NauczyCel – Takatuka bez cenzury

Nowa wizja edukacji - PROedukacyjnie Niebywałe Suwałki

Przeciętnie każdy Polak ogląda jeden wybrany serwis informacyjny, większość z nas nie znosi nauczycieli. Młodzi, bo pamiętają kierat szkoły, każdego jej stopnia, zaawansowania czy specjalizacji.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Nudne lekcje, słabe przedmioty, obowiązek zmiany obuwia i niekończącą się edukację. Niedobre nauczycielki zostawiają na drugi rok, niedobrzy nauczyciele każą biegać tysiące kilometrów. Starsi nieco obywatele prezentują już klasyczny model nienawiści, bo przecież nauczyciele pracują tylko osiemnaście godzin w tygodniu, podczas kiedy czterdziestogodzinny tydzień pracy był i wciąż jest wyznacznikiem katolicyzmu, patriotyzmu i własnego pewnie zniewolenia. Tak widocznie chcemy, tak sobie wybraliśmy i od tego nie potrafimy się opędzić. Dlaczego niby miałoby być inaczej, skoro cała Europa pracuje i jakoś nikt nie narzeka.

Cwaniaczki, obiboki, paniusie z torbami i reklamówkami, panowie w zużytych swetrach i wydeptanych butach. Polski obraz nauczyciela jest uderzająco podobny do stereotypu Polaka – zgorzkniałego, przepracowanego, sportowca z pilotem w ręku, polityka w poplamionej koszulce. Nauczyciela, prezydenta i księdza w jednej osobie, niestety przez zrządzenie losu albo spisek zamkniętego w post-peerelowskim osiedlu z wielkiej płyty, zaprzęgniętego do znienawidzonej pracy, niespójnej z wykształceniem, pasją i ogólnym trendem w świecie.

Tkwią w tenże sposób, społecznie nieme głowy, zupełnie pozbawione woli i siły do stanowienia jakichkolwiek praw. No, należy jednak uszczegółowić, że mają własny elektorat – rodzinę oraz okręg wyborczy – kilkadziesiąt metrów, pewnie już wykupionych od spółdzielnie mieszkaniowej. Tam, tuż po tradycyjnym obiedzie zaczyna się komentowanie sytuacji społeczno-politycznej kraju. Incydentalnie zdarzy się włączenie do dyskusji w mediach. Zwolnienie chorobowe, może zaległy urlop, dostępność ogólnopolskiego radia, powoduje, że ręka podnosi słuchawkę, po chwili oczekiwania wchodzimy na antenę.

Bo nauczyciel to zło, bo mało pracuje, a wypłatę ma taką, jaką ja dostaje. Bo wakacje wolne, a ferii twa tygodnie, bo w domu tylko siedzi i szczerzy powykręcane od stołówkowego żarcia zęby, wyszczerza je z radości, że ma lepiej niż reszta, niż na chorobowym masa, niż na zmianie tuzin. Dyskusja jest na podobnym poziomie, co z krową o architekturze. Podobne również wnioski. Prawdę mówiąc nikt nie bronił iść na pedagogiczne studia, zaprząc się w misję albo wymarzony zawód. Zająć się literaturą, jak Adaś Miauczyński u Marka Koterskiego, pracą u podstaw jak Stasia Brzozowska u Żeromskiego, jakkolwiek dać siebie innym. Walczyliśmy tyle czasu o wolność, różnorodność, mimo wszystko ciągnie nas do ujednolicenia, uniformizacji etatów. Tak, by przypadkowo nikt nie miał lepiej, w jakimś tam ujęciu, by bylejakość pracy i brak satysfakcji były pojęciami, które przykleimy sobie na czoło, jako Polacy.

Polak – pracownik z etykietą sfrustrowanego robotnika, z uśmiechem na pyzatej gębie. Zawiść na poziomie zaawansowanym – jesteśmy w tym dobrzy.

Wciąż niezbyt dobrze ogląda się tego rodzaju debaty, zacietrzewienie, argumenty równania za wszelką ceną. System szkolnictwa nie jest idealny, warunki zatrudnienia nauczycieli też z pewnością  wymagają zmian, odświeżenia, dostosowania do modelu szkolnictwa, zmian cywilizacyjnych. Debata polityczno-społeczna, mam wrażenie, zamyka się na odebraniu wszelkich przywilejów nauczycielom w zamian wstawiając protezy, rzekomo wypełnień etatu.

Może zwyczajnie rozbudujmy szkoły, dostawmy biurowce, zamknijmy nauczycieli na osiem godzin dziennie w szkole. Będą zadowoleni? W dużej części tak, bo nie będą targać siat z ćwiczeniami czy innymi zeszytami, rodzice nie będą zawracali im głowy o dwudziestej pierwszej, bo Jaś czy Zosia zapomniała zanotować pracy domowej. W dobie cyfryzacji najłatwiej zadzwonić do pani nauczycielki, która z uśmiechem podyktuje numer ćwiczenia i odpowie na dwieście innych pytań. Śpi? Na pewno nie, przecież to tylko nauczycielka. Na pewno siedzi przy jakichś tam zeszytach, coś wycina, tracąc wzrok przy biurkowej lampce, podczas, gdy obywatel człapiąc w majtkach po kolejne piwo czeka na zakończenie bloku reklamowego i ciąg dalszy transmisji meczu Polska – Polska.

Fot. www.freedigitalphotos.net

2 KOMENTARZE

  1. Nie do końca zgadzam się z artykułem. Są nauczyciele i nauczyciele. Jedyni harują, chcą dla ucznia jak najlepiej , by jednak coś z tych lekcji wyniósł, służą pomocą na każdym kroku, ale większość niestety przychodzi na zajęcia z głową podniesioną ku górze, uważa się za nie wiadomo kogo, traktuje uczniów jak przedmioty, wyłoży co trzeba i po pracy. A w domku dawanie korków za ponad stówkę za lekcję i układy wymieniania się uczniami, z czym wcale nauczyciele się nie kryją 🙂 Szkoda, że tego drugiego typu belfrów jest najwięcej. Szczególnie w liceach, czyli państwo w państwie. Przykre 🙁

    • Wszystkie zawody swiata mozna w ten sposob roznicowac. Zachowania o ktorych piszesz nalezy pietnowac i o nich mowic glosno. O tego rodzaju praktykach powinno sie zawiadomic dyrekcje szkoly i kuratorium oswiaty.

Dodaj komentarz