W środę, 7 listopada, w suwalskiej Bibliotece Publicznej gościł czołowy polski reportażysta, Jacek Hugo-Bader. Od początku zaproponował przybyłym swoistą interakcję, zadawanie pytań na bieżąco. Czytelnicy – w większości doskonale zaznajomieni z dorobkiem autora – trzymali zatem rękę na pulsie. Nie zabrakło interpelacji, puentowania, a nawet… przypominania Hugo-Baderowi aktualnego wątku.

Autor prawił przede wszystkim o warsztacie reportażysty. Nie krył, iż pamięć ma raczej… marną. Dlatego korzysta z dyktafonu; niegdyś kasetowego, od pewnego czasu – cyfrowego. Ponoć zapis rozmowy z bohaterem „Dzienników kołymskich” wyniósł równe 48 godziny. Hugo-Bader zaznaczył, iż zanim otrzyma się wyczerpującą odpowiedź, należy wysnuć dłuższą opowieść o sobie. Czyli póki otrzymał wspomniane dwie doby zapisu, musiał dwie godziny wygadać od siebie – kim jest, skąd jest i etc.

Wyraźnie została zaznaczona rola tematu. Hugo-Bader przyznał, iż raz się bardzo przejechał na tym, iż nad wspomniany temat przełożył miejsce. Tak się stało w przypadku wypadu nad Bajkał. Dużo pracy kosztowało go, ażeby materiał ten otrzymał właściwy kształt reporterski.

Nie zabrakło poruszenia sprawy emocji; Hugo-Bader sięga w takich przypadkach po dość charakterystyczne słownictwo: flaki, trzewia, bebechy. Zdarza się, iż zasłyszana gdzieś opowieść nie daje spokoju. Ciągle siedzi w głowie, wciąż powraca pytanie, które chce się zadać. Tak było w przypadku poruszającej historii matki, która straciła syna w głośnym swego czasu osunięciu lawiny pod Rysami. Choć pytanie zdeterminowało Hugo-Badera do pochylenia się nad tą historią, to ostatecznie go nie zadał.

Reportażysta nie miał oporów, ażeby na swoim przykładzie – a dokładnie mówiąc reportażu o Kałasznikowie – pokazać, iż nowicjuszom w danej dziedzinie zdarzają się wpadki, które sami oni widzą dopiero po latach.

Podczas spotkania autor zdradził, którą ze swych książek ceni najbardziej – to „Skucha”. Jak się okazało, ewoluował i pomysł, i tytuł. Zrąb tej historii powstał pięć lat po przemianie ustrojowej, ale dopiero po dwudziestu jeden latach udało się reportażyście w pełni wyrazić to, co zamierzał, gdy materiał sprzed ponad dwóch dekad obrósł w dopowiedzenia, uzupełnienia, nowe spojrzenia na temat.

„Skucha” to jedna z najdłużej powstających książek, a są i takie, których tworzenie zajęło kilka miesięcy. Wśród słuchaczy znaleźli się wielbiciele każdej z pozycji autora, zatem sypały się pytania, spostrzeżenia, wrażenia.

Wiele emocji wzbudziła opowieść o szczególnym przedsięwzięciu – wyprawie na Broad Peak wraz z bliskimi zaginionymi podczas zdobywania szczytu podjętej, by odnaleźć ciała himalaistów.

Trwające ponad dwie godziny spotkanie pozwoliło przybyłym poznać bliżej autora, wymienić wiele uwag i rozbudzić apetyt na czytelnicze przygody z jego lekturami. Tym bardziej, że w planach Jacka Hugo-Badera są już kolejne wyprawy i następne tematy.

Fotografie: Wojciech Otłowski – www.wojciech-otlowski.pl

Dodaj komentarz