Dobrze jest być eko – Takatuka bez cenzury

Dobrze jest być eko - Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki
Rys. www.freedigitalphotos.net
Rys. www.freedigitalphotos.net
Rys. www.freedigitalphotos.net

Dobrze jest być eko. Bez względu na to, czy jest się torbą w supermarkecie, fabryką makaronu, czy ściągniętym z Niemiec niebitym samochodem. Niebity i eko, to brzmi, jak opis dzikiego konia. Eko, jak się okazuje, może być również matka i ojciec, dziecko zdaje się już mniej, no chyba że stylizowane przez takich rodzicieli.

Autor: Artur Sawicki – takatuka.blog.pl

Ekologii na pewno trzeba dzieci uczyć: że śmieci wytwarzamy po to, by je segregować oraz że jezioro to nie myjnia dla samochodów. Eko jest teraz na fali, ochrona środowiska, produkty pochodzące z recyklingu stanowią domenę nowoczesnego przemysłu. Zaczynamy faktycznie dbać o środowisko. W ciągu kilkunastu ostatnich lat skutecznie przepędziliśmy trucicieli, przestarzałe technologie produkcyjne i stare samochody. W zamian wprowadziliśmy kredyty na zakup nowych cudów. Jedną zardzewiałą wywrotkę zastąpiło jedenaście ciągników siodłowych, no i dla nich między działkami zbudowaliśmy obwodnicę, żeby było łatwiej.

Od dziś nie wyrzucamy rzeczy. Jak popatrzymy na modę, styl życia, a nawet gospodarcze trendy, wszystko wraca do modeli sprzed kilku czy kilkunastu lat. Pamiętam, kiedy na śniadanie witał nas znienawidzony twaróg ze śmietaną, rzodkiewką i szczypiorkiem. Pragnęliśmy wtedy otworzyć homogenizowane wanilinowe tworzywo pod aluminiowym wieczkiem, smakować novum branży mleczarskiej. Nic bardziej mylnego. Skoro babcia narobiła twarogu, należy to uszanować, a poza tym jedzenia się nie wyrzuca. Teraz tęsknimy i ganiamy się po bazarach z rolnikami, którzy bez względu na koniunkturę przywożą mleko, które daje krowa, twaróg, które potem z tego mleka robią. Bitwy o ostatnie jaja, to nie scena z sequelu „Seksmisji”, a autentyczne obrazki z targów czy bazarków. Produkty uboczne procesu produkcji nabiałowej, zebrane w butelki i pojemniki równie szybko znajdują nabywców. Przejedliśmy się śmieciami, historycznie tanim i powszechnie dostępnym jedzeniem. Model serka w dwustu smakach powoli zaczyna zostawać na półkach albo niszczeć w pożółkłych księgach jakości producentów.

Pojawiają się w większych miastach targi śniadaniowe, co uważam za bardzo dobrą inicjatywę. Zapoczątkowana społecznie przez ludzi, którzy mieli dość jedzenia syntetycznych śniadań, chemicznych podwieczorków. Oto pomysł przekształcił się w inicjatywę, która skupia małych producentów żywności, rolników, którzy mogą sprzedać swoje wyroby i przy okazji pokazać, że warto jeść zdrowo. Produkcja żywności nie jest przecież czymś dla nas obcym. Połowa wakacji w blokowiskach wyglądała tak, że kuchenne okna rozwarte na oścież codziennie serwowały inne bukiety zapachów. I choć w poniedziałek były ogórki w zalewie i papryka, a we wtorek maliny i truskawki, w środę soki z jabłek i marchwi, woleliśmy patrzeć na to z daleka, popijając oranżadę w cieniu osiedlowego sklepiku. Czasem pomagaliśmy zakręcać słoiki pachnące koperkiem, czosnkiem i gorącym octem. Teraz przepytujemy rodziców, a jak to, a tamto, jak drożdżówkę zaczynić, choć w sklepach półki się uginają. Jakie ogórki kupić i zalewę zrobić, żeby mieć świadomość podawania właściwego jedzenia sobie i swoim najbliższym.

Wiem, co jem, to już połowa sukcesu. Jesteś tym, co jesz – znalazłoby się jeszcze z tuzin różnych okazjonalnych powiedzonek – stawia nas w pozycji wyboru. Wybierzemy to, co uznamy za najlepsze dla nas. Przypniemy karteczkę ze swoim nazwiskiem po stronie: jedzenie stanowi tylko surowiec, dzięki któremu funkcjonuję, albo moje jedzenie – to moje zdrowie. Tego rodzaju modelowanie gospodarki, bo czymże to innym jest, jeśli nie zachętą do zmiany stylu życia, stanowi solidną alternatywę dla współczesnego, dość mocno wyeksploatowanego, świata. Być może daje pole do zmiany kwalifikacji, podjęcia heroicznej próby zmierzenia się z molochami spożywczymi w zamian za satysfakcję i wdzięczność ludzką. Nawet jeśli eko-jedzenie będzie postrzegane jako kolejny intratny biznes, podpisuję się pod tym. Dopóki nie będzie wytwarzane z pastewnych warzyw i dopędzane chemikaliami, akceptuję w pełni społeczną, acz dobrze płatną inicjatywę.

Dodaj komentarz