Podróżnicy – Takatuka bez cenzury

Podróżnicy – Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

sladyNieustannie gdzieś jedziemy. Próbujemy, sprawdzamy, dajemy wiarę i nadzieję w powodzenie zaplanowanej podróży. Bez względu na to, czy będzie to galop z walizkami na przystanek komunikacji miejskiej, żeby ostatnim kursem dostać się na dworzec, czy przejażdżka ciepłą taksówką z wnętrzem pachnącym wanilią i rozgadanym, uprzejmym kierowcą.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Osiągnięcie kolejnego punktu na naszym rozkładzie podróży, jest jedynie jej inicjacją. O ile już złapiemy odpowiednią rytmikę oddechu, przejrzymy przeszklone wystawy dworcowych sklepów i zakupimy podróżniczy niezbędnik, przygoda dopiero się rozpoczyna.

I nawet jeśli któraś ludzka dusza postanowi swoja całą życiową podróż spędzić na dworcu, zasypiając i budząc się na ławkach, to zapewne ktoś jej taki wybór dał. Wszak nie będąc nigdzie przynależnym, istota staje się wolna. W większości ubezwłasnowolniona nałogiem tym lub innym, jest nieustannie przygotowana do podróży. Kręci się pośród hałasu rozgrzanych diesli, ubranych w uniformy, wąsatych kierowców, którzy kursują w tę i z powrotem z drewnianymi tabliczkami.

Wyjeżdżam, odwiedzam, przejeżdżam, wracam, witam goszczę, zbieram, dowożę. Dziesiątki godzin spędzonych w dworcowych poczekalniach i kiblach, posterunkach i zakamarkach, być może w psychologicznej kontemplacji swojego następnego przystanku, celu pośredniego w drodze donikąd. Popołudniowy upadek, twarzą na zimną, drewnianą ławkę, to jak zaśnięcie w fotelu. Mimo wszystko, ciągle u siebie. Niczym nie ograniczana wolność powstań i upadków, schyłków i początków. Patrol porządkowy dobrze ich zna, synów Bernardów i Leokadii. Potomków praojca i pramatki ludzi wykluczonych, odrzuconych, a może tylko źle skierowanych w jakimś etapie swojej podróży.

Zrozumienie ze strony czekających, takich jak ten na ławce, znaczące kiwanie głową, niedbały komentarz, że zwyczajnie się chłop obalił i nic w tym szczególnego. Standard życia w tego rodzaju grupie, dla nas odległy od przyjętych zasad. Autobus relacji NASZ-WASZ świat, wkrótce nadjedzie. Ludzie poczekalni, nieustannie oczekujący kursu we właściwym kierunku, białej, pozbawionej jakichkolwiek napisów tabliczki, którą kierowca umieściłby w ramce za przednia szybą. Od dziesiątków lat, autobus ten wypatrywany jest na wszystkich dworcach świata, wciąż jest w drodze. Zagubił się pewno w relacji, jak zagubili się jego pasażerowie. Bezpartyjni, bezpośredni, bezdomni…

Moja podróż z wielogodzinnym wpatrywaniem się w zaśnieżone pola i nocne zamrożone lasy, kiedyś będzie mieć swój cel. Bateria w urządzeniu zmęczy się i pożółknie od wygrywania wielokrotnie jednej płyty. Ślady podróżniczej konsumpcji będą szeleściły w kieszeniach plecaka, a zmęczony kierowca, podobnie jak pasażerowie, odetchnie, kiedy zatrzyma się na przystanku końcowym, podróż jednego dnia dobiega końca. Zaśnieżony zajazd i zaparowane okienko dyspozytora. Olsztyn przyjechał. Kurs na bazę wykona się automatycznie.

Warto oczekiwać, na herbatę z cytryną, kawę z kokosem i cynamonem, kawałek ciasta, uśmiech, ciepłe słowa powitania i pożegnań. Mimo nieustannie czyhających na podróżnika przeciwności losu i upływu czasu, który powoduje, że elektroniczna płatność za bilet nie może zostać dokonana, podróż nie zostaje przerwana. Kilkusekundowa egzekucja planu awaryjnego oraz nieprawdopodobna uprzejmość współpodróżnych, powoduje, że najpiękniejsze miejsce żegna nas szlachetnym gestem. Chce, byśmy kontynuowali plan kolejnej wyprawy, powrotu może, wyjazdu na chwilę. Podarowane życzenia oraz parę złotych sprawia, że podróży będzie ciąg dalszy, wciąż w śniegu, wciąż w zadumie i nadziei, że wkrótce znów tam powrócimy.

Ilustracja: www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz