znalazł się na dworcu Kurskim w Moskwie, skąd odjeżdżają pociągi relacji Moskwa – Pietuszki: Potem ruszyłem do centrum, dlatego że ze mną jest zawsze tak: kiedy szukam Kremla, niezmiennie trafiam na dworzec Kurski. Przecież właściwie i tak musiałem iść na Kurski, a nie do centrum, ale mimo wszystko skierowałem się w stronę centrum, żeby chociaż raz popatrzeć na Kreml: przecież to wszystko jedno, myślę, żadnego Kremla i tak nie zobaczę, a trafię prosto na Kurski…

Monodram, z którym mamy tu do czynienia, jest najtrudniejszą formą teatralnego wyrazu. Aktor, osamotniony w przestrzeni scenicznej musi zbudować napięcie, poprzez własne ciało i głos opowiedzieć wiarygodną historię i co najtrudniejsze – utrzymać uwagę widza przez cały czas trwania spektaklu. Dwa pierwsze warunki w tym spektaklu zostały spełnione. W postaci zbudowanej przez Jacka Sawickiego jest wiele prawdy. Zagranie postaci będącej pod wpływem alkoholu, nigdy nie jest łatwe. Tu, aktor niczego nie udaje, nie zatacza się, ale odnajduje w ciele ruch i gest, który łatwo daje się oczytać jako skutek alkoholowych libacji; ruch ten nie drażni, nie okłamuje widza, staje się dookreśleniem postaci.

Sawickiemu, w ciągu osiemdziesięciu minut udaje się też opowiedzieć na scenie prawdziwą historię – historię człowieka o pijanej duszy. Grany przez niego Winiczka jest wciąż pod wpływem alkoholu, nawet kiedy opowiada o bolesnym procesie trzeźwienia, wymiotach i kacu – nigdy, przez całe 80 minut nie trzeźwieje. I to właśnie dlatego, nie udaje mu się utrzymać mojej uwagi do końca.

Fot. Anna Sowul.
Fot. Anna Sowul.

Adaptacja poematu Wieniedikta Jerofiejewa opiera się w tym spektaklu na wyborze takich fragmentów, które pozwalają na bezpośredni kontakt aktora z widzem, który uczestnicząc w kolejnych stopniach alkoholowego wtajemniczenia, odpowiada na sytuację sceniczną śmiechem. Aktor wychodzi też do widza bezpośrednio, łamiąc barierę czwartej ściany, zabiera nas ze sobą w podróż do Pietuszek.

Widownia przez chwilę staje się tłumem zgromadzonym w pociągu, którym podróżuje Winiczka. Widz może więc niemal fizycznie uczestniczyć w jego pijackiej Odysei. Tylko dokąd ona prowadzi?

Poemat Jerofiejewa jest tekstem metafizycznym. Podróż Wieniczki z Moskwy do Pietuszek, to podróżą w głąb siebie. Podróż, w której bohater dotyka piekła i przechodzi przez czyściec, by po raz pierwszy stanąć u wrót nieba, które jednak nie ma koloru błękitu, ale czerwony odcień murów Kremla.

Wieniczka Jerofiejewa jest niezwykle samotny i i pełen autorefleksji. Mówi o sobie, że wie, „czym jest kosmiczny smutek”:

Teraz zrozumieliście, dlaczego jestem smutniejszy od wszystkich innych zaprawiaków? Dlaczego jestem lekkomyślniejszy od wszystkich idiotów, a jednocześnie bardziej ponury od ostatniego łajna? Dlaczego jestem głupcem, demonem, a zarazem zwykłą paplą, gadułą…

Jego stosunkowo „grzeczne” rozmowy, które prowadzi ze współpasażerami – o kobietach, polityce, filozofii – przeradzają się w pijackie majaki: Wienia dyskutuje z aniołami, jest kuszony przez szatana, ścigany przez erynie. Im bliżej końca poematu, tym atmosfera staje się gęstsza, pełna niepokoju rodem z powieści Kafki.

Taką atmosferę w spektaklu tworzy muzyka, która nie tyle ilustruje, ile wzmaga w widzach emocje. Zabrakło jej jednak niestety w innych sferach spektaklu. Bohater nie prowadzi widza do kolejnych kręgów radzieckiego (albo uniwersalnego) piekła. Zatrzymujemy się na śmiechu – tym samym śmiechu, który wcześniej pozwalał na bliski kontakt z bohaterem, a który teraz nas od niego oddala.

Dlatego nawet w kulminacyjnej scenie wirowania Wieniczki pośród pyłu, kiedy nagle aktor łamie formę, do której nas już przyzwyczaił i znajduje się na poziomie podłogi, a jego przedłużone rękawy sugerują szaleństwo; kiedy Wieniczka tego piekła dotyka, a w ciele aktora zachodzą
zmiany, to dla mnie, jako widza jest już za późno… Moja uwaga uleciała już kilkanaście minut wcześniej.

Mimo wszystko, nie żałuję. Spektakl naprawdę wart obejrzenia. Kolejna jego odsłona już na początku grudnia w Suwalskim Ośrodku Kultury.

Adaptacja tekstu: Jolanta Hinc-Mackiewicz i Jacek Sawicki

Opracowanie muzyczne: Jacek Sawicki

Efekty dźwiękowe i studio nagrań: Jacek Racis

Reżyseria: Jolanta Hinc-Mackiewicz

Czas trwania: 80 minut

Scenografia została stworzona dzięki uprzejmości Jolanty Suchockiej i Jana Mazgaja z PKP CARGO S.A. w Suwałkach.

Dodaj komentarz