Strach przed snem – Takatuka bez cenzury

Strach przed snem – Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki

twarzNie chcę  śnić o przyszłości, nie oglądam wiadomości i zaraz po nich – cienkiego filmu akcji. Boję się, że zmiksują mi się podobnie nieprawdziwe światy, a ludzie przekornie zamienią się rolami.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Zajmą stanowiska, których nie powinni, zostaną przyłapani na rzeczach, których publicznie nie robią. Nie chcę opowiadać o tym, nawet wydrapać w kiblu na ścianie. Nie chcę tłumaczyć się we wszystkich instancjach społecznych, dlaczego mój mózg produkuje takie obrazy, a ja chcę o nich mówić. Nie wszystkie sny zaprowadzą nas do więzienia o zaostrzonym rygorze.

Nie wszystkie psy szczekają, nie wszyscy ludzie mają poczucie humoru. Dano nam jednak wolną wolę i ci, którzy przestali robić w gacie, że ktoś ich napiętnuje, oskalpuje albo publicznie wyśmieje, potrafią mówić. A ta nieużywana wolna wola gnuśnieje w zastraszonych i ograniczonych głowach, wymykając się w najmniej spodziewanym momencie.

Pojawia się coraz więcej tematów, na które nie powinno się publicznie rozmawiać. Racją zajmowanego jakiegoś wysokiego w przeróżnych hierarchiach stanowiska, ludzie ustalają zasady, których zwyczajowo sami nie przestrzegają. Śmiało zasugeruję, że skoro resort finansów już chce nam się dobrać do przelewów, a wielkie korporacje sapią nad nami, podglądając nas przez najnowsze cuda techniki, niedługo monitorowaniu będą podlegały przekleństwa i sny.

Sprawne oprogramowanie w pakiecie z fejsem, ojcem i sąsiadem spreparuje nasz profil – konsumenta, pracownika, pracodawcy, męża, żony, biskupa czy operatora koparki. Przyporządkuje nas do palety barw, stylistyki wypowiedzi czy rzeczonej już półsłówkiem zawartości nocnych przeżyć: statystycznie szczęśliwy, materialnie niezależny, skłonności samobójcze regularnie przepijane w miejscowym barze, stabilny, acz niepewny społecznie.

Gnieździ się w nas potrzeba wyswobodzenia się spod wszystkich kontroli, nakazów, zasad i przepisów. Otrząśnięcia się ze wszystkich łat, haseł, loginów, numerów, identyfikatorów. Zaśnięcia z myślą, że nikt nie przetwarza właśnie naszych danych, nie filtruje, agreguje, dopasowuje pionowo i na skos. Nie generuje raportów, które zawierają najbardziej aktualne badania krwi i duszy względem ostatnich wpisów pod artykułem w dzienniku podglądanego, albo w pobranej z biblioteki książki o satanistach. Chcielibyśmy pewności, że śpimy w zgodzie z naturą, jak pszenica w ekouprawach, rumiane buraczki, jak kurki na grządkach, a nie w drucianych koloniach.

Człowiek też potrzebuje wariantu eko. Modelu do wyboru, bez smogu, czadu i korporacyjnych placów zabaw. Może to i dobrze, że ostatnie lata spowodowały masowe osiedlenia w miastach.  Zwolniło się sporo miejsca w znacznie przyjemniejszej okolicy. Miastowi dobrze zajmą się tymi niepodsłuchiwanymi. Założą im teczki, profile i konta, kartoteki i raporty, opracują, jeśli nie zejdzie delikwent, to jeszcze do czegoś się nada. Przy odrobinie szczęścia wyprodukuje się czynnik, przez który trafił do bazy dopiero teraz. Może wiejskie powietrze, gnojówka, pożyteczne zajęcia, a może brak cywilizacyjnych rozwiązań uniemożliwiał podglądanie wieśniaków – wolniaków?

A może zwyczajnie boimy się śnić o wypadających zębach, śmierci, wojnach i okupacji, katastrofach lotniczych, Smoleńsku i partiach politycznych, mniejszościach i większościach? I podporządkowaniu wbrew naszej woli, ubezwłasnowolnieniu większym niż to, z którym przyszło nam żyć? Boimy się bo, sny stają się jawą coraz częściej. Przecieramy oczy codziennie, mimo niechęci patrzymy na wiadomości, że współczesny świat zmierza w kierunku, o którym nie śnili nawet najstarsi górale.

Rys. www.freedigitalphotos.net

Dodaj komentarz