W jednych butach – Takatuka bez cenzury

W jednych butach - Takatuka bez cenzury Niebywałe Suwałki
Fot. www.freedigitalphotos.net

Ubezwłasnowolnienie pośród nieustających sondaży, dziesiątek pytań o samopoczucie fizyczne, psychiczne i techniczne jest codziennością. Degeneracja resztek człowieczeństwa przemienia się na rzecz pozornie towarzyskich czy społecznościowych mediów, zupki chińskiej udającej wykwintny rosół. Spreparowane ludzkie mózgi, zamknięte w bezbarwne saszetki, suche przyprawy, które jeden wywali do śmietnika, drugi odsypie sąsiadowi.

Autor: Artur Sawicki, takatuka.blog.pl

W głowie mam piach, pozasypywane myśli kotłują się i wrzą. Chciałoby się, żeby niczym feniks z popiołów rozpostarły się na arenie bylejakości, wymierzyły solidny policzek wątpiącym i złym. Otrzepały pagony pozieleniałe od wiosennej intensywności i kurzu z zatłoczonych ulic, a potem sprężystym krokiem weszły na właściwy tor. I więcej żeby nie błądziły, nie szukały po sąsiadach właściwego adresu, nie myliły zimnego z ciepłym i soli z makiem.

Niech będą takie, jak w kolorowych książkach, magazynach o prawidłowości sztucznego świata, niech kij dwa końce ma, a pogrzeb solenną laudację. Pomieszanie światów zdecydowanie lepiej ogląda się na kanapie, pożerając niezdrowe przekąski. Wzrastające przekonanie o własnym pogrążeniu w stawie zaszłości, wprost proporcjonalne do ekspansji czoła w zalesione dotąd części czaszki, prowokuje tylko jeden komentarz – co ja tu, kurwa, robię?

Sąsiad załapie podstęp, zeżre czyjś mózg, a dowcipniś z najedzonym głąbem umrze. Marzę, by zostać szaleńcem, mentalnym kloszardem, który na skrzynce po jabłkach czy innych toksycznych pomidorach będzie zachrypniętym głosem nawoływał do opamiętania. Gwarna ulica zignoruje zapewne kloszarda, jak ignoruje zagrożenia współczesnego świata. Patriotyczna młodzieżówka zintegruje swoją pastę do butów z moim niewyparzonym ryjem. Korporacyjni rycerze jednego mityngu będą pikami identyfikatorów dźgać w antagonistę, wąsatego wariata w podartym swetrze, który jedynie w sieci nie oznajmi zapowiedzi końca świata. Będzie starym sposobem głosił ludziom nadciągającą katastrofę. Tak, jak po staremu buty klei, zamiast galopować nawet na boso po zakup nowych, korzysta z rzeczy które istnieją na świecie. Nowym daje zasłużony odpoczynek. Widzi w życiu coś więcej niż tylko: winien i ma, nie projektuje i nie modeluje rzeczywistości, żeby wpasować się w jakiś kanon, schemat, grupę, miejsce w chórze, w którym ten obok się nie myje, a ten przed nim ma łupież. A szczerbaty dyrygent nieustannie zapewnia, że gdzieś stoją tacy, co nawet potrafią śpiewać.

Zjadłbym nieumyte jabłko, po którym nie będę musiał przez tydzień mieszkać w toalecie; pomidora, który nie będzie smakował tablicą Mendelejewa, bułkę która przywiedzie zapach piekarni i nie spleśnieje na zielono. Wolę zieleń widzieć za oknem, zamienić brudną elewację na przestrzeń, dreptać w kieracie, którego zarządca nie udaje, że martwy koń przede mną jest po prostu cichy, a padlina na śniadanie jest humanitarnie zatłuczoną nadzieją. Chciałbym pokazać dziecku, że marchew nie ma wielkości nogi od stołu, jabłka naprawdę rosną na drzewach, a ludzie potrafią i mogą darzyć siebie zaufaniem.

1 KOMENTARZ

Dodaj komentarz