Estetyczny survival – Takatuka bez cenzury

Między złością a bezradnością Niebywałe Suwałki 2
Fot. chrisroll - www.freedigitalphotos.net
Fot. chrisroll - www.freedigitalphotos.net
Fot. chrisroll – www.freedigitalphotos.net

Jak daleko może posunąć się człowiek w uprzykrzaniu życia innemu człowiekowi? O ile odchodzi się już od klasycznego lania po mordzie, wyrywania włosów i barków, obsmarowywania drzwi do mieszkania psią kupą czy przebijania opon w samochodzie.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

Ludzie podświadomie nękają bliźnich, bo sami również są nękani przez współpracownika, partnera albo sąsiada. Nie powinno dziwić nikogo, kto wściekły wstaje rano i wcale nie bardziej zrelaksowany przyjeżdża do pracy.

Pogoda, cóż, to już chyba temat wyczerpany. Odkopujemy i skrobiemy, ogrzewamy, gazujemy. Jedziemy w kolejce samochodów. Kierowcy nie zdążyli się jeszcze przyzwyczaić, że jest ślisko! Od kilku miesięcy aura pokazuje nam środkowy palec, nie pomaga nawet kampania społeczna kierowana do chłodnych zombie, którym internauci polecają do jedzenia śnieg. Tego nie ubywa, jedziemy wolno, benzyniaki parują, diesle nie, a jak dymią, to pewnie jadą do warsztatu. Kierowcy na skrzyżowaniach notorycznie dłubią w nosie albo rozmawiają przez telefon. Przecież jadą sami i nikt nie widzi. Wcale nie lepiej jest w komunikacji miejskiej, choć tylko wyjątkowo zadumanym zdarza się przejrzeć zawartość nosa. Poranna komunikacja oprócz sinusoidalnego trendu tłoku, przynosi nieco inne doznania. Niektórzy śpią na przystankach, być może jeszcze po minionych baletach. Wyśnione limuzyny okazują się przegubowym autobusem, który na tłustych od brudu siedzeniach codziennie wozi obywateli do pracy, szkoły, na włam, do sądu albo na pogrzeb. Ludzie pospieszają maszynę i komentują na żywo styl jazdy kierowcy, sytuację na drodze, mieście, województwie i po chwili w kraju i na świecie. Spotkanie prelegenta wzrokiem może skutkować wciągnięciem do dyskusji. Zaliczamy poranną gimnastykę umysłową. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby pasażerowie pamiętali o myciu zębów. Kiedy zatem przepchniemy się przez tłum wsiadających, bo przecież wysiadający mogą poczekać, zmierzamy ku kombinatowi. Przestrzeni wyjałowionej ze współczucia, nadziei i miłości, z wyłączeniem tej regulaminowej.

O ile uda nam się czystą podeszwą przemierzyć metry chodników przyozdobionych totemami porannych psich spacerów! Właściciele psów, choć to temat znany i wyczuwany, udają, że ich owczarki albo wielkie labradory pozostawiają sobie coś na kształt niewielkiego kopczyka. Niewidoczny niemal, organiczny przecież, ślad psiej aktywności, reklamowanego zdrowego brzuszka czy jak tam. Poranek nie rozpieszcza, a złość po przebudzeniu już chyba wyparowała. Już niedługo dotrzemy wreszcie do zgodnego ze standardami nieba i piekła magazynu dusz. W spokoju zaparzymy kawę, świeżo zmieloną w kotłach wielkości cysterny, wsypiemy morderczy biały cukier, wymieszamy szkodliwym stopem metalu i udamy się na stanowisko. Będziemy starali się wyprzeć ze świadomości to wszystko, co rano widzieliśmy. Zegarek po prawej stronie monitora daje nam jeszcze zapas czasu do rozpoczęcia pracy. Pierwszy łyk uzupełni odgłos głośnego żucia gumy sąsiadki z piętra. Sądziłem, że żucie gumy nie jest niczym skomplikowanym. Być może kłopoty z układem oddechowym każą tę czynność wykonywać bez zamykania ust. W imię uzupełnienia pojawiają się najnowsze doniesienia z łazienek, lusterek, gabinetów, imprez, odpytywań o gabinetowe doniesienia. Integracja w jeden poranny słowotok, agregacja słów, które nazbierały się w ludzkich głowach przez noc, kiedy nic nie mówili. Stwierdzam, że niektórzy z nas powinni budzić się w nocy, żeby pogadać.

Współistnienie ciamkających i siorbiących, narzekających i niezamykających się jest naszym codziennym survivalem. Przebywanie z takim, co nie chce albo nie potrafi zintegrować się w siorbaniu wspólnotowym, na pewno jest dla siorbiących niewygodne. Ogólnie pojęty kodeks estetyczny ma już zbyt wiele załączników i aneksów. Pierwotna wersja niechcący się zgubiła. Na szczęście technologia przyniosła nam tymczasowe rozwiązanie. Półtora metra przewodu z plastikowymi krążkami. Za mało, by zawiesić na gałęzi, wystarczająco, by zatkać kominy głowy i na chwilę o wszystkim zapomnieć. Miłego dnia!

Dodaj komentarz