Pirat w archipelagu miast. Rozmowa z Filipem Springerem, reportażystą i fotografikiem

Filip Springer, Miasto Archipelag, Suwałki, Augustów, #suwalki
Na zdj. Filip Springer w Augustowie.

„Reporterska podróż po stolicach dawnych województw” to podtytuł nowej książki Filipa Springera – „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast”. Każdy jej rozdział otwiera mapka z punkcikami, miastami – wyspami, których nie łączą główne szlaki komunikacyjne. Co je więc łączy, oprócz utraconego statusu miast wojewódzkich? Teraz na pewno łączy książka „Miasto Archipelag”. W niej Filip Springer opisał 31 miejscowości, które kiedyś były stolicami województw. Jakie wspólne cechy tych miejsc zauważył autor? Czy ludzie z tych miast myślą podobnie? Jaka jest ich rzeczywistość?

Z Filipem Springerem o książce „Miasto Archipelag” rozmawiał Wojciech Pająk.

W Suwałkach w poniedziałek, 10 października o godz. 18.00 w sali kameralnej Suwalskiego Ośrodka Kultury (ul. Papieża Jana Pawła II 5) odbędzie się spotkanie autorskie z udziałem Filipa Springera. Rozmowę z autorem poprowadzi Wojciech Pająk.

Wojciech Pająk: Czy to jest w ogóle książka o Suwałkach? Poświęciłeś na suwalski wątek zaledwie parę z trzystu stron opowieści.

Filip Springer: To nie jest ani książka o Suwałkach, ani książka o Sieradzu, tylko o wszystkich tych miastach jednocześnie. To znaczy, że historie, które zostały przyporządkowane Suwałkom, opisują też takich ludzi, którzy są w Sieradzu, Przemyślu i Wałbrzychu. A z kolei historia bezrobotnego w Wałbrzychu, który zbiera złom, żeby mieć na lody dla wnuczka, opisuje tych, którzy są w takiej sytuacji na przykład w Suwałkach.

W: Ale cofnijmy się o rok, do października 2015 r. Kolejne byłe miasto wojewódzkie tamtej jesieni na twojej reporterskiej trasie. Taka mgła, że mogłeś nie zauważyć witacza z hasłem „Pogodne Suwałki”.

okladka suwalki001 from Filip Springer on Vimeo.

W: Chyba chłodno Cię przywitaliśmy?

F: W dobrym rozumieniu chłodu. Wspominam to jako bardzo malownicze dzięki temu miejsce. I też pamiętam, bo chyba sobie tego nie ubzdurałem, że jest jednak u Was inne światło. Ono inaczej pada, ma inny kolor i strasznie mi się podoba!

Słońce wyszło na dobre dopiero przed Augustowem, wcześniej pojawiło się na chwilę w Warszawie, a potem zniknęło i przez pięć godzin brnęliśmy przez mokrą szarość. Tutaj było już jednak zupełnie inne – świeciło ostro, z ukosa i chyba wymieszało się z wiatrem. Początkowo nie umiałem tego uchwycić, ale poszedłem do muzeum i obejrzałem wystawę obrazów Alfreda Wierusza-Kowalskiego. Urodził się tu, w wieku 16 lat wyjechał do Kalisza, a potem do Niemiec. Na jego obrazach z Suwalszczyzną w tytule kolory są ciut bledsze, a kontrasty mniejsze. Jakby w powietrzu unosiła się lekka, prawie niezauważalna złota mgiełka.
Wcześniej to jedynie wyczuwałem, ale nie umiałem tego nazwać. Wysiadłem z autobusu, zmrużyłem oczy i już wiedziałem, że do wieczora będę się snuł raczej skrajami, szukał schyłków. Nawet nie było sensu udawać, że interesuje mnie coś innego. Tak czasem bywa – trzeba odpuścić, poddać się temu i poszurać butami w liściach. Źródło – strona projektu „Miasto Archipelag”: Miasto i to co wokół.

W: A skąd pomysł, żeby zwiedzać wtedy żwirownię w Sobolewie?

F: Żwirownia miała zwalniać wtedy ludzi. Nie wiem ostatecznie, czy zwolnili, czy nie, ale chciałem ją zobaczyć. Parę osób mi mówiło, że to jest malownicze miejsce, no i było.

W: Jak zacząłeś od dziury w ziemi, to dalej mogło być już tylko lepiej. Park Naukowo-Technologiczny, tam spotkałeś chłopaków – Łukasza i Adama z Code&Pepper.

F: I to było jedno z najfajniejszych spotkań.

W: Co najlepiej zapamiętałeś z Suwałk? Pierwsze skojarzenie? Co jest na Twojej własnej widokówce z Suwałk?

F: Widokówka z Suwałk składa się: po pierwsze, z tego światła, a po drugie, z architektury, której nie ma nigdzie indziej – pozostałości architektury drewnianej tego regionu. Jest naprawdę mało miejsc w Polsce, w których można poznać, gdzie się jest dzięki temu, gdzie się stoi. W Suwałkach to jest możliwe, możesz odczytać, że w nich jesteś – właśnie po tej przestrzeni. A z rzeczy mniej namacalnych – mnóstwo ludzi, którzy robią świetne rzeczy, są z tego dumni i to są takie „moje dzieła” [„Moje dzieło” to tytuł wpisu na blogu Miasto Archipelag – przyp. red.]

Suwalki okladka 2 from Filip Springer on Vimeo.

Najbardziej to się chyba wzruszyłem i przejąłem tą historią pana, który w ośrodku poddasze zaadaptował.

W: Mówisz o Piotrze Kuczku z Suwalskiego Ośrodka Kultury?

F: Zrobił projekt w Paintcie, żeby tylko uratować to poddasze, przestrzeń. To jest po prostu taka zarąbista historia! O mój Boże! Nie wszystko mogło wejść do książki i dlatego był ten blog. Suwałki pod wieloma względami wypadały super, bo był pozytywny przekaz od tych wszystkich ludzi, np. Kasi przeprowadzającej się tu z Kłodzka. To jest świetne!
A ostatnia rzecz, która mi się przypomina jako widokówka , to jest ten moment, w którym Piotrek Fiedorowicz wziął mnie do parku krajobrazowego. Staliśmy tam na górze i pokazywał, gdzie miała być kopalnia. I się robi strasznie, gdy się pomyśli, że tam miała być jedna wielka dziura w ziemi.

W: Nie da się opowiedzieć Suwałk bez pokazywania, że one są na Suwalszczyźnie. W innym mieście, zwłaszcza dużym, taki na przykład park miejski jest przestrzenią ważną dla mieszkańca. Tutaj paradoksalnie nie tak bardzo, bo my w 10 minut samochodem jesteśmy w parku narodowym czy krajobrazowym.

F: Tego Wam właśnie strasznie zazdroszczę! Macie to wszystko pod nosem. Śledzę Was teraz na Facebooku i przykład bloga Sudawców (Huberta i Miłosza Stojanowskich) to dowód, że w takim mniejszym mieście można robić odjechane, świetne rzeczy. Teraz mi się syn rodził i gdy myślę, że w przyszłości miałbym to samo z nim robić, to potwornie dużo wysiłku by to wymagało w Warszawie. Bo musiałbym jechać… dokąd? Do Kampinosu? Robi się z tego wielka wyprawa.

miasto_archipelagW: Wracając do książki. Ja miałem jednak niedosyt. Przynajmniej w pierwszej chwili. Jak czegoś jest 30, a w tym moje, to się nie da nie porównywać. Sam zaczynasz książkę od tabelki z liczbą ludności. Ze wszystkich miast Archipelagu tylko Leszno, Siedlce i Suwałki mają dziś więcej mieszkańców niż w 1999 r., gdy utraciły status miasta wojewódzkiego. Zastanawiałeś się, czemu właśnie te?

F: Szczerze mówiąc, Suwałk nie umiem rozgryźć. Siedlce są proste, one się wyludniają w innym rytmie – dziennym. Widać to na dworcach, widać dokładnie, ile ludzi wyjeżdża do Warszawy. Trzeba by więc tę tabelkę uzupełnić o takie zastrzeżenie, że jak się zrobi pomiar w środę o 13.00, to Siedlce tracą parę tysięcy mieszkańców. W Skierniewicach jest jeszcze gorzej! Myślę, że Leszna też to trochę dotyczy.

W: A Suwałki? Masz może chociaż roboczą hipotezę?

F: Z Suwałk jest na tyle daleko do innych, większych miast, bardziej atrakcyjnych, że decyzja o wyjeździe jest poważniejsza. Ile się jedzie z Suwałk do Warszawy?

W: Jakieś 5 godzin.

F: Właśnie. Wyprowadzenie się z Suwałk oznacza takie wyprowadzenie się już na serio, możliwość powrotu jest mniejsza. Z drugiej strony – co potwierdzali mi suwalczanie – może tego odpływu nie widać dlatego, że na miejsce młodych, prężnych, aktywnych, którzy wyjeżdżają jak w każdym z miast Archipelagu, przyjeżdżają mieszkańcy z okolicznych gmin, głównie do pracy w firmach w Suwalskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Może to ten powód, że liczba ludności nie spadła? Bo SSSE działa bardzo prężnie w porównaniu z innymi.

W: Firmy z SSSE rzeczywiście są pewnym miejscem pracy, ale obecnie ani miasto, ani wieś na Suwalszczyźnie nie są w stanie zapewnić im kompletu pracowników. O Ukraińcach, których w Suwałkach jest według różnych szacunków od 1500 do 2500 porozmawiamy, jak przyjedziesz do Suwałk, bo sytuacja jest szalenie dynamiczna. A wracając do łatek i porównań – nie zazdroszczę Łomży.

F: ?

W: Zrobiłeś z łomżyńskiego McDonald’sa ikonę prowincjonalnej popkultury. „Dziewczyny do wzięcia” – pamiętasz taki film?

F: Tak.

W: Miałem taki obraz przed oczyma, jak to czytałem.

F: Ten fragment jest najgoręcej dyskutowanym fragmentem książki.

W: Domyślam się!

F: Ale z drugiej strony on był też głęboko konsultowany z ludźmi, którzy umieją podejść do tego z dystansem, a jednocześnie są z tych miast. I historii o kulturotwórczej roli macdonalda było bez liku (i że oficjele otwierają macdonalda – też). Każdego, kto się będzie ze mną o to kłócił, zapraszam w sobotę w listopadzie do macdonalda w Łomży. Zjemy bułę i popatrzymy, jak to wygląda.

W: Filip, nie musimy daleko jechać. I w Białymstoku, i w Suwałkach mamy macdonaldy, które mają dokładnie taki sam klimat. Dlatego właśnie nie zazdroszczę Łomży.

F: No tak, ale ten fragment opisuje macdonalda i w Siedlcach, i w Suwałkach. Więc cieszę się, że to potwierdzasz.

W: Wolę jednak, gdy opisujesz miasta poprzez ludzi. Chciałbym mieć w Suwałkach takiego Janusza, jakiego ma w swojej historii Nowy Sącz.

F: Nowy Sącz to ma trochę inną mentalność.

W: Bo to górale są? Inna krew?

F: Oni są „lachy”, a nie górale. Oni góralami się nie nazywają.

W: Ale – jak opisujesz pół-żartem – równie długo glanują. To wrodzone jest?

F: Oni mówią, że to wrodzone, ale ja w to nie do końca wierzę. Tam była „bida” jak cholera i raczej to nie jakiś prężny lokalny przedsiębiorca się uaktywnił. Myślę, że tam w latach 50. wytworzyła się taka atmosfera. W 1956 r. poluzował się klimat polityczny i można było coś proponować. Oni zaproponowali gospodarczy eksperyment. A to przecież „pipidówa” była! Nie miała żadnych szans. Tłumaczyli więc tym wszystkim oficjelom komunistycznym: „Skoro jesteśmy taką dziurą, w której nic się nie udaje, nic się nie dzieje i nikt na nas nie zwraca uwagi, to może to jest najlepsze miejsce, żeby sprawdzić taką opcję, która jest w eksperymencie?”. To dowodziło, że oni nie byli jakoś tam specjalnie prężni, po prostu znalazła się odpowiednia grupa. No i to jest zawsze tak, że grupa liderów jest potrzebna, którzy mają pomysł i mogą pociągnąć, mają warunki do tego.

W: A z drugiej strony mamy taką piosenkę Jeremiego Przybory: „W średnich miastach / mężczyzna czy niewiasta / nie zwykli są sąsiadów swych przerastać”. Jeremi Przybora to napisał i napisał też, że „pomniki bluszcz zarasta”. To cały czas brzmi, ale Ty to przełamujesz w opowieściach. Wynika z nich, że to tylko bardzo trwała etykietka przyklejana nam od lat przez artystów i polityków z centrali?

F: Cały ten projekt wynikł ze sprzeciwu etykietkom. Ta debilna akcja Betlejewskiego ostatnio [z ludźmi szukającymi pracy w Radomiu] również bazuje na tym, że do tego Radomia przykleiła się jakaś etykietka. A nam chodziło w tym projekcie o to, żeby się pod te etykietki dostać i coś tam wygrzebać spod nich. Suwałki mają najmniej szkodliwą, bo tę z prognozą pogody, a w innych miastach to był o wiele większy problem.

W: A między miastami, które co chwila pokazujesz na mapce (stwierdzając we wstępie, że mapa to kłamstwo), istnieją rzeczywiście pustki-pustki czy może niewidzialne łącza?

F: Pustki. Jak się spojrzy na mapę połączeń, to widzimy jazdę z Przemyśla do Zamościa przez 8 godzin, przez jakieś Lubliny, które zupełnie nie są po drodze. Przez to, że jest tak zepsuty transport w tym kraju i samo myślenie o tym, jak to ma wyglądać, to nie ma sieci powiązań między mniejszymi miastami.

W: Fizycznych łączy nie ma. Ale pytam też na poziomie ludzkim, bo moja żona jest z Siedlec i jej tu dobrze. Kolega z ławki z mojego III LO wybrał uczelnię w Nowym Sączu, tę sławną, którą opisujesz. Programista przyjeżdża z Łomży do suwalskiej firmy i bardzo sobie chwali życie w Suwałkach. Może jednak ta skala miasta nas przyciąga?

F: Ostatnio na spotkaniu autorskim w Warszawie wstał gość i mówił, że uczył się w Warszawie, studia zrobił w Warszawie i pracuje w Warszawie. Nigdy nie miał potrzeby jeździć do mniejszych miast, bo też nie ma tam znajomych ani innego celu. Jak czytał tę książkę, to to były dla niego jakieś problemy z kosmosu. Nie miał o nich pojęcia do tej pory, ale dały mu do myślenia, rzuciły inne światło na jego życie w stolicy. Bo doświadczenie miasta w skali Suwałk to poznanie życia, gdzie wszystko jest bliżej, gdzie łatwiej się przemieszczać.

W: To jest nasz atut.

F: Tak, tylko mieszkańcy dużych miast o nim nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć. Wydaje im się, że duże miasta oferują taki rynek pracy i takie możliwości, że właściwie nie ma u Was już nic, co by mogło być fajne. A dla mnie fakt, że każdy mój przewodnik po Suwałkach po drodze machał do kogoś znajomego, pokazuje coś pięknego. Przeżywam to też czasem w moim Poznaniu. Gdy jestem tam dwa dni, to przynajmniej jednego znajomego na mieście spotkam i bardzo lubię to uczucie. Nawet jeśli nie gadamy, tylko machniemy sobie czy się tylko zobaczymy. A już w Warszawie tego nie mam.

W: Ale jak to się ma do szans na dobre życie?

F: Będzie rosła grupa ludzi w miastach Archipelagu, których praca będzie niezależna od miejsca, w którym ją wykonują, np. programiści. Jednocześnie oni mają świadomość, że życie w mieście tej skali jest dla nich lepsze od życia w dużym mieście, jeśli tylko ma się dobrze płatną pracę.

W: Spotykałeś ludzi i z dobrą płacą, i z kiepską. W Suwałkach rozmawiałeś z wieloma pasjonatami, którzy – jak mówiłeś – zawsze trochę zakrzywiają rzeczywistość.

F: Tak, dlatego dla równowagi oprócz znających projekt z radiowej „Trójki” i innych fascynatów, rozmawiałem też z tymi, którzy nic o nim nie wiedzieli. Wtedy wychodziły bokami takie rzeczy, jak opisane w przypadku Włocławka, Wałbrzycha czy Radomia. Można to podsumować tak, że ludzie, którzy są bardziej zdani na lokalny rynek pracy, bo nie są na przykład przedsiębiorcami albo nie mają żyłki samoorganizacji (nie każdy ją musi mieć), mają o wiele gorzej w tych miastach.

W: Materialnie?

F: Też. Mniej zarabiają i to na mniej elastycznym rynku pracy. Często nie mają wyniesionego z harcerstwa „jak się nie dzieje, to trzeba sobie zrobić samemu”. Wtedy narzekają na kulturę, na rozrywkę i inne „braki”. Ten obraz wybija z całości, ale w żadnym razie nie możemy tego skonstatować w popularny sposób, że jak ktoś jest mniej zaradny, to ma jak ma.

W: Dlaczego nie możemy?

F: Bo ten kraj nie składa się tylko z ludzi, którzy są gotowi prowadzić własne przedsiębiorstwa i organizować koncerty. Są jeszcze tacy ludzie, którzy chcą sobie po prostu iść na koncert. Oni trafiają w pustkę. Bo albo nie ma nic, albo jest w takiej formie, która ich nie do końca zadowala.

W: Własne przedsiębiorstwa też jednak nie mają lekko. Jest mnóstwo przeszkód, o których mówią Twoi bohaterowie nie tylko w Suwałkach.

F: Oczywiście, ale pocieszające jest to, że prowadzący lokalne biznesy z reguły nie narzekają niekonstruktywnie. Mają refleksję krytyczną, ale jednocześnie mają duże poczucie wartości tych miast.

W: Spotkałeś ich w podróży bardzo wielu, opisałeś, namalowałeś z nich obraz. Trochę jak barwne (u Ciebie zawsze z dużą domieszką ulubionej szarości) szkiełka w kalejdoskopie ludzie poskładali się w jeden obraz. Potrząśniesz przed kolejnym objazdem, np. za tydzień przed spotkaniem w SOK-u, posłuchasz innych i zobaczymy jeszcze inny obrazek?

F: Tak. Dlatego my używamy słowa „archipelag” i ono opisuje ten projekt. W książce Marcina Michalskiego i Macieja Wasilewskiego „81:1. Opowieści z Wysp Owczych” jest taki moment, że oni lecą nad Wyspami i każdy co innego widzi w tym archipelagu. To trochę tak jest – on nie ma określonego kształtu. To jest jak obserwowanie chmur, każdy widzi co innego w chmurze i można się całkiem nieźle o to pokłócić.

W: Kłótnię o ogólny kształt więc sobie darujemy. Ale w szczegółach – jest się o co spierać?

F: Zarówno na poziomie książki – z niej nie wynika, jak jest w tych miastach, natomiast wynikają pewne ważne dla tych miast wątki; tak samo na poziomie projektu – też nie wynika z niego jeden obraz. Mamy kilka wątków, w których opowiadamy o tych miastach kilkoma, kilkunastoma, kilkudziesięcioma osobami. Każdy ma trochę inne spojrzenie, na inne rzeczy zwraca uwagę. Ale wszystkie mogą być ważne.

W: Piszecie, że ten projekt jest otwarty. Co to znaczy?

F: Jest i zawsze był. Jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, to jesteśmy otwarci i słuchamy tego, co ma do powiedzenia. Można dopisać swoją część do tego obrazu, dorzucić swoje szkiełko.

W: „Przypłyniesz” na suwalską wyspę Archipelagu za tydzień. Jak pirat swoją karawelą?

F: Tak! Przypływam i robię zadymę.

Książkę „Miasto Archipelag” kupisz w sieci lub w Suwałkach – w księgarniach. Jeden egzemplarz można wygrać również u nas. Wystarczy odpowiedzieć prawidłowo na pytanie: W jakim cyklu w „Polityce” ukazywały się teksty powstające podczas realizacji projektu „Miasto Archipelag”? Odpowiedzi prosimy przesyłać do nas mailem: redakcja@niebywalesuwalki.pl (książkę wygrywa osoba, która najszybciej udzieli prawidłowej odpowiedzi i będzie ją mogła odebrać osobiście po spotkaniu z Filipem Springerem w Suwałkach). KONKURS ROZSTRZYGNIĘTY!

Za miesiąc ukaże się również „Ogarnij Miasto Archipelag” – przewodnik po Suwałkach, jakiego jeszcze nie było. Będzie to jeden z cyklu „miejskich przewodników subiektywnych”, które odkrywają nowe miejsca na podróżniczej mapie Polski. A może nawet bardziej – na planach miast.

Miasto Archipelag – książka from Filip Springer on Vimeo.

Przeczytaj fragment:

1 KOMENTARZ

Dodaj komentarz