Zwycięzca „Męskiego Grania Young 2019” zagra w Rozmarino. Wywiad z Łukaszem Żurkowskim

Jest kolejnym – po Tomku Organku – naszym krajanem, który ma szansę zaistnieć na polskiej scenie rockowej. Jego zespół „Żurkowski” został głównym laureatem konkursu „Męskie Granie Young 2019”. Nagrodą było nagranie płyty i trasa koncertowa po Polsce. Łukasz Żurkowski jest właśnie w jej trakcie i we wtorek, 26 listopada o godz. 19.00 zagra w Rozmarino koncert promujący płytę „Włóczęga”. O swoich początkach muzykowania i o „starych dobrych czasach” w Suwałkach rozmawia z Zymkiem Szulcem.

Zymek Szulc: W którym momencie Twojego życia muzyka stała się  dla Ciebie czymś ważnym?  Ile miałeś wówczas lat? Czy ktoś miał wpływ na to? A może jakieś przeżycia to spowodowały?

Łukasz Żurkowski: Pamiętam pewną sytuację ze swojego wczesnego dzieciństwa. Było lato, miałem jakieś 5-6 lat, siedziałem na balkonie i stukałem kredkami w srebrną puszkę po ananasie. To moje pierwsze muzyczne wspomnienie z dzieciństwa, które przychodzi mi na myśl. Odpowiadając jednak na Twoje pytanie – pierwszy kontakt z instrumentem, a mianowicie z gitarą, miałem w wieku 11 lat. Kupiłem pudło za 30 zł od mojego sąsiada z klatki i zacząłem rzępolić pierwsze covery. Duży wpływ na to, że zacząłem grać, miała moja siostra Asia. Zawsze słuchała mocnej muzy i często podkradałem jej kasety, których miała dosyć sporo. Tak poznałem Offspring, Metallicę, Paradise Lost, Toola, Children of Bodom i dużo innych klasyków.

Jak wyglądał „światek muzyczny” w Suwałkach w chwili, gdy zaczynałeś grać? Miejsca koncertowe, które odwiedzałeś, kapele suwalskie, które pamiętasz, ludzie itd.?

Przygodę z pierwszymi koncertami w Suwałkach rozpocząłem w pubie „Futerał” na Kościuszki. Dzisiaj pewnie jest tam jakiś szmateks, ale kiedyś to było bardzo dla mnie magiczne miejsce! Bywałem tam często jako nastolatek na przeróżnych koncertach. Pewnego dnia zagrałem tam swój pierwszy w życiu koncert ze swoim pierwszym zespołem, takim na poważnie, a nazywaliśmy się „Cruel”, a może „The Cruel”… Jakoś tak.

Jesteś wychowankiem suwalskiego Domu Kultury i ROK-S-u. Jak wspominasz klimat, atmosferę tamtych miejsc?

Bardzo mile wspominam tamte czasy. W MDK-u miałem super układ, ponieważ mogłem wraz z kapelą używać salki do woli. Kiedyś wygłuszyliśmy jedno z pomieszczeń wytłaczankami – w zamian za nieograniczony dostęp do prób. Piękne czasy. W ROKiS-ie grałem nieco krócej, ale także mile wspominam szczególnie Bogdana Topolskiego, dzięki któremu mogliśmy robić próby w kamienicy przy chłodnej.

Kiedy skomponowałeś swoją pierwszą piosenkę, napisałeś tekst? Pamiętasz tytuł? O czym to była piosenka? Pod wpływem jakich emocji ją napisałeś? 

Kurczę, chciałbym mieć tak dobrą pamięć! To było bardzo, bardzo dawno temu. Trudno mi przypomnieć w tej chwili, jak nazywał się pierwszy utwór i jakie emocje mi wtedy towarzyszyły, ale jedne z pierwszych utworów nagrywałem jeszcze na kasety za pomocą mikrofonu w radiu. Później już korzystałem z komputera i programów do nagrywania. Piosenki z wokalem zacząłem nagrywać około 16. roku życia.

Jaki był Twój pierwszy zespół w Suwałkach, który założyłeś? 

Mój pierwszy zespół nazywał się „Tumult” i założyłem go wraz z sąsiadem, o którym już wcześniej wspomniałem. Nagraliśmy nawet kasetę z naszymi piosenkami! Kariery nie zrobiliśmy, ale bawiliśmy się przy tym świetnie. Następnie był „Cruel” i pierwszy koncert w „Futeral”. Graliśmy coś zbliżonego do punk rocka. Ostatnią kapelą, którą założyłem wraz z moim przyjacielem Pawłem, była grupa „Wave At The Day”. Z tym składem grałem najdłużej.

Nagraliśmy EP-kę, 3 utwory w studiu u Janka.

W necie nadal coś tam można znaleźć. Na wokalu Oliwka, gitary Paweł, Kamil i ja plus bas Krzysiek i Włodar na perce. Fajnie się grało! Graliśmy w MDK-u pod okiem Pani Magdy, a także w ROKiS-ie u Bogdana Topolskiego.

Co się działo dalej w Twoim życiu? Jak doszło do tego, że dzisiaj masz profesjonalną kapelę, komponujesz, wygrywasz konkursy na ważnych festiwalach, nagrałeś płytę?

Wszystkie te rzeczy, o których powiedziałem wyżej, miały na mnie duży wpływ i ukształtowały we mnie muzyczną wrażliwość. Gdy wyjechałem z Suwałk do Warszawy, rozstając się ze zespołem „WATD”, bardzo szybko założyłem kolejny projekt już z warszawskimi kolegami. Następnie dołączyłem jako gitarzysta do formacji „The Lunatics” i zacząłem nabierać doświadczenia koncertowego.

Kolejnym zwrotem był wyjazd do Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkam do dzisiaj. W moim Doncaster grałem w wielu kapelach, lecz najmilej wspominam „Sixth of July”. Byliśmy bandą przyjaciół i nagraliśmy fajną EP-kę, którą nadal można znaleźć na Youtubie. Wszystkie kapele jednak prędzej czy później rozpadały się, a ja zostawałem z ręką w nocniku. Nie umiem funkcjonować, nie grając, więc pewnego dnia postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i założyć swój solowy projekt, który podpisuję swoim nazwiskiem.

Zebrałem świetnych muzyków, a przy tym moich kochanych przyjaciół i zaczęliśmy wspólnie grać moje piosenki. Własna płyta była moim marzeniem od wczesnej młodości. Miałem dużo szczęścia, że udało mi się spełnić to marzenie! Małymi kroczkami od balkonu i puszki po ananasie do koncertów na imprezach, takich jak Męskie Granie. Wszystko to mieszanka szczęścia, konsekwencji, ale uważam, że najbardziej to zasługa ludzi, jakich ma się obok. Ja mam cudownych! Napędzamy się wzajemnie.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dzięki za miłą pogawędkę!

Koncert grupy Żurkowski w Rozmarino w Suwałkach

Dodaj komentarz