Trzeci dzień Suwałki Blues Festival 2019 to niezwykle różnorodne granie – dużo bluesa w wykonaniu płci pięknej, zespoły rodzime, europejskie, ale i goście z Ameryki. Do tego kontynuując pogodowe tradycje lat ubiegłych spadł deszcz, który jednak nie przeszkodził fanom gwiazdy wieczoru – takiego wykonawcy można słuchać i podczas bardziej intensywnych opadów!

Koncerty na scenach głównych rozpoczął występ formacji z Jeleniej Góry – J.J. Band. Muzykom towarzyszyła chorzowianka Joanna Kaniewska, na co dzień śpiewająca w grupie Around The Blues. Zespół sięgnął po repertuar Tadeusza Nalepy (muzycy mają na swym koncie płytę z utworami ojca bluesa, którą swym poleceniem sygnuje Jan Chojnacki). Swój koncert zwieńczyli klasykiem „People Get Ready” w wersji przypominającej interpretację Roda Stewarda i Jeffa Becka. Co ciekawe, pięć lat temu w czasie Suwałki Blues Festival utwór wykonała kultowa grupa Vanilla Fudge, osiem lat temu zaś – Magda Piskorczyk.

Na scenie pod Ratuszem publiczność oczarowali swą muzyką członkowie Delta Blues Riders. Zespół występował na European Blues Challenge 2019, gdzie zaintrygował samego dyrektora artystycznego SBF, Bogdana Topolskiego, który zaprosił Portugalczyków do Suwałk. Muzycznie grupie jest blisko do brzmień bluesa Missisipi, wręcz trudno uwierzyć, że nie mają amerykańskich korzeni, tak bardzo osadzone w klimacie było ich granie. „Rasowo” prezentował się też frontman, Paulo Veloso, grając – przez cześć koncertu – na gitarze rezofonicznej.

Kolejna gwiazda przyjechała właśnie ze Stanów Zjednoczonych. Sari Schorr mieszka w Nowym Jorku (wraz z mężem i trzema psami rasy pit bull), jest znana ze swej działalności na rzecz ochrony przyrody i zwierząt, poza tym biega maratony i chętnie bierze udział w koncertach charytatywnych. Do tego jest żywym dowodem na to, że warto marzyć, że marzenia się spełniają. Światowa kariera związana z muzyką jest jednak także efektem pracy i talentu, którego artystce odmówić nie można. Jej mocny głos o wyjątkowej barwie tak zachwycił Marka Vernona, cenionego producenta, że będąc pod wrażeniem występu Sari, postanowił wydać jej płytę. Od tego czasu minęło parę lat, wokalistka ma na swym koncie kolejny krążek – „Never Say Never”, z którego wiele utworów usłyszeli fani podczas sobotniego koncertu, w tym także swego rodzaju hołd złożony bluesmanowi, Robertowi Johnsonowi, mającemu według legendy sprzedać diabłu swą duszę za obietnice odniesienia sukcesu.
Sari hipnotyzuje głosem, nasyca teksty osobistymi emocjami, które przekazuje w niezwykle sugestywny sposób, czasem wręcz nieco teatralny. Jest bardzo energiczna i tego zapału wystarcza jej na długo, zatem słuchacze doczekali się bisów. Zakorzenione w bluesie brzmienia wynikają z muzycznych fascynacji artystki – wyznaje, że inspirują ją Muddy Waters, Ella Fitzgerald, B.B. King, Peter Green, Bob Dylan.

Również wieńczący trzeci dzień festiwalu koncert był okazją do spotkania z amerykańskim bluesem. Lucky Paterson to gwiazda nietuzinkowa i imponująca dorobkiem – pięćdziesięciopięciolatek świętuje… pięćdziesięciolecie artystycznej działalności! Muzyczne zainteresowania przejawiał niemal od kołyski, nad zabawy z rówieśnikami przedkładał możliwości przebywania w muzycznym klubie swego ojca, gdzie talent chłopca dostrzegł Willie Dixon, który wyprodukował pierwszy album pięcioletniego Lucky’ego.

Kolejne lata to pasmo sukcesów i coraz bardziej ugruntowanej pozycji na bluesowych scenach. O tym, że jest ona w pełni zasłużona, przekonać się można było podczas sobotniego występu artysty. Współczesny blues w jego wykonaniu łączy ze sobą elementy soulu, R&B, gospel i rock and rolla. Petersen ma nie tylko ekspresyjny, głęboki głos – jest także multiinstrumentalistą. Trudno nie zgodzić się z tytułem jednego z jego utworów – „Blues In My Blood” – rzeczywiście, ma bluesa we krwi.

Fotografie: Wojciech Otłowski – www.wojciechotlowski.pl  oraz Marcin Wasilewski i Sławomir Potocki

Dodaj komentarz