Podróżnicza pasja, poznawanie i zwiedzanie odległych zakątków świata – to intryguje i przyciąga tłumy, czego dowodem było bardzo liczne grono słuchaczy, którzy szczelnie wypełnili w czwartek, 11 stycznia salę im. J. Towarnickiej w Bibliotece Publicznej im. Marii Konopnickiej w Suwałkach.

Autorzy: Katarzyna Otłowska, Wojciech Otłowski

Awizowane tytułem „Motocyklem przez Australię” spotkanie było okazją do poznania niezwykłej podróżniczki. Nasza krajanka – Kinga Tanajewska przemieszcza się motocyklem, swe wyprawy odbywa w pojedynkę, ale w myśl przewodniego hasła: „Sama, ale nie samotna” to właśnie klucz do sprawdzenia siebie, podróżowania zgodnie ze swoim rytmem, przekraczania ograniczeń, przełamywania stereotypów.

Podczas spotkania okazało się, że zdjęcia, ośmiominutowy film i parę słów o eskapadzie dookoła Australii stanowi tylko preludium do pasjonującej, wciągającej, pełnej ciekawostek i rozbudzającej apetyty słuchaczy opowieści o ludziach, podróżach, przygodach, perypetiach mających szczęśliwy finał i dowodzących, że marzenia warto realizować, że warto iść za głosem serca i porzucać utarte ścieżki.

Pierwsza wyprawa, o nieco innym charakterze, miała miejsce jedenaście lat temu. Wówczas to Kinga Tanajewska wyemigrowała do Australii. Dla motocyklowej pasji, rodzinnej – bo „odziedziczonej” po mieczu (tata Janusz jest fanem takiego sposobu podróżowania) – także nowe miejsce zamieszkania stało się wdzięcznym terenem eksploracji. Ale prawdziwe zanurzenie się w swym hobby to skutek niezbyt przyjemnego zbiegu okoliczności w życiu globtroterki.

Dwa lata temu wypadek (tzw. czołówka z samochodem) skutkowały złamaniami ręki i nogi. Był to ciężki okres w życiu i osobistym (rozwód), jak i zawodowym (praca w korporacji wywoływała depresję). Jak na Australię przystało, rekompensata za to zdarzenie była wysoka. Pojawiła się myśl, by dokonać radykalnej zmiany – Kinga Tanajewska postanowiła rzucić pracę i fundusze przeznaczyć na wyprawę dookoła świata.

Etap tej wyprawy zakończyła niedawno – to półroczna podróż z Australii do Polski. Najpierw drogą powietrzną przerzuciła swe BMW 800 do Korei (rzecz jasna południowej), następnie promem udała się do Władywostoku. Oprócz południowo-wschodniej Rosji, przejechała także Mongolię, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Uzbekistan, Turkmenistan, Iran, Azerbejdżan, Gruzję, Turcję, Bułgarię, Rumunię, Węgry, Słowację. Na koniec dojechała do rodzinnych Suwałk.

W kwietniu podróżniczka wyruszy w kolejną półroczną wyprawę – ma zamiar przemierzyć Afrykę. Trzeba przyznać szczerze, że będzie to najniebezpieczniejszy fragment zaplanowanej trasy dookoła świata. Nieprzypadkowo organizatorzy Rajdu Dakar postanowili dziewięć lat temu przenieść imprezę do Ameryki Południowej. Miejmy nadzieję, że pani Kinga dotrze do Kenii, skąd ma zamiar wyekspediować motocykl do Chile. Jak nietrudno się domyślić, po to, by odbyć ostatni etap podróży – przejechać obie Ameryki z południa na północ.

Wyprawie z Australii w rodzinne strony przyświecał szczytny cel. Podróżniczka pragnęła zdobyć fundusze na pomoc potrzebującym. Wcześniej zbierała je dla niesłyszących dzieci, tym razem beneficjentem był mały Franek, cierpiący na porażenie mózgowe syn koleżanki. I – rzecz jasna – udało się – na rzecz chłopczyka zebrano trzy i pół tysiąca funtów.

Decydując się na tak długą wyprawę, takim właśnie środkiem lokomocji, musiała pokonać obawy przed możliwymi awariami. Na szczęście motocykl sprawował się wzorowo, dopiero w Tadżykistanie pojawiły się problemy z zawieszeniem. Potrzebne części BMW (prowadzenie blogu okazało się pomocne w tym przypadku) wysłało do Uzbekistanu, via Rosja (co tylko stanowi dowód na to, że byłe republiki sowieckie są wciąż zależne od Moskwy). Co ciekawe – bardziej wytrzymałe okazało się ogumienie – oponę podróżniczka zmieniała pierwszy raz dopiero w Turcji.

Motocyklowa samotna wyprawa zaciekawiła słuchaczy (jako pierwsi mogli zobaczyć dziesięciominutowy film, z impresjami z Korei, Mongolii i Iranu), a dopełnieniem relacji podróżniczki były odpowiedzi na pytania zebranych. Intrygowały rozmaite kwestie: dostępność paliwa w poszczególnych państwach, temat noclegów czy sposób ukrycia drona (w wielu krajach jego posiadanie jest surowo zabronione). Ludzie spodziewali się dramatycznych opowieści związanych ze spotkaniami z dzikimi zwierzętami. Tanajewska pod tym względem rozczarowała słuchaczy – jedyna przygoda z pierwiastkiem zwierzęcym, to… nieomal wjechanie w krowę. Wspomniała, że o wiele groźniejsze zdarzenia przytrafiają się w Australii, gdy na drogi – zwłaszcza o świcie lub o zmierzchu – wbiegają kangury i strusie emu.

Między słowami, ale i wprost – podróżniczka zachęcała słuchaczy, by dali się porwać pasji, bo takie smakowanie świata pozostawia niezapomniane doznania. Nawet słuchając jedynie relacji można było to poczuć.

Foto: Wojciech Otłowski

 

Dodaj komentarz