Reklama

Baśń dla dorosłych w „Kinie konesera” w Cinema Lumiere

Data:

- Reklama -

Po wakacyjnej przerwie do Cinema Lumiere powraca cykl „Kino konesera”. Pierwszy pokaz już 12 września o godz. 19.00 – widzowie obejrzą film „Czerwony żółw”, nagrodzony w Cannes i nominowany do Oscara.

Znajdujesz się na bezludnej wyspie. Wokół ani śladu człowieka, żadnego zgiełku, tylko morze i plaża. Wiatr jest świeży, zamiast smogu morska bryza. Od cywilizacji dzieli cię bezkresny ocean. Co robisz? Delektujesz się swobodą czy budujesz tratwę? Gdzie jesteś? W więzieniu czy w raju?

Legendarne japońskie Studio Ghibli („Spirited Away: W krainie Bogów”) przedstawia animację „Czerwony żółw”: urzekającą baśń dla dorosłych, która została nagrodzona w Cannes, nominowana do Oscara i zwyciężyła w projekcie Scope100, w którym to sami widzowie wybierają filmy dla widzów. Koproducent „Czerwonego żółwia”, Studio Ghibli, przez fanów animacji na całym świecie uważane jest za miejsce kultowe i nieomal magiczne. Powstało w Japonii, w roku 1985. Założyło je dwóch reżyserów: Hayao Miyazaki i Isao Takahata, oraz producent Toshio Suzuki. Dwaj pierwsi mieli już bogate doświadczenie w branży filmowej, ostatni zaś był redaktorem mangowego magazynu. Sama nazwa, Studio Ghibli, brzmiąca w całości Kabushiki-gaisha Sutajio Jiburi, a wymawiana jako „dżiburi” oznacza „wiatr z Quibli” czyli sirocco. Miała być synonimem nowego, świeżego powiewu w japońskiej animacji. I to bez wątpienia studiu się udało. Przez 35 lat w Ghibli wyprodukowano ponad 20 pełnometrażowych animacji, w większości wyreżyserowanych przez założycieli studia Miyazakiego i Takahatę, które odniosły sukces i zdobywały nagrody na całym świecie. Do najsłynniejszych z nich należą: „Nausicaä z Doliny Wiatru”, „Grobowiec świetlików”, „Mój przyjaciel Totoro”, „Księżniczka Mononoke”, „Ruchomy zamek Hauru”, „Ponyo”, czy nagrodzony Złotym Niedźwiedziem i Oscarem „Spirited Away. W krainie Bogów”.

W „Czerwonym żółwiu” czuć subtelną, ilustratorską wrażliwość. Wiele stonowanych i pięknych kadrów mogłoby trafić na karty malarskich albumów. Nie tylko tych z Kraju Kwitnącej Wiśni. KulturaOnline.pl

WYWIAD Z REŻYSEREM

Wśród twoich krótkometrażowych animacji przynajmniej dwie uznaje się za filmy kultowe. „Mnich i ryba”, wyprodukowany przez studio Folimage, zdobywca Cezara w 1996 i nominacji do Oscara, oraz „Ojciec i córka”, który w 2001 nagradzany był na festiwalach w Annecy, Hiroszimie i zdobył Oscara. W tym drugim mała dziewczynka obserwuje odchodzącego ojca, jego wspomnienie wraca do niej przez całe życie. Udało cię się przedstawić bardzo nieokreślone uczucie – tęsknotę…

Michael Dudok de Wit: Faktycznie, jest ono trudne do zdefiniowania i bardzo subtelne, ale też doświadczyło go bardzo wielu ludzi. To tęsknota za czymś, co wydaje się nieosiągalne, głębokie, to milczące pragnienie. Dla artysty to może być dążenie do perfekcji, idealnej muzyki, rysunku, poezji… Bolesny, a jednocześnie piękny brak. Trudno sobie wyobrazić, jak wiele poruszających zwierzeń usłyszałem od znajomych, ale i obcych, którym mój film przypomniał o ich własnych doświadczeniach. Mam wielkie szczęście, że stał się on dziełem klasycznym.

Sam byłeś członkiem jury na festiwalu w Hiroszimie w 2004 roku. Czy właśnie tam spotkałeś Isao Takahatę, współzałożyciela Studia Ghibli?

Tak, zamieniliśmy kilka słów. Mówił nawet trochę po francusku, uwielbia francuską kulturę. Niedługo potem zaskoczył mnie, pojawiając się z tłumaczem na festiwalu w Seulu, gdzie miałem wykład o moich filmach dla studentów. Myślałem, że przyszedł się tylko przywitać, a on został na całą konferencję! Być może już wtedy myślał o wspólnym projekcie.

W listopadzie 2006 roku otrzymałeś niespodziewanego maila z Tokio. Z dwoma pytaniami.

Jedno pochodziło z muzeum Ghibli, które prosiło o zgodę na dystrybucję „Ojca i córki” w Japonii. Drugie natomiast dotyczyło tego, czy byłbym zainteresowany pracą ze Studiem Ghibli nad moim pełnometrażowym filmem. Do tamtej chwili nawet nie myślałem o pełnym metrażu. Wielu moich przyjaciół z branży zwodzonych było wspaniałymi obietnicami, wyjechali do Kalifornii tylko po to, by wrócić rozczarowanymi, po tym jak ich projekty zostały odrzucone przez producentów. Ale ze Studiem Ghibli jest zupełnie inaczej. Zapewnili mnie, że praca odbywać się będzie zgodnie z przepisami francuskiego prawa, które szanuje filmy artystyczne. Dali mi kilka miesięcy na napisanie scenariusza. Miałem pomysł na opowieść o człowieku na bezludnej  wyspie, temat ten w tamtym czasie wracał dość często w telewizji, ale podobał mi się jego archetypiczny wydźwięk. Nie chciałem opowiadać historii o jego przetrwaniu, to robiono już wiele razy. Chciałem czegoś więcej. Spędziłem więc trochę czasu na jednej z wysp na Seszelach – ta nazwa od razu przywodzi na myśl luksusowe wakacje, ale je wybrałem życie z lokalnymi mieszkańcami. Chodziłem sam na spacery, obserwowałem wszystko uważnie i robiłem tysiące zdjęć. Za wszelką cenę chciałem uniknąć estetyki jak z ulotki biura podróży.

Mój rozbitek nie mógł być urzeczony miejscem, w którym się znalazł, on desperacko chce wrócić do domu, a wyspa wcale nie jest gościnna. Są na niej zagrożenie, absolutna samotność, deszcz i robactwo…

I wtedy popełniłem klasyczny błąd: mój scenariusz był za dokładny. Film byłby za długi. Ale podstawowy pomysł był mocny. Następnym krokiem był animatik, który jest uproszczoną wersją filmu, złożoną ze statycznych rysunków. Na tym etapie przekonałem się, że czasami trudno jest przełożyć historię na język kina. Z niektórymi problemami nie potrafiłem sobie poradzić. Pascal Caucheteux, mój producent ze studia Why Not Productions zaproponował, żebym porozmawiał z Pascale Ferran i przez następne miesiące spotykałem się z nią regularnie. Dyskutowaliśmy długo i poważnie o filmie jako całości, bo zmiana pojedynczych jego fragmentów wpływała na całą konstrukcję. Pascale bardzo pomogła mi określić podstawowe problemy i sprawić, by narracja stała się czytelniejsza i mocniejsza. Była zachwycona tym, że w filmie animowanym montażu dokonuje się jeszcze przed realizacją poszczególnych ujęć i odcisnęła na nim swoje piętno.

Ponownie jednym z tematów jest tęsknota, ale także ponadczasowość. To temat powracający w twoich filmach – widać ją w tych wszystkich ujęciach drzew, nieba, chmur, krążących ptaków…

Tak, to są momenty, których każdy z nas doświadczył. Kiedy nie ma przeszłości ani przyszłości, czas się zatrzymał. Ale czas ma też naturę okręgu. Pokolenia następują po sobie. Dziecko przejmuje gesty po ojcu, wspina się na te same skały, stawia czoła tym samym zagrożeniom.

W królestwie zwierząt jest też inny cykl: martwą rybą żywią się muchy, je z kolei pożera pająk, ptaka porywa z plaży ptak…

To prawda. Film opowiada historie na oba sposoby – linearny i cykliczny. I używa czasu, by odnieść się do braku czasu, tak jak muzyka podkreśla ciszę. Ten film mówi także o doświadczeniu śmierci. Człowiek zwykł przeciwstawiać się śmierci, bać się jej i walczyć z nią, co jest zupełnie naturalne i zdrowe. Jednocześnie intuicyjnie rozumiemy, że jesteśmy czystym życiem i nie musimy się śmierci przeciwstawiać. Mam nadzieję, że w filmie udało się przekazać to uczucie.

Kluczowym elementem jest też pierwsze pojawienie się żółwia i tajemnica, która go otacza.

Pomysł, by w historii pojawił się wielki żółw, przyszedł mi do głowy dość szybko. To musiało być szanowane i pełne majestatu morskie stworzenie. Żółw jest spokojny i samotny. Znika w głębinach oceanu na długi czas i sprawia wrażenie bytu prawie nieśmiertelnego. Jego intensywna czerwień z jednej strony pasuje do niego, z drugiej wyróżnia go. Dużo czasu poświęciliśmy na to, by określić, jak wiele z tej tajemnicy chcemy umieścić w historii.

W filmach Studia Ghibli obecność tajemnicy jest bardzo umiejętnie wykorzystywana.

Tajemnice mogą być oczywiście wspaniałe, ale nie mogą sprawiać, że widz przestaje śledzić
historię. Trzeba być bardzo ostrożnym… Szczególnie jeśli w filmie nie ma dialogów i obywamy się bez słów. Bardzo łatwo wyjaśniać rzeczy w dialogu, ale są też oczywiście inne sposoby, jak zachowanie postaci, muzyka, montaż. Gdy nie ma dialogu, sam oddech bohaterów staje się bardziej ekspresyjny.

Jak wyglądały prace nad muzyką?

Jako że w filmie nie ma dialogów, muzyka była kluczowa. Nie miałem wizji jakiegoś konkretnego muzycznego stylu. Laurent Perez del Mar, kompozytor, zasugerował kilka rozwiązań, wśród których znalazła się piękna melodia, idealna by stać się głównym muzycznym wątkiem. Byłem zachwycony. Laurent proponował muzykę do scen, w których ja w ogóle muzyki nie słyszałem i miał racje. Bardzo często mnie zaskakiwał.

A czy mógłbyś opowiedzieć więcej o spotkaniach z Isao Takahatą?

Tak naprawdę film od samego początku miał trzech producentów – Isao Takahatę i Toshio Suzukiego ze Studia Ghibli ora Vincenta Maravala z Wild Bunch. Kilka razy spotkaliśmy się wszyscy w Japonii i we Francji. Rozmawiałem głównie z Takahatą. Czasami o takich detalach, jak na przykład ubrania bohaterów, ale najczęściej koncentrowaliśmy się na historii, symbolach, filozoficznych aspektach opowieści. W filmie pojawia się na przykład ogień, który dla Takahaty miał zupełnie inne znaczenie symboliczne niż dla mnie. Na szczęście nadawaliśmy na tych samych falach, nasze rozmowy były pełne wzajemnego zrozumienia i pasji. Takahata był bardzo zaangażowany, to świetny producent.

Jak długo trwała produkcja?

Zacząłem pisać scenariusz i robić pierwsze rysunki na potrzeby animatiku w 2007 roku. Trwało to dość długo i właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że fabuła wymaga poprawek. Przez kilka następnych lat pracowałem nad filmem nieustannie, sam bądź ze współpracownikami, i zajmowało to bardzo dużo czasu. Jestem wdzięczny producentom za to, że podtrzymywali mnie na duchu i w ogóle nie byli zaskoczeni, że to tyle trwa. Zwrócili uwagę, że najkosztowniejszy etap produkcji jest dopiero przed nami i lepiej mieć do tego czasu naprawdę dobrze przygotowany scenariusz. Niektórzy producenci, by nie tracić czasu, pewnie zdecydowaliby się zakończyć nad nim prace już podczas animowania, ale dla mnie byłoby to zbyt ryzykowne. Produkcja animacji zaczęła się w 2013 roku w oddziale Prima Linea w Angoulême, za stronę artystyczną odpowiadało Studio Ghibli, Why Not oraz Prima Linea, gdzie szefem animatorów był Jean-Christophe Lie, jeden z filarów filmu, na którym mogłem całkowicie polegać.

Pokaz filmu „Czerwony żółw” w Cinema Lumiere w Suwałkach

W naszym konkursie czytelnicy portalu mogą wygrać 2 pojedyncze bilety na pokaz filmu „Czerwony żółw” w Cinema Lumiere. Warunkiem udziału w konkursie jest wysłanie do nas mailem (redakcja@niebywalesuwalki.pl) odpowiedzi na pytanie: Do jakiego filmu z Jeanem Reno stworzył muzykę Laurent Perez Del Mar, autor ścieżki do „Czerwonego żółwia”? Na odpowiedzi czekamy do 8 września do godz. 12.00. W mailu prosimy wpisać swoje imię i nazwisko – do rezerwacji. Zwycięzców wylosujemy. Konkurs zakończony.

Leave a Reply

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

„Patrz, jak kręcą” w Kinie konesera. Wygraj bilety

Reżyser Tom George bierze na warsztat opowieść kryminalną -...

„IO” Jerzego Skolimowskiego, polski kandydat do Oscara, wkrótce w Cinema Lumiere

„IO” to zapierająca dech w piersiach odyseja, porywające kinowe...

Po wakacyjnej przerwie powraca „Kino konesera” – „Vortex”

"Vortex" w reżyserii Gaspara Noé w Cinema Lumiere w...

„Johnny” – film o Janie Kaczkowskim pod koniec września w Cinema Lumiere

Od 23 września w Cinema Lumiere w Suwałkach będzie...
%d bloggers like this: