Zwołaną krótko po lipcowym spotkaniu 49 sesję Rady Miejskiej zdominował jeden temat, bo w takim też był cel tej nadzwyczajnej sesji. Radni PiS-u zaniepokojeni awarią w PWiK, która miała miejsce 27 lipca i brakiem jasnych informacji na temat jej przebiegu i skutków zwrócili się 30 lipca do prezydenta, by zabrał głos w tej sprawie.

Autor: Katarzyna Otłowska

Foto: Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl

Na poniedziałkowej sesji na temat ten rozmawiano długo, głos zabierali przedstawiciele wielu instytucji, osoby zaproszone i rzecz jasna prezydent Czesław Renkiewicz. Naświetlone zostały rozmaite aspekty związane z awarią: przyczyny, przebieg, działania.

Szczegółowa relacja prezydenta uświadomiła zebranym, że awaria, której skutkiem było zanieczyszczenie wód Czarnej Hańczy i jeziora Wigry oraz trudne do oszacowania szkody w faunie i florze akwenu, stała się swego rodzaju testem na przygotowanie rozmaitych służb i instytucji do działania w sytuacjach kryzysowych. Niestety, okazało się, że takie procedury nie zostały odpowiednio opracowane, a powiadamianie o tego typu awariach szwankuje.

Informacje o niepokojącym wycieku docierały do osób władnych, mogących podjąć odpowiednie działania, od mieszkańców przerażonych zaobserwowanym stanem rzeki, śniętymi rybami, zaniepokojonych z powodu nieprzyjemnego zapachu.

Czesław Renkiewicz wyraził żal, że takie zdarzenie miało miejsce, bo zaważyło ono na wizerunku PWiK – instytucji do tej pory cenionej i nagradzanej, ale też na obrazie miasta, okolic. Stan wód Czarnej Hańczy, w związku z ogłoszonym rokiem rzeki, był monitorowany, planowano i wdrażano działania mające go poprawić. Awaria zaprzepaściła wszystkie te starania.

Z wypowiedzi prezydenta Renkiewicza i przewodniczącego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, Leszka Andrulewicza, wynika, że zawiodły i urządzenia, i czynnik ludzki. Niewystarczająco staranne sprawdzanie stanu urządzeń i w niektórych przypadkach przestarzałe technologie, brak monitoringu i systemu ostrzegania – powodów awarii jest wiele, ale nie da się ukryć, że „dobra załoga”, jak oceniał podwładnych Andrulewicz, nie stanęła na wysokości zadania.

Jak poinformował prezydent Renkiewicz, awaria urządzeń trwała od godziny 15.25. Niedziałające, zapowietrzone pompy w przepompowni głównej wprawdzie nie spowodowały włączenia się alarmu, ale nadzorujące ich prace osoby nie dokonały stosownych kontroli, a dyspozytor, choć awaria wyszła na jaw, a na teren zakładu wkroczyli przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, by dokonać sprawdzenia urządzeń, konsekwentnie informował telefonującego do niego prezesa, iż nic niepokojącego na terenie oczyszczalni się nie dzieje. Pompy włączono ponownie o godzinie 20.44.

W wyniku dalszych czynności mających ustalić przebieg zdarzeń dyspozytor tłumaczył, że „zawiodła rutyna”. Rażące niedopatrzenie i szkody wynikające z tej awarii są tak poważne, że konsekwencją było dyscyplinarne zwolnienie mężczyzny. Do dyspozycji prezydenta podał się także sam prezes, jednak Czesław Renkiewicz nie przyjął jego rezygnacji.

Dalsze działania miały na celu jak najszybszą naprawę sytuacji. Prezydent zarządził zweryfikowanie procedur w przedsiębiorstwach miejskich i niemiejskich, wypracowanie sposobów działania w przypadku kataklizmów czy podobnych sytuacji kryzysowych. Piątego września mają być przedstawione efekty tych ustaleń.

Rzecz jasna od razu podjęte zostały działania w korycie Czarnej Hańczy oraz na terenie jeziora Wigry. Już w sobotę odłowione zostały śnięte ryby, pojedyncze sztuki wyłowiono jeszcze w niedzielę. W sumie było to 120 kg ryb, które zostały zutylizowane. Jak poinformował Leszek Andrulewicz, zwrócono się także do Gospodarstwa Rybnego PZW Suwałki z prośbą o zarekomendowanie uczelni, która przeprowadziłaby badania nad wpływami wycieku na ichtiofaunę – i takie badania dziś (6 sierpnia) zostały wykonane, wyniki ich będą znane niebawem.

Wyjaśnienia prezydenta i prezesa Andrulewicza nie usatysfakcjonowały inicjatorów zwołania dzisiejszej sesji. Radni PiS-u mieli wiele pytań, uwag i wątpliwości. Głos zabierali: Irena Schabieńska, Bogdan Bezdziecki, Zdzisław Ścięgaj. Przewijającą się we wszystkich tych wypowiedziach kwestią była sprawa badań epidemiologicznych – tego czy zostały zlecone i kiedy będą ich wyniki. Radna Schabieńska sugerowała umieszczenie tabliczek z zakazem kąpieli, a radny Ściegaj wyraził także zarzuty wobec niektórych przedstawicieli mediów wprowadzających w błąd odbiorców, szukających informacji o awarii. Na jednym z portali użyto słów: „nieoczyszczona woda”, choć w rzeczywistości były to przecież ścieki.

Głos w tej bulwersującej sprawie zabierały też inne osoby – Wiesława Blusiewicz z WIOŚ-u, dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego, Jarosław Borejszo, Elżbieta Bednarko pełniąca funkcję Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Suwałkach. Z ich wypowiedzi wynikało, że sytuacja jest pod kontrolą, stan wód nie pogorszył się znacznie. Zapytana o możliwość kąpieli w Wigrach Bednarko stwierdziła, że kąpieliska jako takie nie funkcjonują. Jeśli więc ktoś chce w taki sposób wypoczywać, robi to na własne ryzyko. Możliwości przeprowadzenia badań epidemiologicznych Borejszo ocenił jako bardzo kosztowne działania i choć są szanse na uzyskanie potrzebnych środków, to wykonanie takich kompleksowe badania jest realne za rok, a może dopiero za dwa lata.

Oburzony postawą władz i odpowiedzialnych instytucji był Grzegorz Mackiewicz, przewodniczący Rady Powiatu, który krytycznie wyraził się o działaniu systemów powiadamiania. Ocenił także jako niewystarczające podjęte kroki i stwierdził, że w wiele osób z powiatu poniosło olbrzymie straty z powodu awarii w PWiK-u, a gdy zostaną one oszacowane – warto by poszkodowani wystąpili o odszkodowania na drodze sądowej.

Dodaj komentarz