Wigilia – Takatuka bez cenzury

Wigilia – Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

Poranek rozpoczął się o stałej porze, nic niezwykłego nie zapowiadało nadejścia jednego z najbardziej wyczekiwanych dni w roku. Mroźne, grudniowe powietrze zafundowało nam kwadrans skrobania szyb oraz gimnastykę artystyczną w pantoflach, na lodzie.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Kilkakrotnie pokonane schody na piętro i z powrotem powoli zapełniały samochód niezbędnym i zbędnym bagażem. Miesiące przygotowań, miały nareszcie swój finisz. Zwieńczenie misternych planów, knowań, spisków nieraz i udręk końca roku, które zawsze mają przynieść oczekiwany skutek. Tak mógł wyglądać poranek każdego z nas, kto wybierał się w przedświąteczna podróż.

Jedyna kolacja w roku, kulinarnie ustawiona, tradycyjna, zwieńczona spotkaniem z brzuchatym jegomościem, osobistym lub mentalnym. Na to chyba wszyscy, od najmłodszych lat czekamy. Najpierw, jako dzieci, głównie skupialiśmy się nad kontemplacją toreb i pakunków, które rumiany starszy gość zostawiał nam pod pięknie przystrojonym drzewkiem. Wtedy nie nosiliśmy na sobie znamion aktywnej współpracy w organizacji świąt. Dbaliśmy o dobre zachowanie, tak by nie przeszkadzać dorosłym w domowej krzątaninie, ale przede wszystkim by nie zniechęcić objuczonego gościa w saniach do odwiedzenia naszego domostwa.

Z czasem dostawaliśmy drobne sprawunki do załatwienia przed świętami, a to kiedyś doskonale nadawaliśmy się do zajmowania kolejek po mandarynki, karpie, kiwi czy chleb w piekarni. Powoli nasz udział w przedświątecznych przygotowaniach wzrastał. Widzieliśmy przy kolacji własnoręcznie przez nas zakupione mandarynki i pomarańcze, konsumowaliśmy galaretkowe desery, które pieczołowicie mieszaliśmy a potem kroiliśmy i układaliśmy w salaterkach. Patrzyliśmy na ubraną przez nas choinkę, wymyślaliśmy koncepcję na przyszły rok.

Kiedy nabraliśmy już odpowiedniej krzepy, bywało również zadaniem iście bojowym, wyjście w miasto z misją zakupu drzewka. W pewnym czasie zaczynało docierać do nas, w jaki sposób wszystko to jest organizowane. Jaka logistyczna akcja za tym stoi i jak wymierne korzyści może przynieść. W duchu wiedzieliśmy, że wpisanie na listę przedświątecznych zadań domowych spowoduje wzrost naszych notowań u Mikołaja, dosłownie czy w postaci kochającej rodziny. Magia miała jednak swoje jakże namacalne zaplecze, a my powoli już potrafiliśmy je współtworzyć. Z nieświadomym zapewne poczuciem, że przygotowujemy się do dnia, kiedy będziemy sami marzyli, organizowali, planowali. Bez niczyjej pomocy kupowali potrzebne i niepotrzebne artykuły, układali listę dań i oczekiwanych gości. Korzystali z doświadczenia życiowego, żeby w swoim domu wszystko to wyglądało tak, jak to sobie wyobraziliśmy.

Z czasem zmienił się już zupełnie czas świąt, najbardziej zależy nam teraz na rodzinie, wspólnym, uroczystym, tradycyjnym przeżyciu tego, jakże ważnego okresu w roku. Nagle nawet podarki odeszły na dalszy, już chyba niesklasyfikowany, plan. Stały się dodatkową, ale już nie obowiązkową serią, podczas zimowych świąt. Sprawianie przyjemności bliskim, najmłodszym, wspólne przygotowanie wigilijnego stołu jest teraz, głęboko w to wierzę, najwspanialszą i najbardziej oczekiwaną częścią Świąt. Wierzę, że będziecie dziś mogli, ciesząc się z przeżycia dobrze całego roku, końca świata, trzystu tysięcy zmian na świecie, podzielić się opłatkiem, z radością, miłością spojrzeć sobie w oczy i złożyć najlepsze życzenia. Zapomnieć o różnicach, wyciszyć się, przypomnieć słowa ulubionych kolęd i wigilijnych rodzinnych opowieści. Mam nadzieję, że znaleźliście już Wasze wigilijne stoły. Wypatrujcie pierwszej gwiazdki. Życzę wszystkim wspaniałych, nieprawdopodobnych i niesamowitych Świąt Bożego Narodzenia.

Fot. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz