Żyj i daj żyć innym – Takatuka bez cenzury

Żyj i daj żyć innym - Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

Dziś będzie o zachowaniu, postawie i zabawie. Media codziennie pokazują nam gościa w czerwonym sweterku, który przechodzi, przejeżdża i odpowiada na tysiące pytań.

Autor: Artur Sawicki

Oto nagłówki weekendowych wydań poczytnych pism donoszą, że wreszcie ktoś wytarł mu z twarzy ten uśmieszek. Ano, fizys może i się zmienił, narodowe media pławią się jednak w temacie. Chyba brakuje komuś wakacji i ogórkowych tematów o liczbie oparzeń słonecznych albo koszcie zakupu majtasów do kąpieli. Wszędzie, gdzie się tylko ruszymy, widzimy rzeczonego czerwonego kubraczka. Idzie, siedzi, stoi, uśmiecha się lub nie. Społeczeństwo doskonale wie, gdzie mieszkał, czym jeździł, co i gdzie jadł. Z kim się spotykał, z kim nie, ale wszyscy myślą,  że tak. Listy sprawunków, które zostawiał na lodówce też  pewnie znalazłyby się. I to bardzo dobrze, że wreszcie społeczny wichrzyciel ostatnich miesięcy został postawiony przed wymiar sprawiedliwości.

Wczoraj widzieliśmy już, w jakiej celi przyjdzie odpokutować mu za swoje grzechy. A może, zgodnie z amerykańską literą kina, będzie knuł kolejne spiski przeciwko ludzkości. Najciekawszy fragment materiału telewizyjnego, który wczoraj widziałem, zawierał  wywiad z kierownictwem więzienia. Otóż management penitencjarnej jednostki przedstawił scenariusz kwalifikacji osadzonych do tychże cel. Względem zainteresowań, wieku, może jeszcze koloru oczu i zasług dla kodeksu karnego! Dowiedzieliśmy się, jak zorganizowany dzień  mają osadzeni. W takich momentach uważam, że średniowieczne lochy powinny wrócić do łask. Najpierw dla kierujących więzieniami. Resocjalizacja przez plejstejszyn, cudownie. Poziom prezentowanych informacji w telewizji naprawdę sięgnął dna. Wyobraziłem sobie wczoraj część widzów tegoż wydania programu informacyjnego, która z zapartym tchem śledziła materiał. Skandowała i krzyczała do telewizora. Wstawała nawet momentami, żeby potwierdzić, zachwycić się karą, która czeka oszusta. Zastępy uradowanych Polaków, którzy najchętniej oglądaliby na żywo proces, minutę po minucie, może nawet nagrywali na swoje dekodery i twarde dyski. Potem mogliby to oglądać, albo pokazywać znajomym, którzy opuścili hit ostatnich czasów.

Czekam z niecierpliwością, który polski artysta, największe nazwisko reżyserskiego światka, nakręci kolejnego gniota. Film społecznie potrzebny, ukazujący kulisy oszustwa ostatnich lat. Pierdołowatą opowiastkę o cwaniaczku, który postanowił dorobić się kosztem ludzkiej głupoty. Może nawet film dostałby Oscara – byłby to pierwszy Oscar za głupotę. W tych czasach wszystko jest możliwe. Mimo że sprawa wszystkich nie dotyczy, publiczny proces zawsze jest jakąś rozrywką. Przecież to kłamca i oszust. Nie ma miejsca dla prokuratury, lepszy byłby samosąd. Społeczne ukamienowanie. Każdy z oszukanych dostałby kamień – jego wielkość uzależniona byłaby od stopnia utraty oszczędności.

Wina i kara tego człowieka jest elementem nie podlegającym dyskusji. Złamanie prawa wydaje się być ewidentne i od tego niezawisłe sądy są, by to ocenić i wydać wyrok. Chociaż, jeśli kobiecie podejrzanej o zabicie własnego dziecka grozi mniejsza kara niż psu, który zamówił parę gramów ziółek. To może powinniśmy poprosić Amerykanów, żeby nam to osądzili? Może przy okazji dadzą nam wizy.

Powracam do oferty telewizyjnej, bo zgodnie z ludowym porzekadłem – niedługo strach będzie otworzyć lodówkę, by nie zobaczyć pana w czerwonym sweterku. Co z ludźmi, którzy nie zostali oszukani, którzy nigdy nie nabrali się na szybki zysk i którzy w nosie mają całą tę sytuację. Nie godzę się i nie chcę tego oglądać. Zawsze możemy wyłączyć telewizor i włączyć radio. Pod warunkiem, że nie zobaczymy, że oto znana postać świata mediów i plotek, a może plotek i mediów, znów zajmuje centralne miejsce w zespole dziennikarskim.

Widocznie przeszła afera ze wschodnimi sąsiadkami i znów można działać. Jesienny wiatr zmian. Partner się do duetu zmienił, ale czy będzie to ten sam zestaw ćwiczeń? Jeszcze trening się nie zaczął, a z szatni już czuć…

Podobno złota ma szukać nasz narodowy, dyżurny detektyw, ale jak już  zaczęlibyśmy współpracę z Amerykanami, to dałoby się  namówić ich na piątą część Indiany Jonesa – Poszukiwaczy zaginionej sztabki.

Więcej: takatuka.blog.pl

Fot. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz