- Reklama -

Zarażony podróżą

 

Suwalczanin w podróży: rozmowa z Michałem Stefanowskim – zapalonym couchsurferem i pilotem wycieczek.

Couchsurfing to Twój sposób na życie czy raczej hobby? 

Michał Stefanowski: Couchsurfing (CS) jest niebywałym zjawiskiem. Osoby z bliskich czy odległych stron świata, które wcześniej się nie znały, spotykają się, rozmawiają bez żadnych ograniczeń, dają nocleg, czasem zaproszą na posiłek z lokalnym daniem w swoim domu lub w restauracji. Dla mnie jest to uzupełnienie elementu życia, którym są podróże. W miejscach, do których docieram, liczą się nie tylko zabytki. Oczywiście cieszę się, kiedy mam możliwość przebywania w miejscach, w których nie byłem, obcowania z kulturą, obiektami, których wcześniej nie znałem. Natomiast kiedy oglądam zdjęcia z podróży, duże znaczenie mają te, które zrobiłem z napotkanymi ludźmi, gdyż często kojarzę ich z jakąś przeżytą przygodą. Couchsurfing (CS) daje taką możliwość. Kiedy wybieram się do danego kraju, staram się zobaczyć najciekawsze miejsca. Ale też szukam często osób z CS w jakiejś miejscowości –  nieszczególnie atrakcyjnej turystycznie. Kiedy podróżowałem w 2008 roku z Iraku na Cypr, zatrzymałem się w mieście Adana na południu Turcji – u Berkana. Byłem przez jego rodzinę przyjęty bardzo ciepło. Miałem okazję być tam podczas świąt Kurban Bajram – Święta Ofiarowania, uczestniczyłem w obrzędach zabijania baranów. Takich niezapomnianych wrażeń nie doznałbym, gdybym przyjechał tam tylko na nocleg do hotelu i gdybym na własną rękę oglądał miasto, które nie ma zbyt wiele do zaoferowania turyście.

Kiedy odbyłeś swoją pierwszą podróż? Czy już w duchu couchsurfingu?

M.S.: Trudno odnieść się do tego pytania bez sprecyzowania, czym była pierwsza podróż: zagraniczna samochodowa – w wieku 7 lat z rodzicami Fiatem 125p do Turcji; zagraniczna prywatnie –  autostopem do Amsterdamu z kolegą; rowerem poza Suwałki w wieku 8 lat do Przebrodu; rowerem poza granice Polski – w 2004 roku na Nordkapp. Najpierw poznawałem „Małą Ojczyznę”, czyli tereny wokół Suwałk (głównie rowerem), a następnie Polskę i zagranicę. W duchu couchsurfingu pierwszą podróż odbyłem do Chin (z kolegą) w 2006 roku. W Moskwie zatrzymaliśmy się u Stasa, z którym zobaczyliśmy to miasto nocą (jazda samochodem 180 km/h przy Kremlu, oglądanie nielegalnych wyścigów, przygody z milicją na Placu Czerwonym), w Ułaan Bator u Midkhata, który chciał dać nam klucze od swego domu na 3 tygodnie.

Ile krajów miałeś okazję już odwiedzić?

M.S.: Liczbę tę znam, ale wolę zachować ją dla siebie i dla najbliższych. Chciałbym poznać cały świat. Jestem z pokolenia, które ma większe możliwości do podróżowania, niż te wcześniejsze. Dlatego też wykorzystując to, podróżuję, by przeżywać przygody, by poznawać miejsca, by czerpać energię od innych ludzi, szczególnie tych z Ameryki Łacińskiej i Azji – ludzie ci mają inny stosunek do życia, a na co dzień wielu osobom towarzyszy uśmiech na twarzach, którego tak brakuje Polakom…

Którą podróż zapamiętałeś szczególnie i z jakiego powodu? 

 

Ryszard Kapuściński powiedział: „Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.” I ja na nią zachorowałem…

M.S.: Najbardziej zapadła mi w pamięć wyprawa do Ameryki Południowej i Środkowej. Miała ona miejsce na przełomie 2007 i 2008 roku. Podczas niej odwiedziłem czynne więzienie dla kobiet w Quito i zrozumiałem, że ryzykować w życiu należy rozsądnie. Byłem na weselu ekwadorskim – jakże skromnym i odmiennym od naszych wystawnych wesel. Przeżyłem spore trzęsienie ziemi w Zarumie w Ekwadorze. W drodze do Machu Picchu lokalny autobus, którym podróżowałem, o mało nie został strącony w przepaść przez lawinę kamieni. Byłem na powitaniu nowego roku na plaży Copacabana w Rio – 30 stopni Celsjusza, a dookoła prawie 2 miliony ludzi i niesamowity pokaz fajerwerków. Zobaczyłem jeden z najbiedniejszych krajów świata – Haiti. Oczywiście było też wiele innych przeżyć i przygód, o których mógłbym opowiadać i opowiadać.

W jaki sposób przygotowujesz się do wyjazdu? Na jakiej postawie wyznaczasz cel podróży?

M.S.: Jeżeli chcę gdzieś jechać, to szukam jak najtańszego biletu lotniczego. Dziś jest już wiele stron internetowych, gdzie ludzie sami informują o ewentualnych promocjach (np. fly4free.pl). Kiedy taki bilet znajduję, czytam relacje innych osób, które tam były (np. na travelbit.pl). Szukam też informacji na forach internetowych, głównie na thorn tree lonelyplanet. I szukam ciekawych miejsc, do których mogę się udać. Wyznaczam jakąś trasę, która i tak będzie skorygowana, kiedy już rozpocznę podróż. Na trasie spotyka się wielu turystów, którzy polecą jeszcze inne miejsca, do których warto się udać, a o których wcześniej nie pomyślałem.

Które środki lokomocji wybierasz najczęściej? 

M.S.: Do dalekich krajów najlepiej udawać się samolotem. A kiedy jestem na miejscu, staram się wybierać jak najtańsze środki lokomocji – oczywiście też w miarę bezpieczne, choć czasem kupując bilet na jakiś autobus, nie wiem czy jest sprawny i czy nie ma żadnych usterek. Kiedy kupiliśmy ze znajomymi bilet w Boliwii na trasie z Potosi do Bulo Bulo, nie wiedzieliśmy, że nasz autobus ma oponę z wielkimi bąblami. Taka opona nie kwalifikowałaby się do podróży w naszym kraju. Jazda miała mieć miejsce nocą po górskich, szutrowych drogach. Kiedy zobaczyliśmy to, powiadomiliśmy o tym policjanta. Ten przyszedł i sprawdził tylko, czy kierowca ma oponę zapasową. Po stwierdzeniu, że jest, zezwolił na jazdę. Tej nocy spałem bardzo mało.

Podróż którym środkiem transportu zrobiła na Tobie największe wrażenie?

M.S.: Największe wrażenie zrobiły na mnie podróże na „lichym” czółnie w Boliwii, na dachu pociągu w Ekwadorze, na słoniu w Tajlandii i lot samolotem IŁ 114-100 w Uzbekistanie.

Czy w trakcie dotychczasowych podróży wydarzyło się coś, co mógłbyś określić jako przygodę życia?

M.S.: Wszystkie podróże są przygodą życia. Nie chcę mówić tu o jakimś konkretnym wydarzeniu. Zapamiętałem ich wiele, a szczególnie te, które udowodniły mi, że nawet w najmniej spodziewanym miejscu można albo stracić życie, albo przegrać je w jednym momencie.

Czy każdemu mógłbyś polecić couchsurfing? To właściwie podróż „w ciemno”. Czy CS wymaga dużej odwagi?

M.S.: Podróże w ogóle wymagają odwagi. Z jednej strony korzystanie z CS to podróż „w ciemno”. Ale czymże byłaby przygoda, gdybyśmy ją znali wcześniej. Couchsurfing mógłbym polecić każdemu. Były momenty, kiedy trochę się na nim zawiodłem – kilka razy przyjechałem do danego miasta, gdzie miałem przenocować u kogoś, a ta dana osoba nie zgłaszała się na miejscu w ogóle, a wcześniej zapewniała, że nie będzie żadnego problemu z przenocowaniem. Ale nikt i nic nie jest idealne. Niemniej jednak zawsze lepiej jest mieć w zanadrzu alternatywę w postaci adresu jakiegoś hotelu lub hostelu, jeśli korzysta się z CS jako możliwości przenocowania u kogoś. Ale w większości dzięki CS moje podróże były dużo barwniejsze niż gdybym miał odbywać je w tradycyjny sposób. I dla ludzi, którzy takiej formy podróżowania szukają, polecam korzystanie z CS.

Jaki jest kolejny cel Twojej podróży? Co jeszcze chciałbyś zobaczyć?

M.S.: W połowie listopada wyruszam na 3 tygodnie do Birmy, Kambodży i Wietnamu. Jest to związane z moją pracą, gdyż zazwyczaj pracuję jako pilot wycieczek i to będzie moja druga egzotyczna wycieczka, którą poprowadzę. Wcześniej pilotowałem wycieczki głównie na Wschód, a podróże, o których wcześniej opowiadałem, odbywałem prywatnie.

Jest tyle miejsc na świecie, do których jeszcze się nie udałem. Na pewno chciałbym zobaczyć Afrykę i Australię z Nową Zelandią. Kiedyś wybiorę się na Antarktydę, popłynę kajakiem po Amazonce. To są jednak marzenia; ale czymże jest nasze życie, jeśli nie podążeniem za marzeniami. A podróże są realizacją moich marzeń. Ryszard Kapuściński powiedział: „Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.” I ja na nią zachorowałem…

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Archiwum prywatne – (1 – Argentyna, 2,3 – Birma, 4- Ekwador, 5 – Iran, 6 – Islandia, 7 – Kirgistan, 8 – Kostaryka, 9 – Tajlandia).

Najnowsze artykuły

Paśny Buriat poleca: Recenzja książki Artura Ziontka „Stałem nago na progu domu. Opowiadania”

Czy codzienność może być atrakcyjnym tematem książki? Takie pytanie...

Potrzebujesz PDF ze zdjęć? Oto najszybszy sposób

Zdjęcia ze smartfona, skany dokumentów, fotografie z archiwum, wszystko...

Wiatr w żagle. 1 maja rusza sezon na Wigrach

1 maja jezioro Wigry znów zacznie żyć pełnią wodniackiego...

„Kokuho” w Cinema Lumiere: ile kosztuje spełnienie marzeń (wygraj bilety)?

https://www.youtube.com/watch?v=MKrcitX02k8&t=1s W cyklu "Kino dla koneserów" w Cinema Lumiere w...

Z regionu: Konkurs o indeks Politechniki Białostockiej EL-ROBO-MECH 2026

Sztuczna inteligencja ratująca dzieci w samochodach, robotyczni towarzysze dla...
Reklama

Pozostałe artykuły

Paśny Buriat poleca: Recenzja książki Artura Ziontka „Stałem nago na progu domu. Opowiadania”

Czy codzienność może być atrakcyjnym tematem książki? Takie pytanie pojawiało się w mej głowie kilkukrotnie podczas lektury kolejnej książki sygnowanej wydawnictwem Paśny Buriat. Mowa...

Potrzebujesz PDF ze zdjęć? Oto najszybszy sposób

Zdjęcia ze smartfona, skany dokumentów, fotografie z archiwum, wszystko to może trafić do jednego, uporządkowanego pliku PDF. Konwersja obrazów stała się jedną z najczęściej...

Wiatr w żagle. 1 maja rusza sezon na Wigrach

1 maja jezioro Wigry znów zacznie żyć pełnią wodniackiego sezonu. Wigierski Park Narodowy oficjalnie otwiera turystykę wodną – a to dla wielu znak, że...