Psychologia twórczości w pigułce

Psychologia twórczości w pigułce Niebywałe Suwałki
Fot. www.freedigitalphotos.net
Fot. www.freedigitalphotos.net
Fot. www.freedigitalphotos.net

Jaki jest związek drzewa z kreatywnością? Co łączy komodę z umysłem? Odpowiedzi znajdziesz w artykule.

Autor: Millena Ryznar-Żak

Twórcze, czyli jakie?

„Twórczość to proces prowadzący do nowego wytworu, który jest akceptowany jako użyteczny, lub do przyjęcia dla grupy w pewnym okresie.” (Morris I. Stein)

Oznacza to, że twórczość prowadzi do powstania czegoś nowego w danej społeczności, czasie, miejscu. Jeśli zastanawiamy się nad czymś w grupie, twórczym pomysłem będzie taki, który jeszcze nie padł. Na umiejętność twórczego myślenia składają się przede wszystkim dwie cechy: płynność i giętkość. Co kryje się za tymi pojęciami?

Wyobraź sobie, że jesteś drzewem. Na początku wypuszczasz bardzo dużo gałęzi, coraz więcej i więcej, aż Twój pień pokryty jest ich całą masą. To jest właśnie płynność – wypuszczanie dużej ilości pomysłów. W pewnym momencie nie ma już miejsca na nowe gałęzie. Wtedy te, które już wypuściłaś, rozgałęziają się na nowe. Te nowe gałązki wiją się w gęstwinie, wystrzelają w różne kierunki, dzielą się na kolejne małe listeczki, rodzą kwiaty i owoce. To jest właśnie giętkość – umiejętność tworzenia coraz to oryginalniejszych, bardziej „pokręconych” pomysłów.

Przestawienie giętkości i płynności na przykładzie drzewa było zastosowaniem przeze mnie metafory. To słowo, znane większości z nas z lekcji języka polskiego, jest bardzo ważne w psychologii twórczego myślenia. Najprościej można metaforyzowanie określić jako „przedstawienie czegoś jako coś innego”, zwykle powołując się na wyobrażenie czegoś, co jest przyjemne lub bliskie osobie, do której się zwracamy.

Co blokuje twórcze myślenie?

Przypomnij sobie sytuację, gdy siedziałeś w gronie przyjaciół, rodziny czy współpracowników, wspólnie pracując nad rozwiązaniem jakiegoś problemu. Często zdarza się, że podczas takich rozmów zapada cisza, a pomysły kręcą się wokół kilku tych samych rozwiązań. Dlaczego tak trudno jest zobaczyć w swoim umyśle to, co nietypowe? Czasem nawet, gdy już widzimy tę innowacyjną myśl, trudno jest nam nazwać ją słowami. Mamy obawę przed podzieleniem się z innymi tym, co wymyśliliśmy. Cofnij się pamięcią do czasów szkolnych. Czy zdarzało się, że gdy nauczyciel zadawał pytanie, Ty wstrzymywałeś się od odpowiedzi, mimo iż miałeś poczucie, że znasz tę właściwą? Większość osób odpowie „tak”, ponieważ stoją za tym mechanizmy, które dotyczą w mniejszym lub większym stopniu wszystkich ludzi.

Dlaczego łatwiej jest wpaść na pomysł typowy niż na oryginalny? Umysłowa komoda.

Człowiek styka się z niezliczoną ilością informacji. Pomyśl, ilu nowych rzeczy doświadcza małe dziecko każdego dnia i jest w stanie ułożyć je w swojej główce. Jednak umysł człowieka nie działa jak kamera czy skaner, które gromadzą na dysku wydarzenia w niemal niezmienionej formie. Człowiek korzysta ze skrótów i uproszczeń, różnych w zależności od osoby. Dlatego każdy z nas ma wyjątkowe, indywidualne widzenie świata. Pewnie zauważyłeś, że czasem zdarza się, że pamiętamy to samo zdarzenie inaczej niż drugi jego uczestnik.

Kiedy spostrzegamy świat i myślimy, posługujemy się taką naszą „umysłową komodą” z wieloma szufladami. Każda z tych szuflad ma w sobie jeszcze mniejsze szuflady. Szuflady są też połączone specjalnym systemem powiązań. Rzeczy trafiają do szuflad na podstawie podobieństwa. To, jak są posegregowane, zależy od tego, co dana osoba uważa za ważne. Ktoś podzieli według koloru, inny ktoś według pory roku itd. U porządnickiej właścicielki w takiej szufladzie z bielizną mogą być jeszcze mniejsze szuflady na skarpetki, figi i staniki, rajstopy… Obok takiego podziału na szuflady są wspomniane połączenia pomiędzy poszczególnymi szufladami. Na przykład szuflada ze skarpetkami może być połączona z szufladą z bluzkami specjalnym łączem dla przedmiotów niebieskich. Jeśli ktoś bardzo lubi niebieskie przedmioty, to połączenie w jego komodzie będzie bardzo aktywne.

Umysłowym odpowiednikiem szuflad w komodzie są schematy. To w nich lądują nasze doświadczenia, to, czego uczyliśmy się w szkole, co myślimy o sąsiedzie i obawy o przyszłość.

Być może myślisz teraz, że skomplikowana jest ta metafora z komodą. Taki skomplikowany jest umysł, a mieszczą się w nim przecież nie tylko ubrania, ale i pojęcia abstrakcyjne (nie mające „namacalnych odpowiedników”, np. dusza, miłość), emocje, wiedza, wspomnienia…

Teraz wyobraź sobie, że wszystkie rzeczy ze wspomnianej komody lądują na podłodze, wymieszane w jedną wielką barwną masę. Bałagan jednym słowem. W takim bałaganie dużo trudniej jest znaleźć potrzebną część garderoby, trudniej też zapamiętać, co tak naprawdę tam jest.

Dlatego mamy komodę z szufladami, czyli umysł ze schematami. Żeby było łatwiej i sprawniej.

Jaki ma to związek ze wpadaniem na typowe pomysły? Otóż, naturalne jest, że szukając bluzki na letni wieczór,  sięgniemy do szuflady z bluzkami. Gdy nie znajdziemy tam odpowiedniej, możemy sądzić, że takowej nie posiadamy. To jest ten moment, gdy mówimy: „Nie da się”, „To niemożliwe”, „Nie ma innego wyjścia”. Nasze „szufladowe ograniczenie” utrudnia nam szukanie bluzki chociażby w szufladzie z chustami, mimo iż takową chustę można bez problemu związać w bluzkę.

Przeszukując zaś szuflady, kierujemy się ustalonym już systemem połączeń, co utrudnia nam przeskoczenie z jednej kategorii do innej. Gdy myślimy twórczo, możemy bez problemu korzystać z całej zawartości naszego umysłu. Możemy przykładowo zastosować rozwiązania związane z organizacją prowadzenia domu do ulepszenia działania firmy.

Dlaczego  pomysły zamierają  nam w gardle?

Najczęstszą odpowiedzią jest „boję się”. Czego? Zwykle boimy się, że powiemy coś „nie tak” i inne osoby coś złego o nas pomyślą. Niektórzy myślą sobie, że skoro nikt inny jeszcze tego nie powiedział, to na pewno i ja na to nie wpadłem. No bo czemu akurat ja? I milczą. Jeszcze ktoś inny woli przeczekać dyskusję. Po co się wysilać, skoro kolega na pewno coś wymyśli. Inni mają obawę, że ich pomysł jest „głupi”, „dziwny”, „dziecinny” czy „nazbyt wydumany”. Boją się, że koledzy ocenią ich samych jako głupich czy dziwnych. I milczą. Co musiałoby się stać, aby strach przed oceną nie blokował pomysłów? Idealnie by było, gdyby każdy sam w sobie wypracował zasadę „nie oceniam” oraz przekonanie „moje pomysły są przynajmniej tak samo dobre jak innych”. Jest to zadanie, które wymaga od nas nieco pracy wewnętrznej. Jest coś, co da się zrobić szybko. Podczas pracy w grupie wprowadzamy zasadę „nie oceniamy – wszystkie pomysły są dobre”. Zasada ta jest konieczna w pierwszej fazie pracy, kiedy pomysły się wykluwają. Do wyboru najlepszych pomysłów możemy przejść, gdy już mamy ich całą kopalnię.

Zwykle na początku dyskusji wszyscy otwierają szufladę, w której są przedmioty typowe, bo te są najbezpieczniejsze i najszybciej przychodzą do głowy. Gdy ktoś rzuci hasło „zwierzęta”, większości osób z naszej części świata prędzej przyjdzie do głowy pies czy kot niż pelikan lub miś koala. Gdy typowe pomysły się wyczerpią, zazwyczaj zapada cisza, aż w końcu pierwsza odważna osoba do listy zwierząt doda komara czy tuńczyka. Sypią się zwierzęta egzotyczne i zwierzęta inne niż ssaki. Potem otwierają się kolejne schematy (uaktywniają się kolejne połączenia między szufladami) i ludzie mogą mówić o różnorodnych aspektach zwierząt – jedzenie, przyjaciel, życie, łańcuch pokarmowy, komórka, piękno. I tak dalej bez końca…. By pomysły sypały się bez końca, musimy się upewnić, że nie nazwiemy któregoś z nich „głupim” czy „bez sensu”.

Te same zasady możemy stosować, gdy zastanawiamy się nad czymś sami ze sobą. Nie pozwólmy, aby nasz wewnętrzny cenzor szeptał nam „to głupie”, „ i tak nic nie wymyślisz”, „nie znasz się na tym”.

Jakie wskazówki dają nam eksperci?

Edward Nęcka opracował sześć zasad, które ułatwiają nam twórcze myślenie.

Zasada różnorodności oznacza, że należy zawsze szukać jak największej liczby rozwiązań, niezależnie od ich jakości. Im więcej, tym lepiej!

Zasada odroczonego wartościowania to powstrzymanie się od oceniania, które jest jedną z najważniejszych przeszkód w myśleniu twórczym.

Zasada racjonalnej irracjonalności polega na umiejętnym korzystaniu z emocji i intuicji w fazie wymyślania rozwiązania, rozum staje się przydatny dopiero w momencie oceniania.

Aby pomóc intuicji w udzieleniu nam podpowiedzi, warto jest oderwać się od problemu, nad którym myślimy, i zająć się czymś zupełnie innym. Iść na spacer, wziąć kąpiel. Jest szansa, że wcześniej zasiane ziarno zakwitnie wtedy w postaci superkreatywnego pomysłu, który pojawi nam się nagle przed oczami. Wtedy właśnie doznajemy uczucia olśnienia. Inspirująco pisze o tym Rollo May w „Odwadze tworzenia”.

Zasada kompetentnej niekompetencji oznacza, że każdy może rozwiązać problem nawet z dziedziny, na której się nie zna, jeśli tylko może liczyć na pomoc eksperta.

Zasada zabawy. Jeśli zadanie ma być przyjemne, nie może być nudne. Jeśli zadanie jest ciekawe, to łatwiej jest znaleźć rozwiązanie problemu.

Zasada aktualności. „Liczy się tylko to, co tu i teraz”.  Należy zapomnieć o otaczającej rzeczywistości i skoncentrować się na problemie.

(E. Nęcka, Twórcze Rozwiązywanie Problemów )

Janelle Barlow dodaje jeszcze dwie zasady:

Tolerancja wieloznaczności, która polega na umiejętności spoglądania na różne strony problemu.

Elastyczność i wyobraźnia. Istotą jest tu zdolność przenoszenia rozwiązań pomiędzy niezwiązanymi ze sobą dziedzinami.

(J. Barlow, Mind flexors)

Kropla kreatywności na koniec

Wybierz przedmiot codziennego użytku. Spójrz na niego, jakbyś przyleciał z odległej planety i nie wiedział, do czego służy. Wymaż swoją wiedzę na jego temat. Obserwuj wyłącznie to, jak przedmiot wygląda w momencie, gdy na niego patrzysz. Puść wodze wyobraźni. Zastanów się, czym może być, do czego może być używany, co czuje, co myśli? (por. Edward Nęcka, „Trening Twórczości”).

Oto przykład, co można zobaczyć w bardzo przyziemnym przedmiocie.

„To coś leży w słońcu, opalając swoją przezroczystość. Napełnia go to pewnym optymizmem, bo światło nadaje mu pozory życia. Coś w rodzaju skamieniałych włosków wyrasta mu z części głowowej na wszystkie strony jakby krzyczał. Jakby chciał przekrzyczeć fakt leżenia sobie sztywno jak powalony przecinek. Na dole ma znak seryjny, żeby wszyscy wiedzieli, kim jest, nawet gdy nie widać jego twarzy, która jest na drugim końcu. On sam słabo się widzi. Jest bardzo sztywny i nie może się schylić do takiego poziomu. A zresztą – i tak by mu się pewnie nie chciało. Być może jest skamienieliną jakiegoś stworzonka, które wymarło na drodze ewolucji.”

Co to jest? Szczoteczka do zębów.

Milena Ryznar-Żak. Psycholog, autorka wystaw malarstwa i collage. Zajmuje się pomocą psychologiczną, warsztatami rozwoju osobistego. Mieszka w Krakowie www.krakowskapsycholog.pl

Przedrukowano z artelis.pl

Dodaj komentarz