Trust No One? – Takatuka bez cenzury

Nasi

Trzymam Cię za rękę, możesz śmiało stawiać kroki – takie słowa często słyszeliśmy jako dzieci. Ci obdarzeni najlepsza pamięcią zdołają przywołać konkretne sytuacje, kiedy zdobywali metalowe ogrodzenia, osiedlowe ławki, albo wysokie krawężniki.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

W ten sposób nasi rodzice czy opiekunowie budowali z nami relacje oparte na zaufaniu. Możesz iść naprzeciw niebezpieczeństwu i jednocześnie możesz mi zaufać, jestem fizycznie większy, stąpam po ziemi, oferuję pomocną dłoń. Ufaliśmy zatem, wiedzeni naiwnością dziecka, a raczej umysłem pozbawionym wiedzy na temat wszystkich infekcji świata. Mało kto potrafił zachwiać dziecięce zaufanie, bywał to lód, który niepokornie spadał z rożka, wiatr, który porywał cukrową watę, albo brat czy siostra, którzy wyżerali ostatnią kostkę czekolady, mimo iż zapewniali, że zostawią ją nam.

Co do zasady jednak zaufanie było dość popularną i praktykowaną relacją międzyludzką. Zjedz warzywa, a będziesz silny jak ulubiona postać z kreskówki, fortel kulinarny, podszyty lekko nadwyrężonym zaufaniem. Jak zawsze okazywał się skuteczny, nawet dziś.

Z czasem jednak człowiek zaczyna odrobinę inaczej postrzegać ten układ. Rodzice stali się szatanem, siedliskiem wszelkich niedobrych dla nas podpowiedzi. Wtedy na pewno nam się tak wydawało. Zaufaj mi, to jest dla ciebie najlepsze – na taką zaczepkę odpowiadaliśmy pewnie kilkunastoma zdaniami, wielokrotnie powtarzając, że w tym wieku to już sami doskonale wiemy, co jest dla nas najlepsze. I jeżeli nawet chcemy w listopadzie pójść do szkoły w spodniach z nogawką do połowy łydki, to widocznie taką mamy potrzebę. Nasze wnętrze dzięki temu będzie zen. Rewizję pomysłów i sporów w kwestii zaufania pozostawiam dla każdego z osobna.

Wiele się teraz mówi o budowaniu zaufania między ludźmi. Firmy zajmujące się sprzedażą czy handlem prześcigają się w doborze najskuteczniejszych, ich zdaniem, narzędzi. Mimo że my wcale nie mam ochoty na zaufanie, które przynosi zyski, bo zdążyliśmy się nauczyć, że to raczej biznes niż pomocna dłoń. Pamiętamy ciepłe, rodzicielskie dłonie, które oprócz uchwytu dawały nam jeszcze moralne szczudła, drabiny i wsporniki. Pozwalały kroczyć po zardzewiałym ogrodzeniu w skupieniu, ale i z asystą. I tego, zdaje się, poszukujemy. A w reklamie ustawionej na poplamionym psimi sikami ‘standzie’, niespecjalnie dopatrzeć się można tego wsparcia, którego nieraz naprawdę potrzebujemy. Rośnie w nas obawa, że w ten sposób powierzone zaufanie mogłoby skończyć jak rzeczona reklama. Właściciel czy ajent w dobrej wierze zaufał przechodniom, którzy nie zezwolą swojemu pupilkowi na oznaczenie metalowego stojaka. I to właśnie ludzka potrzeba współistnienia będzie motywowała nas do poszukiwania wokół siebie bratnich dusz. Może nie za pomocą technik rozmaitych i szelmowskich metod, a zwyczajnie, spontanicznie odnajdziemy w znajomości coś bogatszego, coś, co pozwoliłoby relację nazwać zaufaniem. Zadzwonić po pomoc? Poradzić się w trudnej sprawie?

Nawiązując do wszelakich teorii spiskowych świata, historii kina i literatury, historii kultury, historii powszechnej, od zarania dziejów istnieli jednak zdrajcy. Zaprzedawali powierzone zaufanie to za srebrniki, a to za serca ukochanej, za zdawałoby inny system wartości. System, w którym zdrajca nie ufa, na pewno nie sobie. Wróciliśmy chyba trochę do początków człowieczeństwa. Dziś trudno określić jest, czy darzymy kogoś zaufaniem, czy nie. Zaufaniem, czyli czym? Kryzys przynosi zawsze sprawdzian zaufania, tego deklarowanego, nieraz przyrzeczonego przed tym czy innym absolutem. Okazuje się prędko, że to tylko tak dla żartów. Niestety nie wszyscy się z tych żartów śmieją. Kryzys zaufania wreszcie stał się elementem, który niszczy relacje w społeczeństwie, ochładza, uprzemysławia, robotyzuje wreszcie stosunki międzyludzkie. Każe tworzyć je na zasadach wzajemnych użyteczności, przydatności do spożycia, kapitału społecznego, który jest tu konkretnie katalogiem nazwisk przydatnych, nie koniecznie dla naszego ducha, a dla naszego życia. Tego sprawnego, nowoczesnego, zabieganego, status, kawa, status, mityng, status, lunch, status, praca, status, dom, status, noc, status.

Serial z lat dziewięćdziesiątych co tydzień dawał nam slogany ‘Trust No One’ oraz ‘The Trust Is Out There’. Może na wyrost trochę, ale zdaje mi się, że te sentencje nie tylko odnosiły się do zjawisk paranormalnych. Łatwo dawały się przenieść i znaleźć odpowiednie egzemplifikacje do naszego życia, gdzie prawda zawsze była na ostatnim miejscu, a zaufać to najlepiej psu, tylko trzeba sprawdzić czy wegetarianin, żeby nas nie sypnął za kawał kiełbasy. Zawierzenie człowiekowi stało się już niemodne, bo przyjaciółka obsmaruje na fejsie, przyjaciel wrzuci krępujące fotki, albo społeczność, której powierzyliśmy swoje troski, przypadkowo oskubała nas ze wszystkich, błahych pewnie, przywar głupca śmiertelnika – takich jak mieszkanie czy oszczędności. Wiem jednak, że trudne poszukiwania zawsze przynoszą skutek, a skarb wydaje się być bezcenny.

Fot. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz