Od ponad miesiąca jesteśmy w podróży- za nami niebezpieczna Wenezuela, rozrywkowa Kolumbia oraz przepiękny Ekwador, a przede wszystkim całe mnóstwo przygód, które utkwią nam w pamięci do końca życia. Warto pokusić się więc o małe podsumowanie – jak wspominamy powyższe kraje?Dokładnie 1 kwietnia br. wylądowałyśmy w stolicy Wenezueli, Caracas. Wtedy jeszcze nieświadome zagrożeń, które czyhają dosłownie na każdym rogu tego miasta, beztrosko chadzałyśmy ubrane w krótkie spodenki i bluzki bez ramiączek. Szybko jednak otaczające nas realia dały nam się we znaki – gwizdy i krzyki wszystkich przechodniów zmusiły nas do zmiany odzieży na „cieplejszą”.
Mimo ponad trzydziestostopniowego upału zakładałyśmy od tej pory zawsze długie spodnie, by choć trochę wtopić się w wenezuelski tłum. W stolicy spotkało nas wielkie szczęście – podszedł do nas nasz rówieśnik, Frayank, który początkowo chciał nas jedynie ostrzec, jak niebezpiecznie jest się włóczyć po stolicy – szczególnie będąc trzema bladymi, blondwłosymi Europejkami. Koniec końców spędziłyśmy z nim i jego rodziną święta Wielkiej Nocy, jak też zdobyłyśmy najwyższy szczyt Caracas – Pico Naiguata. Stamtąd udałyśmy się pod najwyższy wodospad świata – Salto Angel, u stóp którego wzięłyśmy niezapomnianą kąpiel!
W obozie nieopodal dwóch kolejnych wodospadów – Salto el Sapo i Salto el Sapito przyszło nam spędzić pierwszą w naszym życiu noc w hamaku. Kołysane do snu odgłosami otaczającej nas dżungli i spadającej wody wodospadów. Ten czas będziemy zawsze wspominać z rozrzewnieniem jako jedne z najwspanialszych momentów w naszych życiach.
Mimo tych wspaniałych chwil, jak też natury, która zabiera dech w piersiach oraz spotkanych przez nas dobrych ludzi, Wenezuela pozostanie w naszej opinii bardzo niebezpiecznym krajem. Od tubylców dowiedziałyśmy się, że dosłownie każdy sektor gospodarki jest mocno skorumpowany, wiele osób w akcie desperacji pała się złodziejstwem, a i nietrudno dostać „kulkę” w głowę bez powodu – zorganizowane szajki bandytów potrafią zabić człowieka bez przyczyny. Po dwóch tygodniach z niekrytą ulgą pojechałyśmy do Kolumbii…
Już na wenezuelsko-kolumbijskiej granicy zauważyłyśmy spore różnice pomiędzy tymi krajami. Być może szukałyśmy po prostu bezpiecznej ostoi, tak, by móc spokojnie poruszać się po mieście, nie bojąc się o nasze życie? Niemniej jednak Kolumbijczycy są z pewnością bardziej zrelaksowani i radości – w przeciwieństwie do zastraszanych codziennie Wenezuelczyków.
Każdy spotkany przez nas obywatel Kolumbii był dumny ze swojego pochodzenia – i mimo chęci podróżowania zawsze podkreślał, że to właśnie jego ojczyzna jest tym właśnie miejscem na ziemi, w którym chce zostać do końca życia. Z Europy przywiozłyśmy przeświadczenie, że Kolumbia jest najniebezpieczniejszym krajem Ameryki Południowej. Nic jednak bardziej mylnego! W nadmorskim kurorcie Santa Marta mogłyśmy bezpiecznie wyjść po zmroku z hotelu, w stolicy, bezproblemowo wrócić wczesnym rankiem z całonocnego koncertu. Kolumbia kojarzona z narkotykami, bójkami i wszelkim złem już nie istnieje – a miejscowa ludność jest bardzo oburzona takimi stereotypami. Szereg zmian ekonomiczno-społecznych, wprowadzonych na przestrzeni ostatnich lat naprawdę poprawiło byt Kolumbijczyków. Najwyższy czas, by Europa się o tym dowiedziała!
Ach, Kolumbia… Będziemy miło wspominać beztroskie chwile nad Morzem Karaibskim w Santa Marta, pierwsze spotkanie ze skorpionem i krabem w Parku Narodowym Tayrona czy nocne spacery po bardzo modernistycznej Bogocie.
Następnym w kolejności odwiedzonych przez nas krajem był Ekwador – najmniejszy, acz jak na razie najpiękniejszy z krajów Ameryki Łacińskiej, które udało nam się zobaczyć. Już na granicy podziwiałyśmy naturalnie piękne doliny, małe strumyczki przecinające bardzo kręte drogi, mając nadzieję, iż tak pozostanie w całym kraju. Nie rozczarowałyśmy się!
Ekwadorczycy, jak sami zresztą twierdzą, nie są narodem ludzi nazbyt wylewnych czy bezpośrednich – z dystansem podchodzono również do nas. Ich spojrzenia nie były natrętne, a i gwizdy w naszym kierunku dało się usłyszeć tylko nocą w bardziej imprezowej dzielnicy stolicy – Quito.
Ludzie w Ekwadorze żyją spokojnie, powoli, zwykle radośnie. Na ulicach można dostrzec typowo odzianych Indian, usłyszeć język keczua, ale także odwiedzić bardzo nowoczesne centra handlowe i zobaczyć bogato ubranych biznesmenów. Jest to zapewne niebywała mieszanka wewnątrzkulturowa, coś zupełnie nowego dla przeciętnego Europejczyka.
W Ekwadorze obowiązkowym punktem jest Muzeum Środka Świata. Na równiku (z hiszp. Mitad del Mundo), a dokładnie na jego linii, miałyśmy okazję trochę „poeksperymentować”. Tutaj możliwym jest np. postawienie jajka na gwoździu. W muzeum tym spotkałyśmy również grupkę Polaków, z którymi spędziłyśmy miło całe popołudnie. To chyba przeznaczenie, by w tak odległym
i wręcz abstrakcyjnym miejscu spotkać swych rodaków! Jeden z nich, misjonarz Janko, który w Ekwadorze mieszka już od piętnastu lat, polecił nam, byśmy udały się do bazy wypadowej w Banos. Za jego radą tak też zrobiłyśmy – i zgodnie twierdzimy, iż była to jedna z lepszych decyzji przez nas podjętych. W Banos miałyśmy okazję skorzystać z usług tzw. Piscinas calientes (z hiszp. gorące baseny), czyli term, stanąć u podnóża wulkanu, rowerami zwiedzić obfitą w wodospady okolicę, a także skosztować nieco sportów ekstremalnych. Zjechałyśmy bowiem na linie nad wodospadem, znajdując się na wysokości około 500 metrów (byłyśmy do niej przypięte w dwóch miejscach na naszych plecach) – radości co nie miara!
Każdy z odwiedzonych przez nas krajów był inny, momentami zaskakujący czy wręcz abstrakcyjny. Sytuacje rodem z „brazylijskich” telenoweli są w krajach Ameryki Południowej codziennością. Wszyscy są głośni, pełni energii, bardzo wyraźnie wyrażają swoje emocje. Mimo tak wielu różnic kulturowych, musimy przyznać, że uwielbiamy spotkanych na naszej drodze ludzi i delektujemy się każdym dniem w podróży.
Tymczasem znajdujemy się w Peru i zostaniemy tu jeszcze dłuższą chwilę – na podsumowanie tego kraju muszą więc Państwo poczekać! Zapraszamy Państwa do śledzenia naszych poczynań na blogu – lasblondynas.blogspot.com, jak też do oglądania i komentowania zdjęć na facebook’u- facebook.com/lasblondynas
Do usłyszenia niebawem!
Ania, Ola & Marta, czyli Las Blondynas
Chciałybyśmy również podziękować Burmistrzowi Miasta Łowicza, Krzysztofowi Janowi Kalińskiemu oraz Wydziałowi Promocji Miasta Łowicz, za wsparcie, nieustanną motywację oraz pomoc.
Portal „Niebywałe Suwałki” jest patronem medialnym wyprawy Las Blondynas. Fotografie z wojaży będzie można obejrzeć również w Suwałkach.
Fot. Las Blondynas
















