Czy parki krajobrazowe mają wystarczające narzędzia, żeby skutecznie chronić przyrodę i krajobraz? W całej Polsce pracują ludzie, dla których nie jest to zwykły zawód. Strażniczki i strażnicy krajobrazu chronią przyrodę, prowadzą edukację ekologiczną, rozwijają zrównoważoną turystykę, współpracują z mieszkańcami i próbują pogodzić ochronę cennych terenów z ich codziennym użytkowaniem. Robią wiele – czasem zapewne więcej, niż wynikałoby z ich formalnych możliwości. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że prawo nie zawsze daje im narzędzia odpowiadające skali powierzonych zadań. Jubileusz 50-lecia Suwalskiego Parku Krajobrazowego był więc nie tylko okazją do świętowania pół wieku pierwszego polskiego parku krajobrazowego, ale także do rozmowy o tym, czym dziś jest ochrona krajobrazu, jak bardzo ten krajobraz się zmienia i czy potrafimy skutecznie chronić to, co chcemy przekazać następnym pokoleniom.
Fot. 3Film, Krzysztof Kowalewski
Jubileusz, który zgromadził parkowców z całej Polski
Konferencja „Pół wieku ochrony krajobrazu. Jubileusz 50 lat Suwalskiego Parku Krajobrazowego” odbyła się 17 i 18 września. Pierwszego dnia jej uczestnicy spotkali się w suwalskim Hotelu Loft 1898. Drugiego naukową salę konferencyjną zastąpił sam Park – sesja terenowa prowadziła przez miejsca, o których dzień wcześniej opowiadali prelegenci.
Okazja była szczególna. Suwalski Park Krajobrazowy powstał 12 stycznia 1976 roku i jest najstarszym nieprzerwanie istniejącym parkiem krajobrazowym w Polsce. To właśnie na Suwalszczyźnie rozpoczęła się historia formy ochrony przyrody, która przez następne pół wieku rozrosła się do 125 parków obejmujących ponad osiem procent powierzchni kraju.
Rangę jubileuszu było widać już podczas trwającego około godziny oficjalnego otwarcia. W Suwałkach spotkali się przedstawiciele parków krajobrazowych z aż 11 województw, służb ochrony środowiska, świata nauki, samorządów i instytucji od lat współpracujących z SPK.
Życzenia zespołowi Parku składali między innymi przedstawiciele samorządu województwa podlaskiego, powiatu suwalskiego, miasta Suwałki i gminy Jeleniewo. Województwo reprezentowała wicemarszałek Wiesława Burnos, powiat – starosta suwalski Witold Kowalewski, miasto – zastępca prezydenta Suwałk Marcin Bonisławski oraz przewodniczący Rady Miejskiej Zdzisław Przełomiec. Było więc odświętnie. Ale kiedy zakończyły się gratulacje, rozpoczęła się znacznie ciekawsza część wydarzenia.

Park, którego jeszcze nie było w prawie
Idea parków krajobrazowych pojawiała się w Polsce jeszcze przed 1976 rokiem. Poszukiwano formy ochrony, która wypełniałaby przestrzeń między ścisłą ochroną najcenniejszych obszarów a zwyczajnym krajobrazem użytkowanym przez człowieka. Początkowo parki widziano również jako tereny rekreacyjne, które mogłyby przejmować część ruchu turystycznego kierowanego do parków narodowych. Z czasem coraz większego znaczenia nabierała ochrona dużych, powiązanych ze sobą przestrzeni, różnorodności biologicznej i korytarzy ekologicznych.
Kiedy powstawały pierwsze parki krajobrazowe, ta forma ochrony nie miała jeszcze takiego umocowania prawnego, jakie znamy dzisiaj. Jak przypominał jeden z prelegentów, dr inż. Marcin Guzik, dyrektor Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego, przy ich tworzeniu trzeba było posługiwać się istniejącymi przepisami dotyczącymi rad narodowych, czyli organów władzy państwowej i samorządu w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Suwalszczyzna stała się miejscem, gdzie teorię zamieniono w praktykę. Szczególnym świadkiem tych wydarzeń jest Zdzisław Szkiruć – Wojewódzki Konserwator Przyrody w czasie, kiedy utworzono Suwalski Park Krajobrazowy. Jego wystąpienie nie było jednak wyłącznie jubileuszowym wspomnieniem. Po pięćdziesięciu latach postawił znacznie mniej wygodne pytanie: na ile skutecznie możemy chronić krajobraz, który w ogromnej części znajduje się w rękach prywatnych i jest przestrzenią normalnego życia oraz działalności człowieka?
To fundamentalna różnica między parkiem krajobrazowym a narodowym. Park krajobrazowy nie jest wielkim ogrodzonym rezerwatem. Są w nim wsie, gospodarstwa, drogi, pola, lasy prywatne i państwowe. Ludzie budują domy, prowadzą działalność gospodarczą, uprawiają ziemię. A jednocześnie właśnie ten krajobraz ma podlegać ochronie.
Dziś w Polsce istnieje 125 parków krajobrazowych. Podczas konferencji dr inż. Marcin Guzik pokazywał skalę systemu: setki pracowników, działalność ochronną, edukacyjną, turystyczną i naukową, tysiące zajęć i dziesiątki tysięcy uczestników organizowanych wydarzeń. Parki stały się trwałym elementem polskiego systemu ochrony przyrody.
Pozostaje jednak pytanie, które wybrzmiało w czasie konferencji wyjątkowo mocno: czy prawo daje im narzędzia odpowiadające zadaniu, które przed nimi postawiono?

Krajobraz, którego nie da się zatrzymać
Na ten problem można spojrzeć jeszcze inaczej: czy krajobraz w ogóle można zachować w niezmienionej postaci?
Jarosław Borejszo, dziś zastępca dyrektora Wigierskiego Parku Narodowego, a w latach 90. obiegłego wieku pierwszy dyrektor Suwalskiego Parku Krajobrazowego, swoją prelekcję zatytułował po prostu „Krajobraz się zmienia”. I właściwie w tych trzech słowach mieściła się jedna z najważniejszych myśli całej konferencji.
Krajobraz Suwalszczyzny nigdy nie był nieruchomą dekoracją. Najpierw zmieniał go lądolód. Później klimat i roślinność. Wreszcie coraz wyraźniej człowiek. Pojawiało się osadnictwo, wycinano lasy, uprawiano pola, budowano wsie. Po okresach intensywnego użytkowania przychodziły okresy wyludnienia, a las odzyskiwał przestrzeń. Potem człowiek wracał.
Dzisiejszy, tak charakterystyczny otwarty krajobraz Suwalszczyzny jest więc nie tylko dziełem natury. Jest również produktem wielowiekowej obecności człowieka.
Świetnym uzupełnieniem tej opowieści było wystąpienie dr. Krzysztofa Snarskiego z Muzeum Okręgowego w Suwałkach „Z molenną w tle – krajobraz kulturowy Suwalskiego Parku Krajobrazowego”.
Starowierzy są znakomitym przykładem tego, jak człowiek staje się częścią krajobrazu. Osadnictwo oznaczało przecież karczowanie lasów, tworzenie pól, dróg i zabudowy. Wraz z ludźmi pojawiały się ich język, religia, obyczaje i architektura. Molenna w Wodziłkach nie jest zatem czymś stojącym „obok” krajobrazu SPK. Sama jest jednym z jego elementów.
I tu pojawia się ciekawy paradoks ochrony krajobrazu: czasem chronimy coś, co powstało właśnie dlatego, że wcześniejsze pokolenia bardzo intensywnie ten krajobraz zmieniały.

Megapowódź, porosty i krajobraz strachu
Jeżeli ktoś spodziewał się, że jubileuszowa konferencja będzie przede wszystkim wspominaniem pięćdziesięciu lat działalności SPK, naukowa część programu szybko wyprowadzała go z błędu.
Prof. Piotr Weckwerth z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika zabrał uczestników kilkanaście tysięcy lat wstecz – do wydarzeń, bez których współczesny krajobraz Suwalskiego Parku Krajobrazowego po prostu by nie istniał.
W czasie zaniku ostatniego lądolodu ogromne ilości wód roztopowych gwałtownie przekształcały teren dzisiejszej Suwalszczyzny. Pozostałości tych procesów wciąż można odczytywać w rzeźbie terenu. Wśród nich są formy związane z potężnymi przepływami wód lodowcowych, między innymi w rejonie Łopuchowa.
Prof. Wiesław Fałtynowicz pokazał z kolei świat znacznie mniejszy – taki, obok którego większość turystów przechodzi bez świadomości jego istnienia. Głazowiska i krusznie SPK są wyjątkowym siedliskiem porostów naskalnych. Problem w tym, że również one się zmieniają. Głazy zarastają, zmieniają się warunki ich nasłonecznienia, a jednym z poważnych zagrożeń jest eutrofizacja środowiska. To, co dla człowieka może wyglądać jak zwyczajne zarastanie kamienia trawą czy mchem, z punktu widzenia wyspecjalizowanych organizmów może oznaczać utratę siedliska.
Do problemu eutrofizacji bezpośrednio nawiązał prof. Maciej Gąbka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W jego wystąpieniu jezioro przestawało być pocztówkowym elementem krajobrazu. Stawało się żywym układem reagującym na dopływ biogenów, sposób użytkowania zlewni i rosnącą temperaturę.
Jeszcze inną perspektywę zaproponował Adam Zbyryt z Uniwersytetu w Białymstoku. Jego „Krajobraz strachu” nie dotyczył tego, co widzi człowiek, lecz tego, jak przestrzeń odbierają zwierzęta.
Sama obecność drapieżnika może zmieniać zachowanie jego potencjalnych ofiar: miejsca żerowania, czas aktywności i sposób przemieszczania się. W konsekwencji wpływ drapieżnika może przenosić się na kolejne poziomy ekosystemu. Krajobraz okazuje się więc nie tylko układem wzgórz, jezior, lasów i pól. Dla żyjących w nim zwierząt jest także mapą bezpieczeństwa i zagrożenia.
Drugiego dnia sala wykładowa miała ponad sześć tysięcy hektarów
W piątek uczestnicy konferencji opuścili hotel. O godzinie 9.30 rozpoczęła się kilkugodzinna sesja terenowa po Suwalskim Parku Krajobrazowym. I dopiero wtedy część wcześniejszych wykładów dostała swój naturalny ciąg dalszy.
Prof. Piotr Weckwerth mógł już nie tylko pokazywać na ekranie ślady gigantycznych przepływów wód roztopowych. Z wieży widokowej uczestnicy oglądali krajobraz, którego genezę tłumaczył dzień wcześniej: okolice Łopuchowa, formy glacjalne i przestrzeń związaną z dawnymi drogami odpływu wód lodowcowych. W terenie łatwiej było zrozumieć skalę procesów, o których w hotelowej sali mówiło się w kilometrach i tysiącach lat.
Kolejnym miejscem, w którym pierwszy i drugi dzień konferencji połączyły się w jedną opowieść, był rezerwat „Głazowisko Bachanowo nad Czarną Hańczą”. Dzień wcześniej prof. Fałtynowicz opowiadał o porostach zasiedlających głazy. Teraz można było zobaczyć ich siedliska z bliska.
W rezerwacie głos zabrał także przedstawiciel Nadleśnictwa Suwałki. Zwrócił uwagę na jeszcze jeden paradoks współczesnej ochrony przyrody. Blisko tysiąc hektarów lasów znajdujących się w granicach SPK pozostaje w zarządzie Lasów Państwowych. Znaczna część cennych siedlisk leśnych nosi jednak ślady wcześniejszego sposobu gospodarowania. Przed II wojną światową duża część dzisiejszych terenów leśnych była otwartym krajobrazem użytkowanym rolniczo, a późniejsze zalesienia prowadzono w dużej mierze z wykorzystaniem świerka. Dziś te drzewostany mierzą się między innymi z niedoborem wody, gradacjami szkodników i skutkami zmieniającego się klimatu.
Znów wracało więc pytanie: który moment historii krajobrazu uznajemy za ten właściwy, który należy chronić?
Woda, której nie widać
Jednym z najmocniejszych tematów drugiego dnia konferencji była jednak woda.
Prof. Mateusz Grygoruk ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego mówił o suszy hydrologicznej i wysychaniu rzek. Zwracał uwagę, że podczas niżówek funkcjonowanie rzek jest w ogromnym stopniu zależne od zasilania wodami podziemnymi. To właśnie dlatego problemy z poziomem wód gruntowych prędzej czy później ujawniają się również w ciekach powierzchniowych.
Na tle wielu miejsc w kraju sytuacja Suwalskiego Parku Krajobrazowego nie wygląda jeszcze dramatycznie. I może właśnie dlatego jest to dobry moment, żeby o problemie mówić, zanim stanie się on widoczny gołym okiem.
Profesor przywołał doświadczenia z obywatelskiego dokumentowania wysychających rzek. Oficjalne dane nie zawsze wychwytują niewielkie cieki. Tymczasem to właśnie małe rzeki są często najbliżej ludzi, rolnictwa i lokalnych ekosystemów.
Nad Zalewem Turtulskim przy siedzibie dyrekcji SPK teoria zamieniła się w eksperyment. Prof. Grygoruk zaprezentował spławik AGUARD – urządzenie, które na pierwszy rzut oka wygląda jak zwyczajny spławik wędkarski (https://lp.bnpparibas.pl/wplywowi/). W jego wnętrzu znajduje się jednak czujnik mierzący przewodność elektryczną wody, pozwalającą oceniać jej zasolenie. Wynik trafia do aplikacji AGUARD, a użytkownicy mogą w ten sposób uczestniczyć w społecznym monitoringu jakości wód.
To dobry przykład nauki obywatelskiej: zamiast ograniczać pomiary do stosunkowo niewielkiej liczby profesjonalnych stacji, do zbierania danych można włączyć tysiące ludzi.
W Turtulu urządzenie zostało po prostu włożone do wody na oczach uczestników konferencji. W jednej chwili wykład o hydrologii zamienił się w demonstrację tego, jak każdy może dołożyć własny pomiar do wiedzy o stanie polskich rzek i jezior.
Kawa nad Hańczą i krajobraz, którego nie tworzy sama natura
Sesja terenowa miała również mniej naukowe, ale równie ważne przystanki. W Starej Hańczy, na północnym brzegu najgłębszego w Polsce jeziora Hańcza, na uczestników czekały kawa i słodkości przygotowane przez Koło Gospodyń Wiejskich „Znad Hańczy”. Uczestnicy konferencji obejrzeli też pokaz pieśni i tańca w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca „Suwalszczyzna”.
Można potraktować to wyłącznie jako sympatyczną przerwę kawową. Ale po całym dniu rozmów o krajobrazie trudno było nie dostrzec w tym czegoś więcej. Bo krajobraz chroniony przez Suwalski Park Krajobrazowy to przecież nie tylko jezioro Hańcza, głazowiska, morenowe wzgórza, lasy i torfowiska. To także ludzie, którzy tutaj mieszkają, ich wsie, gospodarstwa, pamięć, kuchnia, muzyka i zwyczaj przyjmowania gości.
Suwalszczyzna przez wieki była kształtowana przez człowieka. Jeżeli chcemy chronić jej krajobraz, nie sposób usunąć z niego człowieka.
Strażnik krajobrazu z kamerą
Pierwszego dnia konferencji, po sesji referatowej, uczestnicy przeszli z Hotelu Loft do Suwalskiego Ośrodka Kultury. Tam, już na dużym ekranie i z kinowym nagłośnieniem, pokazano film „W krainie Hańczy. 50 lat SPK” autorstwa Zdzisława Folgi.
Zdzisław Folga nie jest przypadkowym filmowcem wynajętym do realizacji jubileuszowego materiału. Jest przyrodnikiem, fotografem i filmowcem od lat związanym zawodowo z Łomżyńskim Parkiem Krajobrazowym Doliny Narwi. Ma na koncie między innymi filmy „Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi – Cztery pory roku” oraz „Narew – od źródeł do ujścia”.
Można więc powiedzieć, że opowieść o pierwszym polskim parku krajobrazowym stworzył człowiek, który sam na co dzień jest jednym ze strażników krajobrazu.
Po projekcji Zdzisław Folga pozostał na sali. Pytań od publiczności nie brakowało. Była okazja, żeby porozmawiać o kulisach powstawania filmu, pracy nad zdjęciami i sposobie patrzenia na Suwalszczyznę przez obiektyw kamery. Na końcu były długie, zasłużone brawa.
A później został już tylko krajobraz. Ten sam, który kilkanaście tysięcy lat temu rzeźbiła woda wypływająca z lądolodu. Później porastał lasem, był karczowany pod pola, zasiedlany i opuszczany. Krajobraz Jaćwingów, starowierców i współczesnych mieszkańców Suwalszczyzny. Krajobraz porostów na głazach, jezior, rzek zależnych od niewidocznych pod ziemią wód i wielu rzadkich gatunków roślin i zwierząt.
Od pięćdziesięciu lat próbujemy próbujemy ten krajobraz chronić. Być może najważniejszą lekcją jubileuszowej konferencji było jednak przypomnienie, że chronić krajobraz nie znaczy zatrzymać go w czasie. Znaczy – rozumieć zachodzące w nim zmiany na tyle dobrze, by wiedzieć, którym z nich pozwolić się wydarzyć, a którym próbować przeciwdziałać.











