Tydzień temu Piotr Fiedorowicz podesłał mi poniższy link z pytaniem retorycznym: „Myślę, że bas ci się spodoba”. Można by zażartować, iż wykorzystał moją słabość do pochodów basowych. Wiadomo jednak, że linia basu – choć godna uwagi – jest li tylko pretekstem do porozmawiania o sprawach poważniejszych…

Piotrze, czy mógłbyś przybliżyć okoliczności powstania „Żurawi”?

Od początku, kiedy tylko w lasach tuż za progiem naszych domów zaczęły się dziać niedobre rzeczy czułem, że musimy zareagować na to muzyką i klipem. Okoliczności w moim wypadku są przeważnie takie, że kilka dni chodzę z kąta w kąt, próbując zapanować nad emocjami, kłębowiskiem myśli i energią, która rozsadza od środka. Próbowałem pisać jakieś teksty, ale właściwie wszystko wydawało mi się łopatologiczne, banalne i zbyt wprost, więc kosz na papier szybko się zapełniał. Pomysł na tekst zrodził się podczas jednego z listopadowych spacerów po dość mrocznej tego dnia Puszczy Augustowskiej. Las, który do tej pory dawał spokój i ukojenie, zaczął być miejscem, w którym w każdej chwili mogło wydarzyć się coś złego, na spacer zabieraliśmy przecież rzeczy, które mogły uratować komuś zdrowie lub życie.

Trafiłem w miejsce, niezwykle mroczne w pobliżu jeziora Kunis i praktycznie od razu miałem gotowy pomysł na klip i muzykę.

Tekstowa forma ballady, która bardzo sugestywnie i symbolicznie opisuje wydarzenia w skrótowej i skondensowanej formie bez wartościowania i oceniania wydała mi się idealna, ocenę wydarzeń opisanych pozostawiamy słuchaczowi.

Tradycyjna melodia z Gib w metrum na pięć ósmych, która ma w sobie niesamowitą energię, niejako sama podpowiedziała słowa.

W warstwie wykonawczej i aranżacyjnej zależało mi bardzo, żeby nie było to po prostu smutne wykonanie smutnej piosenki, które słuchacza dodatkowo wypompuje z energii. Po latach doświadczeń z muzyką tradycyjną wiedziałem, że najlepszą formą radzenia sobie z trudnymi sytuacjami jest wykrzesanie z siebie jak największej energii, która ma być naszą tarczą i siłą. Mam nadzieję, że udało się to zrealizować.

Równolegle z tworzeniem słów i muzyki rozmawialiśmy z Kubą Pietrzakiem o klipie, który byłby idealną ilustracją muzyki, scenariusz właściwie jest gotowy, ale realizację musieliśmy odłożyć na inny czas, gdyż zależało nam bardzo, żeby jak najszybciej nagrać ten utwór i wypuścić go w świat. Kiedy muzyka była nagrana, Julita zaproponowała, że realizacją animowanego klipu może zająć się mieszkająca tuż przy granicy z Białorusią Katarzyna Zabłocka. Tempo realizacji było ekspresowe, mieliśmy pełne zaufanie że Kasia zrobi to dobrze i właściwie klip powstał bez żadnych konsultacji i poprawek. Pewnego dnia po prostu wysłała nam gotowy klip, do którego podłożyliśmy finalną wersję muzyki i wszystko zadziałało.

Biele to jakaś nowa formacja? Będzie li tylko efemerydą czy jednak czymś stałym?

Tak, Biele to nowa formacja, która chodziła za mną od dłuższego czasu, dotychczas mieliśmy kilka prób z Julitą Charytoniuk i Ulką Murawko, i mimo że skład koncertowy jest ciągle na etapie formowania, to potrzeba nagrania „Żurawi” przyśpieszyła niektóre procesy, m.in. wybór nazwy zespołu, co zawsze jest dość żmudną pracą intelektualną. 😊 (Słowo to oznacza miejsce, w którym bielone było płótno na łące, nad wodą.)

 

Twoja formacja macierzysta, Chłopcy z Nowoszyszek, też nie zasypia gruszek w popiele. W sieci pojawił się nowy teledysk. Kuba Pietrzak, reżyser tego klipu, w emocjonalny sposób opowiedział o fascynacji melodią, która według niego współgra z krajobrazem Suwalszczyzny:

Kuba Pietrzak na planie teledysku „Walc Bykasa”
Autorka: © Aneta Stabińska

Walc Bykasa” to utwór, który nawiedzał mnie wielokrotnie podczas spotkań z przyjaciółmi z Suwalszczyzny. Ma w sobie coś niezwykle melancholijnego, jakąś dozę tęsknoty. Jest bezsprzecznie piękny. I jakby ponadczasowy w swoim minimalizmie. Pejzaż Suwalszczyzny jest jakby wdrukowany niczym pamięć komórkowa w dźwięki tego utworu. Postanowiliśmy zatem zobrazować go w dwójnasób: poprzez ascetyczne, zimowe plenery ciągnące się w promieniu 25 km od Sejn oraz przez industrialny minimalizm starej hali Expo w Warszawie, gdzie muzycy wykonują partie synchroniczne. Taka biała, mroźna i piękna Suwalszczyzna jest głęboko osadzona w mojej pamięci i cieszę się, że udało się ją zachować w tym klipie. Za zdjęcia odpowiada Karol Wójcik – operator, z którym doskonale rozumiem się w kwestiach estetycznych. Za zdjęcia dronowe natomiast, Hubert i Miłosz Stojanowscy – niezastąpiony duet lokalnych odkrywców piękna z lotu ptaka. Dokumentację fotograficzną zrealizowała Aneta Stabińska, której fotosy pięknie oddały klimat całej produkcji.

Jakie refleksje i odczucia budzi w Tobie ten utwór, jego wizualna wersja?

Praca nad klipem trwała długo, gdyż zdjęcia kręciliśmy rok temu, to był czas po kolejnych lockdownach, kwarantannach i bardzo chcieliśmy oddać tę atmosferę w klipie. Czuliśmy, że to nie jest czas na ładne, kolorowe historyjki. Bardzo cieszy mnie, że melodia, którą wydobyliśmy z najgłębszych zakamarków pamięci naszego mistrza i przyjaciela Franciszka Racisa (Franciszek nuci melodię w pierwszych sekundach klipu) dostała drugie życie.

Co do strony wizualnej mamy mały niedosyt, ponieważ części scen ze scenariusza z różnych względów nie udało się zrealizować, jednak ten niedosyt jest zawsze obecny, kiedy coś się robi długo i ma czas na ocenę każdej sceny i fragmentu muzyki, dlatego już myślimy o następnym klipie.

Foto ilustrujące: Wojciech Otłowski

Zdjęcie przedstawiające Kubę Pietrzaka dzięki uprzejmości: Anety Stabińskiej

Leave a Reply